Superman (2025)

Zapewne narażę się wszystkim akolitom Richarda Donnera, ale moim zdaniem James Gunn dostarczył najlepszą ekranizację komiksowych przygód Człowieka ze Stali. Totalnie nie kupiły mnie filmy Snydera, a na poprzednie nie potrafię patrzeć inaczej, niż przez soczewkę uwydatniającą ich archaiczność, choć naprawdę je lubię. Jednak dopiero rok 2025 przyniósł nam film, który mogę śmiało uznać za nie tylko najlepszego Supermana, ale również za najlepszy film DC Universe w ogóle!

W sumie już wiecie, że nie będzie to recenzja, a pianie z zachwytu nad tym, co nam Gunn dostarczył. A dostarczył z nawiązką! I mówię to ja, osoba, która w życiu nawet w dłoniach nie miała papierowych przygód przybysza z dalekiego Kryptonu, a jedynym kontaktem z tym medium są jego inkarnacje na kino i telewizję. Nie będę też do końca obiektywny, bo moim zdaniem James Gunn w tej materii prezentuje się chyba jako osoba najbardziej kompetentna, która z gracją łączy kolorowe efekciarstwo z ludzkim pierwiastkiem. I taki jest właśnie Superman A.D. 2025.

Fabuła z lotu ptaka (heh) może wyglądać jak podłoga w dziecięcym pokoju, na którą wysypano karton plastikowych figurek superbohaterów i stającym przeciwko nim bestii. Co ciekawe, nie mamy tutaj żadnego tłumaczenia nam historii postaci, ich motywacji czy prawideł rządzących tym światem. Nie, na całe szczęście Gunn wrzuca nas prosto do świata już ustanowionego, działającego na podobnych zasadach co nasz, ale jednak zupełnie fikcyjnego. To Ziemia, gdzie superbohaterowie to coś normalnego, a epickie walki na niebie to w zasadzie codzienność.

W tej rzeczywistości Superman (David Corenswet) staje w obliczu wizerunkowej klęski. Po zażegnaniu lokalnego konfliktu w Europie mierzyć się musi z krytyką, nawet ze strony kluczowych dla Stanów Zjednoczonych sojuszników jak totalnie fikcyjna, oparta na Bałkanach Boravia. Dość szybko na światło dzienne wychodzą również prawdziwe intencje rodziców Supermana, którzy wysłali go na Ziemię nie po to, by chronić maluczkich, ale by ich na swój sposób zniewolić. My jednak wiemy, że za wszystkim stoi arcywróg człowieka w pelerynie, Lex Luthor (Nicholas Hoult).

Bardzo podoba mi się, że naszego tytułowego bohatera poznajemy jako niejako już ukształtowanego herosa. Jego związek z Lois Lane (Rachel Brosnahan) wchodzi w decydującą fazę, po Ziemi kręcą się już całe grupy superbohaterów, które na nikim nie robią większego wrażenia, a z międzywymiarowych wyrw co chwilę wychodzą jakieś ogromne potwory, z którymi jakoś trzeba żyć. Pod względem prezentowania nam filmowego świata widzę tutaj wiele podobieństw do arcygenialnego serialu Niezwyciężony (2021-) i bardzo rad jestem, że dojrzeliśmy już do tego, że nie trzeba tłumaczyć nam wszystkich prawideł gatunku, tylko pozwala po prostu cieszyć się tym, co dzieje się na ekranie.

A dzieje się bardzo dużo! Superman Gunna pozostaje wierny swoim papierowym korzeniom, jest przede wszystkim efekciarską, kolorową i epicką nawalanką równie barwnych postaci. Pod tym względem jest to dzieło wręcz podręcznikowe, zrealizowane z największą pieczołowitością i miłością do źródła. Tyle tylko, że w odróżnieniu od ostatnich produkcji Marvela, jest tutaj coś więcej – stawka. Naprawdę można przejmować się nie tylko tymi wszystkimi posiadającymi własny charakter postaciami, ale również całym zaprezentowanym nam światem. Fajnie, że nie ma tutaj oczywistych referencji do naszej rzeczywistości, bo cały konflikt wydaje się przez to emocjonalnie elastyczny i powinien zagrać na sercu większości widowni.

Oczywiście twórcy wyraźnie grają na antyimigracyjnej, zbrodniczej polityce Trumpa, nie tylko czyniąc z największego obrońcy Ziemi osoby w kryzysie uchodźczym, ale również kolorując etniczną tkankę Metropolis na wszystkie kolory i zapachy świata. No i nie sposób nie widzieć w postaci Luthora otwartego policzka w stronę tych wszystkich oszołomów pokroju Muska czy innego Bezosa, którzy w swej szaleńczej próbie skapitalizowania całego świata gdzieś mają dosłowną wyrwę (tam międzywymiarową, tutaj klimatyczną), którą po sobie zostawiają. Superman zawsze był człowiekiem proletariatu i miło jest widzieć, jak staje na przodku ludu, broniąc zdobycze ich pracy.

Ja bawiłem się w kinie wyśmienicie, wypełniając swoją pustą formę zarówno czystym eskapizmem, jak i ludzkimi, szczerymi emocjami i potrzebami. Bo przecież każdy z nas może utożsamić się z gościem, który nie wie, na czym stoi i zwyczajnie boi się podzielić z innymi tym, co w głębi siebie czuje. A Superman jest przede wszystkim człowiekiem, zdolnym do błędów, porażek i pochopnych decyzji. Mimo wszystko Gunn znów dał nam nadzieję, że każdy dzięki swojej pracy i nauce życia w kolektywnym społeczeństwie może sięgnąć gwiazd.

Oryginalny tytuł: Superman

Produkcja: USA/Kanada/Australia/Nowa Zelandia, 2025

Dystrybucja w Polsce: warnerbros.pl

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *