Dzikość serca (1990)

W całej mojej recenzenckiej „karierze” doszedłem do wniosku, że David Lynch jest twórcą tego rodzaju kina, o którym nie da się pisać w innym ujęciu, niż czysto subiektywnym. Dlatego też odkładam na hak dziennikarską potrzebę bycia obiektywnym i postaram się Wam w kilku słowach napisać, dlaczego tak bardzo pokochałem się z jego Dzikością serca z 1990 roku. Zapnijcie pasy, to będzie szalona podróż!

Zaczyna się ona jako powieść napisana przez Barry’ego Gifforda, znanego amerykańskiego autora, który był współzałożycielem Black Lizard Press, wydawnictwa, które w latach 80. przedrukowało wielu klasycznych autorów noir, takich jak Dashiell Hammet i Jim Thompson. Sama Dzikość serca została zainspirowana przez literaturę noir i dzieła beatników, w szczególności przez Jacka Kerouaca – który napisał On the Road, strumień świadomej, pół-autobiograficznej podróży przez Amerykę z jazzowym tłem, częściowo inspirowaną muzyką Charliego Parkera i Milesa Daviesa.

David Lynch przeczytał „wersję próbną” Dzikości serca i zakochał się w postaciach Sailor Ripely i Luli Pace Fortune. Napisał adaptację scenariusza, ale uznał ją za zbyt przygnębiającą, więc za zgodą Gifforda przepisał historię, aby dodać własne, szczęśliwe zakończenie. Lynch nakręcił swoją adaptację filmową w tym samym czasie, w którym kręcono jego przełomowy serial Twin Peaks, więc pożyczył niektórych aktorów, w szczególności Grace Zabriskie (Sarah Palmer) jako Juan, Sherilyn Fenn (Audrey Horne) jako dziewczynę z wypadku samochodowego i Sheryl Lee (Laura Palmer) jako Dobrą Wróżkę, która pojawia się w finale.

Laura Dern pracowała już z Lynchem, grając Sandy w Blue Velvet (1986) i od razu została obsadzona jako Lula. Lynch uważa ją za swoją „rodzinę, wspaniałą aktorkę, z wielką duszą, która rozumie ludzką kondycję”. Nicholasa Cage’a, siostrzeńca reżysera Francisa Forda Coppoli, Lynch spotykał w kultowej, hollywoodzkiej restauracji Musso and Frank. Kiedy tylko przeczytał książkę, natychmiast widział Cage’a jako Sailora.

Film opowiada historię Sailora i Luli, a raczej ich namiętnej, pełnej rock and rolla, wzajemnej miłości i pogoni za surrealistyczną Ameryką. Ucieczką, dodajmy, przed matką Luli i całą zgrają jej różnych przydupasów. Dzikość serca jest brutalna, kolorowa, pełna seksu, głośna, czuła i cholernie zabawna, co może być traktowane jako najmocniejsze otarcie się Lyncha z kinem komediowym. Oczywiście wszyscy fani jego surrealistycznych wizji również znajdą tutaj odpowiednią dawkę niepokoju i szoku, co stanowi chyba już pewnego rodzaju wizytówkę tego nieodżałowanego artysty.

 Lynch po prostu kocha świat snów, a obsesja ta znajduje swoje odzwierciedlenie we wszystkich jego pracach. Tych dużych, jak i tych małych. Jednym z dobrych przykładów tej filmowej magii jest scena, w której Sailor i Lula zatrzymują się w nocy na środku autostrady, ponieważ dalszą drogę toruje wypadek samochodowy. Tam spotykają ocalałą dziewczynę, graną przez wspomnianą Fenn, która oszołomiona i zdezorientowana wylewa z siebie monolog, który sprawia, że włos jeży nam się na karku. Dla takich właśnie sekwencji głęboko odbijających się w moich trzewiach, oglądam Lyncha.

Warto jeszcze powiedzieć, że film stoi również monumentalnymi kreacjami aktorskimi. Zarówno Cage, jak i Dern są wspaniali. Szczególnie Dern sprzedaje film swoją zmysłowością i nieokrzesanie infantylną osobowością. Jej prawdziwa matka, Diane Ladd, została nominowana do Oscara za rolę drugoplanową, wcielając się w… matkę Luli, złą czarownicę wyjętą z Czarnoksiężnika z krainy Oz. Swoją drogą wprawne oko znajdzie więcej referencji związanych z literaturą Franka Bauma. Tak samo, jak do postaci Elvisa Presleya, będącego fascynacją ekranowego Sailora. I choć przez film przewijają się stali bywalcy w twórczości Lyncha, najstraszniejszym facetem na pustyni jest i tak Willem Dafoe. Ale to już musicie zobaczyć sami!

Dla wielu widzów będzie to tylko pseudointelektualna papka mająca swoją dziwnością uwieść serca wszystkich tych nadętych, kipiących od egzaltacji filmowych hipsterów. I nie można przyznać im racji, bo ja, prócz tej pochwały dla niepowstrzymanej miłości i romantyzowania niezależności nie widzę nic więcej. Czy to znak, że staję się powoli właśnie takim pretensjonalnym głupkiem, który swoje intelektualne braki musi łatać sobie tego typu przestylizowanymi rzeczami? Oby nie! Wiem natomiast, że Dzikość serca to kolejny, wielce udany wpis w dorobku Davida Lyncha, który po prostu wypada znać.

Oryginalny tytuł: Wild at Heart

Produkcja: USA, 1990

Dystrybucja w Polsce: primevideo.com

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *