
Slasher jako gatunek kierowany jest raczej do widza o dość nisko zawieszonej poprzeczce oczekiwań i małym potencjalne intelektualnym. Dlatego też, choć sam wyrosłem już dawno z ekscytowania się tym prymitywnym nurtem, wracam do niego od czasu do czasu z nadzieją na niezobowiązującą, trochę jednak wstydliwą rozrywkę. No ale cóż, jaka widownia, takie filmy, czego opisywany tutaj tytuł jest najlepszym przykładem.
Za filmem The Forest Clown stoi wymowna wytwórnia Zero Budget Trash Films, więc raczej wiecie, czego się spodziewać. To amatorka pełną gębą, nakręcona w parku za osiedlem i przy pomocy paru kumpli z czasów szkoły podstawowej. Kino offowe można rzec, jednak jeśli tak ma wyglądać underground współczesnego horroru, to lepiej zakopmy go ziemią i postawmy symboliczny krzyżyk.
Charlie jest małym kujonem, który chodzi po mieście ubrany jak Harry Potter. Jego zrzędliwy dziadek próbuje nauczyć go „magii”, ale jedyną sztuczką, którą wydaje się być w stanie opanować, jest puszczanie balonu i mówienie abrakadabra. W okolicy jest dziewczyna, która w niewytłumaczalny sposób lubi Charliego i przychodzi się z nim bawić. Charlie przypadkowo rani ją, gdy nagle w jego pokoju pojawia się przerażający klaun – klaun, którego dziewczyna nie widzi – a kiedy ta ucieka, spada ze schodów i… umiera! Charlie ucieka do lasu, zabijając po drodze lokalnego łobuza.
The Forest Clown nie jestem filmem traktującym się w żaden sposób na serio, co jak na slasher nie jest wcale dziwne. W zasadzie twórca wprost wyśmiewa się z popularnych w tym nurcie klisz, tropów i wytartych schematów jak morderca będący zawsze o krok od swoich ofiar, choć sam porusza się z prędkością muchy zanurzonej w smole. Tutaj nasz psychopatyczny klaun pojawia się znikąd, pędzi na czworaka przez krzaki czy… dusi swoje ofiary siatką na ziemniaki. To chyba ten brytyjski humor.
Jest to dzieło dziwne, nawet w porównaniu z całą masą innych, podobnych mu pozbawionych budżetu horrorów. Najbardziej dziwaczna z tego całego kuriozum pozostaje zdecydowanie postać tytułowego klauna. Ten wbrew slasherowej tradycji dużo gada, stroi sobie żarty i jest zdecydowanie bardziej irytujący, niż przerażający. Szkoda tylko, że nie ma to pokrycia w jego czynach, bo efekty gore są tutaj znikome (okazały się pewnie za drogie), więc wszystko sprowadza się do niezbyt sprawnego oszukiwania widza kamerą i jakimiś chałupniczymi sztuczkami.
Gdyby ktoś jakimś cudem trafił na The Forest Clown, a nie jest to w sumie takie oczywiste, to zdecydowanie odradzam marnowania na niego czasu. Nawet jeśli ten trwa nieco ponad godzinkę. To po prostu przedłużony do tego formatu skecz z YouTube i to taki, za którego sterami stali naprawdę ludzie niemający pojęcia o sztuce filmu. No chyba, że jesteście już horrorowymi hipsterami z najciemniejszych piwnic internetu, którzy oglądają dla samego faktu zaliczenia tytułu, wtedy nie będę Was powstrzymywał.
Oryginalny tytuł: The Forest Clown
Produkcja: Wielka Brytania, 2025
Dystrybucja w Polsce: BRAK

Częściej słońce, rzadziej deszcz. Entuzjasta kultury wszelkiej, bo przecież nie ma piękniejszej interakcji międzyludzkiej, jak przekazywanie sobie emocji.
