La bimba di Satana (1982)

„La bimba” po włosku znaczy mała dziewczynka. „Satan” to zaś szatan. La bimba di Satana to zatem Córka szatana. Tytuł wielce frapujący i równie dużo obiecujący. Jeszcze bardziej intrygująca jest jego niemieckojęzyczna wersja, która brzmi Sexorgien in Satanschloss czyli Orgie w szatańskim zamku. Oba te tytuły są jednak, jak to na ogół w takich wypadkach bywa, mocno mylące.

Nie mamy tu bowiem do czynienia z żadnymi orgiami, a tym bardziej z szatanem. Władca ciemności nie pojawia się na ekranie, a zamiast tego mamy parę roznegliżowanych panienek oraz grupę mało atrakcyjnych włoskich tatuśków.

Cała akcja filmu rozgrywa się w pomieszczeniach pewnego hiszpańskiego zamku. Jesteśmy świadkami uroczystości pogrzebowych pani domu Marii Aguilar (Marina Hedman). Nie wiadomo czemu zmarła, ale stara nie była, więc jej śmierć musiała być nagła. Zamek zamieszkuje jej małżonek, córka, oraz jakiś facet na wózku inwalidzkim.

Jest on chyba czyimś bratem, ale w ogóle się nie odzywa, tylko jest wiecznie zdziwiony. Wszystkimi nimi opiekuje się zaś siostra Sol (Mariangela Giordano), która trzyma podopiecznych krótko, ale sama lubi paradować po komnatach na golasa. Ta wesoła familia kisi się we własnym sosie z unoszącym się w powietrzu silnym napięciem seksualnym. Oliwy do ognia dolewa fakt, że nieboszczka opanowuje ciało własnej córki i zaczyna realizować za jej pomocą swój diabelski plan.

 

La bimba di Satana funkcjonuje w kilku wersjach. Powszechnie dostępna jest ta skrócona, która nie zawiera scen damsko-męskich ani damsko-damskich, czy też solo damskich. Mimo to oglądanie jej ma jakiś sens i łatwo domyślić się, o co chodzi. Film traci jednak przy tym nieco uroku. Pełna wersja zawiera wszystkie sceny łącznie z elementami xxx.

Nie ma ich zresztą zbyt wiele, ale na pewno nie da się ich nie spostrzec. Czyni to z dzieła reżysera Mario Bianchiego obraz skierowany do widzów dorosłych. Elementy horroru są tu natomiast słabo podkreślone i nie ma się czego za bardzo bać. Jest jedna scena rodem z rasowego filmu grozy, lecz to tylko wyjątek. Wydaje się zatem, że obraz powstał głównie jako okazja do szczucia widza nagim ciałem.

Zdecydowanie najlepszą częścią produkcji jest ścieżka dźwiękowa. Za jej powstanie odpowiedzialny był Nino Catanese. Już pierwsze rytmy jego dzieła wprowadzają na ekran gęsty i duszny klimat niepokoju oraz złowrogości. Kino włoskie słynęło z udanych kooperacji na linii reżyser kompozytor.

La Bimba… nie stanowi tu wyjątku. Organowe dźwięki nadają obrazowi mrocznego i przejmującego nastroju. Idealnie pasują do opustoszałego zamczyska, po którego korytarzach hula zimny wiatr, podsycając ponurą atmosferę grozy. Muzyka to główny atut produkcji i możliwe, że jedyny dobry powód, by zapoznać się z tym zapomnianym, obskurnym dziełem.

Oryginalny tytuł: La bimba di Satana

Produkcja: Włochy, 1982

Dystrybucja w Polsce: BRAK

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *