
Grzebanie we włoskim śmietniku kina gatunkowe ma tę zaletę, że chociaż często filmy same w sobie nie reprezentują sobą nic, to można w nich szukać referencji do innych, popularniejszych tytułów. Sztandarowym przykładem tej jakże absorbującej aktywności jest groźnie brzmiące Paco – maszyna śmierci jednego z moich ulubionych twórców włoskiej pulpy, Sergio Martino. Gdybym miał komuś przedstawić ten szalony nurt jednym tytułem, to byłby to właśnie ten!
W sumie nie wiemy do końca, czy jest to bardziej zrzynka z Terminatora (1984), Mad Maxa (1979) czy Komando (1985), choć ten pierwszy tytuł przebija tutaj najbardziej. Martino po prostu wziął wszystko, co uznał za fajne i co podobało się ówczesnej widowni, wrzucił do wielkiego gara i obtoczył w tym smakowity makaron, który do gustu przypaść może nie tylko zagorzałym fanom włoskiej kuchni.
Wszystko zaczyna się od tego, że Paco (Daniel Greene) zamierza zabić jakiegoś ważnego dla świata faceta. Paco próbuje wyeliminować gościa, ale mu się to nie udaje. Wkrótce okazuje się, że zły facet grany przez Johna Saxona wysłał Paco, który jest cyborgiem, by ten zabił przywódcę lewicującego ruchu oporu przeciwko totalitarnym rządom. Brzmi poważnie? To poczekajcie.
Paco jednak doświadcza jakiegoś przebłysku świadomości i ucieka do Arizony gdzie mieszka w przydrożnym barze z kobietą o imieniu Linda (Janet Agren). Najwyraźniej armwrestling jest popularny w tych częściach Stanów, więc nasz bohater zaczyna kasować w zawodach każdego kolejnego przeciwnika. Tymczasem śladem dobrodusznego już cyborga rusza nie tylko policja, ale również jego wpływowi mocodawcy, którzy zdają się mieć jakieś większe plany wobec swojego dzieła.
Obejrzyj cały film tutaj:
Podoba mi się ta wiecznie żywa wizja tego, że w przyszłości Ameryka jest pustkowiem kontrolowanym przez totalitarny rząd z propagandą głoszącą „nie ma dla was przyszłości„. Jest tutaj nawet dość wątły motyw ekologicznej katastrofy, która przetacza się przez bezdroża toksycznym, kwaśnym deszczem. Ale to nie postapokalipsa rodem ze wspomnianej serii Mad Max, a koniec świata ludzkich zależności i zorganizowanych społeczeństw, w którym rządzi technokracja. Brzmi znajomo? Może nawet proroczo?
Nie jest to najbardziej szalony film Sergio Martino, tutaj pod pseudonimem Martin Dolman, jaki został nakręcony w Stanach Zjednoczonych, ale dostarcza on tego, czego od niego wymagamy. Wysokooktanowa akcja przeplatana mordobiciem, strzelaniem i dozą body-horroru łączonego z klasycznie prowadzonym romansem. Powiedziałbym nawet, że jak na produkcję określaną mianem niskobudżetowej, jest tutaj zaskakująco wiele naprawdę przyjemnie skręconych scen akcji, z helikopterami i wybuchami. Kurde, nawet finał rozgrywa się w przepastnych plenerach Wielkiego Kanionu!
Trudno też nie polubić Greene’a w roli tytułowej, bo gość, choć aktorskich umiejętności może za wysokich nie ma, ale budzi sympatię. Była to również jego pierwsza współpraca z Sergio Martino, z którym nakręcił wspólnie kilka kolejnych projektów. Janet Agren jako obowiązkowa dama w opałach również cieszy oko, ale dla mnie i tak zawsze ekran kradnie mokry od potu George Eastman w roli jednego z przeciwników Paco. Na ich tle dwójka śledczych, którzy wpadają na trop naszej maszyny śmierci, wypada jak para amatorów oderwana ze szkolnych jasełek. A cały czas mówimy o budżetowym, włoskim kinie.
Paco – maszyna śmierci dostarczył mi całą masę takiej czystej, nieskrępowanej niczym filmowej frajdy. Mogłem mentalnie cofnąć się w czasie do okresu, kiedy jako dziecko biegałem po parku z udającym karabin kijem lub snułem podobne scenariusze, obsadzając w głównych rolach plastikowe żołnierzyki rozrzucone po dywanie. Wiadomo, dla bardziej wysublimowanego widza będzie to wręcz symbol taniego eskapizmu, niewartego uwagi, ale dla wszystkich tych, którzy od kina oczekują szczerych emocji, choć podyktowanych zapewne finansowo, powinni odnaleźć się tutaj od razu. Być może to jeden z najbardziej kompetentnych przedstawicieli włoskiego kina akcji lat 80.
Oryginalny tytuł: Vendetta dal futuro
Produkcja: Włochy, 1986
Dystrybucja w Polsce: Film&Clips Całe filmy po polsku

Życiowy przegryw, który swoje kompleksy leczy wylewaniem żalu w internecie. Nie zawsze obiektywnie, ale za to szczerze.
