Zakazana planeta to amerykański film sci-fi z 1956 roku w reżyserii Freda M. Wilcoxa. Obecnie może nieco zapomniany obraz był w wielu kwestiach pionierski.

Był to, chociażby pierwszy film, którego cała akcja rozgrywała się w przestrzeni kosmicznej oraz na obcej planecie, a więc poza Ziemią. Stał się tym samym wzorem dla takich serii jak na przykład Star Trek. Także techniczne gadżety wykorzystane w produkcji można dostrzec w późniejszych obrazach. Liczni artyści przyznawali się do tego, jaki wpływ miał na ich twórczość seans właśnie Zakazanej planety. Film ten przede wszystkim odróżniał się na tle innych podobnych filmów z epoki, będąc czymś więcej niż prosta rozrywka. Poruszał przy tym głębokie etyczno-filozoficzne zagadnienia.
Jednak elementem, który po latach najbardziej chyba wyróżnia się z wszystkich części składowych dzieła, jest ścieżka dźwiękowa i o niej chciałbym właśnie napisać. Jej stworzenie przypadło w udziale małżeństwu muzyków Bebe i Louisowi Barronom. Kompozytorzy ci byli prekursorami, jeśli idzie o użycie instrumentów elektronicznych. Instrumenty to może nawet złe słowo, bo były to bardziej maszyny generujące dźwięki.
To właśnie między innymi przez ten fakt stowarzyszenie muzyków zabroniło użycia do określenia soundtracku do Zakazanej planety terminu ścieżka dźwiękowa. To dlatego podczas napisów początkowych przy nazwisku Barron widnieje nieco dziwne brzmiące określenie „tonacje elektroniczne”. Sugeruje ono, że artyści nie stworzyli prawdziwej muzyki, ale jedynie jakaś formę eksperymentalnej kakofonii, wymykającej się standardowym podziałom.
Bardzo dobrze, że para nie próbowała dostosować się do narzuconego, głównego nurtu, a pozostała wierna własnej wizji. Dzięki temu otrzymaliśmy jedną z najbardziej pamiętnych i oryginalnych ścieżek dźwiękowych w dziejach. Taką, która jest integralną częścią całego filmu, budując jego nastrój. Bez niej Zakazana planeta nie byłaby tym czy jest. Osobliwe dźwięki dobiegające gdzieś z tła są niczym muzyka z innej przestrzeni.
Nadają one lokacjom oraz wydarzeniom zupełnie niesamowitego charakteru. Brzmią nieziemsko, wspomagając efekt alienacji na obcej, tajemniczej planecie pełnej mrocznych tajemnic. Na pierwszy plan wysuwa się tutaj muzyka Krelli, czyli utwory stworzone przez dawnych jej mieszkańców – rasę zwaną Krellami. Dźwięki te są tak odrealnione, iż trudno nawet wyobrazić sobie, w jaki sposób mogły powstać. Podsycają tylko wyobraźnię i ciekawość na temat tego, jak naprawdę wyglądali przedstawiciele owego prastarego gatunku.
Louis i Bebe Barron wykazali się w swojej pracy wielką kreatywnością oraz wizjonerstwem, ale też zaufaniem do techniki. Nie mieli bowiem całkowitej kontroli nad ostatecznym kształtem swoich kompozycji. Po prostu uruchamiali odpowiedni mechanizm w swojej maszynerii i czekali, jaki będzie efekt. A okazał się on niesamowity.
Jego wyjątkowość opiera się na nieprzewidywalności. Dość powiedzieć, że twórcy nie byli nawet w stanie odtworzyć później danego dźwięku. Można powiedzieć, że była to jakaś wczesna forma sztucznej maszynowej kreacji, w której to człowiek jest wykluczony z procesu twórczego, nadzorując jedynie całe przedsięwzięcie. Tym bardziej można soundtrack do Zakazanej planety określić jako coś do powstania czego nie przyczyniła się ludzka ręka. Wrażenie to słyszalne jest w każdej minucie jego trwania. Sprawia to, że mamy do czynienia z zupełnie niesamowitym doznaniem zmysłowym, które przenosi nas w kompletnie odległy, magiczny świat.


