
Przed pójściem do kina na Dziewczynę z igłą znałem tylko jeden film Magnusa von Horna, Sweat z 2020 roku. Tamten tytuł ugruntował mi postać reżysera jako takiego młodego, niezbyt opierzonego, ale chcącego opowiadać o rzeczach ważnych za pomocą bardzo prostych, dosłownych narzędzi. Jego najnowsze dzieło, wspomniana Dziewczyna, też nie bawi się w subtelności, ale jest w tym tak mocarna, że wbija się w głowę niczym szewskie druty w… Zresztą nie chcę spoilerować już w pierwszym akapicie.
Może dlatego, że jest to koprodukcja z Polską, krajem, przez który jeszcze za poprzedniej kadencji przelewały się fale protestów kobiet walczących o swoje podstawowe prawa. Dlatego przyklaskuje wszystkim tym, którzy przepychają się łokciami i uderzają pięściami, by tylko oddać głos tym, których tamta władza miała gdzieś – kobietom, mniejszością, proletariatowi czy wszystkim tym, którzy odstają od matrycy idealnie skrojonego, białego Polaka patrioty. A jeśli mają okazję zdobyć kilka nagród i puścić w świat wieść o tym, w jakim zaścianku przyszło nam żyć, to moje uznanie jest jeszcze większe.
Historia została osadzona tuż po I Wojnie Światowej, a w zasadzie ważna jej część dzieje się jeszcze podczas niej. Śledzi ona doświadczenia Karoline (Vic Carmen Sonne), młodej, ciężarnej kobiety, której przyszło żyć w ponurej rzeczywistości Kopenhagi. Po serii brutalnych konfliktów z infekującym Europę kapitalizmem, bohaterka podejmuje pracę jako pielęgniarka dla Dagmar (Trine Dyrholm), starszej kobiety prowadzącej potajemną agencję adopcyjną pod przykrywką sklepu ze słodyczami.
To, co zaczyna się jako desperacka próba utrzymania się przez kobietę na powierzchni patriarchalnego społeczeństwa, szybko przechodzi do zejścia w koszmarny świat, w którym niechciane noworodki są abortowane w sposób godzący wszystkim ludzkim standardom. Między dwoma kobietami rodzi się uczucie, ale czy będzie ono silniejsze od targającego Karoline sumienia?
Bardzo odważna realizacja filmu, która w wielu miejscach nawiązuje do najlepszych horrorów epoki ekspresjonizmu, bardzo świadomie prezentuje nam to, co jest sednem całej historii. Von Horn w sposób mistrzowski buduje narrację, która z każdym fabularnym krokiem zanurza nas coraz głębiej w strachu i rozpaczy. Dziewczyna z igłą jest produkcją należącą do tych najbardziej dołujących czy ciężkich, powodując w widzu na przemian poczucie wściekłości, bezradności, wstrętu i zrezygnowania w ludzkość. Patrząc na to z takiej strony, dojrzały emocjonalnie widz zaczyna rozumieć, że śmierć nie jest może najgorszym wyjście w perspektywie życia na takim świecie.
Całej tej zgniliźnie świata pomaga niesamowita realizacja. Zapierające dech w piersiach, czarno-białe zdjęcia przywołują zarówno konkretny okres na osi czasu naszej historii, jak i emocjonalną izolację bohaterów. Oświetlenie wyciągająca na pierwszy plan wszelkie światłocienie i przeszywające ciało kompozycje muzyczne przypominają prace największych mistrzów filmowych, takich jak wczesny David Lynch czy Ingmar Bergman. Surowa, pusta natura i sypiąca się aglomeracja sprawiają wrażenie bycia całkowicie autonomicznymi postaciami, reprezentującymi ponure, społeczne tło, będące podatnym gruntem dla tragedii Karoline.
Do tego trzeba pochwalić wszystkich, którzy ten świat namacalnie zbudowali. Od ludzi odpowiedzialnych za kostiumy, scenografię czy charakteryzację poszczególnych postaci, każdy zasługuje tutaj na owacje. Nawet najmniejszy element skrupulatnie odtwarza powojenną rzeczywistość, zanurzając publiczność w świecie ponurej biedy, moralnej niejednoznaczności i desperacji. Sceny w sklepie ze słodyczami Dagmar są szczególnie interesujące wizualnie, bo ociekająca słodkością słoiki pełne kolorowych smakołyków w ciekawy sposób kontrastują z prawdziwym zwyrodnieniem, jakie leży u jego podstaw.
Dziewczyna z igłą jest nie tylko filmem potrzebnym, zwłaszcza w tym zaścianku zwanym Polską, ale też bardzo dobrym rzemiosłem i odrobionymi lekcjami z przedmiotu „kino”. To też idealny przykład reżyserskiej sprawności, jeśli chodzi o tworzenie spójnej wizji kina. Dla wszystkich tych, którzy lubują się w zagłębianiu w najciemniejszych zakamarkach ludzkiej natury, będzie to seans wręcz idealny, oczyszczający i natchniony. Ja też kupiłem w pełni tę mieszankę surowego realizmu z chłodem złożonym historii filmu i wiem, że tytuł ten zostanie z nami jeszcze na długie lata. Nie tylko można go czytać na wiele sposób, jest po prostu bardzo dobrym dziełem samym w sobie. I pamiętajcie, aborcja jest spoko!
Oryginalny tytuł: Pigen med nålen
Produkcja: Dania/Polska/Szwecja, 2024
Dystrybucja w Polsce: gutekfilm.pl

Częściej słońce, rzadziej deszcz. Entuzjasta kultury wszelkiej, bo przecież nie ma piękniejszej interakcji międzyludzkiej, jak przekazywanie sobie emocji.
