Nieproszony gość – istota z Santa Isabel

Spotkania z niezidentyfikowanymi humanoidami mają na ogół niespodziewany charakter. Mało kto się bowiem spodziewa, że akurat danego dnia w danym miejscu napotka na swojej drodze coś nietypowego.

Na pewno nie spodziewali się tego pracownicy pewnej argentyńskiej fabryki znanej jako Santa Isabel, produkującej części samochodowe. Na przestrzeni kilku dni we wrześniu 1972 roku ich zakład nawiedzony został przez nieproszonego gościa, który swoim dziwnym wyglądem i zachowaniem wzbudził zamieszanie w mieście Cordoba. Mimo upływu dekad relacje z tych spotkań nadal pozostają nierozwiązane, pozostawiając za sobą atmosferę grozy oraz poczucie niewyjaśnionej zagadki.

Jednym z pracowników zakładu był 56-letni Teodoro Merlo. Pełnił on funkcję stróża nocnego. Podczas jednej ze zmian, gdy robił obchód robotniczych szatni, napotkał na swej drodze coś dziwnego. A właściwie kogoś. Początkowo myślał, że jest to jakiś intruz, kryjący się w półmroku. Gdy jednak przyjrzał się bliżej zrozumiał, że to coś gorszego. Otóż to przed jego oczami objawiła się wysoka i muskularna, humanoidalna postać. Siedziała ona oparta o umywalkę i ubrana była w obcisły, granatowy strój. Najdziwniejsza była zaś twarz istoty. Skóra na niej była kompletnie biała i wyglądała jak zrobiona z gipsu.

Głowa była całkiem łysa, szczęka szeroka i kanciasta. Oczy były skośne i symetrycznie położone, a uszy dużo większe niż u ludzi i spiczaste. Co ciekawe również poza bytu była nienaturalna. Jedną z dłoni trzymała ona przy swoim nosie. Teodoro postanowił jednak zagadać do osobnika. Kiedy się zbliżył rozległ się metaliczny dźwięk, a nad umywalką zaświeciło się światło. W tym momencie dziwny gość całkowicie zniknął. Gdy pan Merlo doszedł do siebie zauważył, że temperatura w szatni się zwiększyła. Zaczął także odczuwać swędzenie w oczach oraz silny ból głowy i pleców. Symptomy te utrzymywały się przez kilka dni. Nie poinformował o zajściu przełożonych, bo bał się oskarżenia o niedopełnienie obowiązków. Jedyną rzeczą jaką zrobił było naszkicowanie tego co widział.

To jednak nie był koniec jego nietypowych doświadczeń. Jeszcze tego samego dnia, jadąc autobusem na kolejną nocną zmianę, dostrzegł w lusterku kierowcy ponownie tę samą postać w pracy. Tym razem widział jej rysy dokładnie. Wyglądały one jak narysowane, a sama głowa sprawiała wrażenie wyrzeźbionej. Skłoniło go do poinformowania o wszystkim szefostwa, lecz jego relacja nie została potraktowana poważnie.

Gdyby tylko jedna osoba spotkała dziwnego gościa to można by zaiste pomyśleć, że coś wymyśla. Jednak także inni pracownicy zaczęli zgłaszać natrafienie na intruza. Jednym z nich był 19-letni Enrique Moreno, którego zadaniem było rozwożenie motorem dokumentacji po terenie kompleksu. Sześć dni po spotkaniu Teodoro Merlo przejeżdżał on swoim pojazdem wzdłuż szeregu podwoź stojących na zewnątrz. W pewnym momencie dostrzegł jakiś kształt poruszający się za nimi.

Początkowo myślał, że jest to jakiś inny pracownik, lecz sylwetka była o wiele wyższa od przykładowego człowieka. Wkrótce postać obróciła się w stronę Enrique, a wówczas silnik jego maszyny zaczął szwankować. Motor zatrzymał się zaraz przy istocie, mimo że silnik zdawał się nadal pracować. Koła po prostu przestały się kręcić. Intruz wyglądał podobnie do tego co opisywał pierwszy świadek. Były drobne różnice w ubraniu i budowie głowy, ale reszta prezentowała się identycznie. Jego pozbawiona brwi i warg twarz jak również mechaniczny sposób poruszania budził skojarzenia z robotem. Pan Moreno także odczuwał fizyczne skutki spotkania. Dzwoniło mu w uszach oraz nie mógł się poruszać. Powietrze było nad wyraz ciepłe i przepełnione silnym, oleistym zapachem.

Enrique w końcu udało się wyrwać z letargu i pomknął do strażnika, który oczywiście nie wziął jego relacji na serio. Dopiero kiedy chłopak zemdlał, wezwano karetkę. W trakcie podróży nią świadek twierdził, że słyszał w głowie serię nieznanych słów oraz szeregi liczb, których nie rozumiał. Podobnie jak pan Merlo także Enrique widział obcego po raz drugi dzień później z okna swego biura. Towarzyszyły temu migające światło w biurze oraz brzęczący odgłos niewiadomego pochodzenia. Ponownie zgłosił zajście strażnikom, lecz oni uznali to ledwie za halucynacje kogoś, kto przechodzi jakieś załamanie nerwowe.

Trzecim świadkiem był 52-letni kierowca ciężarówki, pan Rodriguez. Cztery godziny po drugiej obserwacji przywiózł on na teren fabryki pewne materiały. Po dostawie przygotowywał się właśnie do odjazdu, gdy spostrzegł, że teren wokół jego wozu się rozświetlił. Po chwili po prawej stronie auta pojawiła się olbrzymia postać. W oknie samochodu pan Rodriguez widział tylko jej tors, a więc musiała ona być bardzo wysoka i potężna. Następnie istota weszła przed ciężarówkę i można ją było zobaczyć w całej okazałości. Wprawdzie silnik i wszystkie okoliczne światła zgasły, lecz trzymała ona w dłoni jakiś okrągły przedmiot, który emitował własny blask. Również ten świadek słyszał brzęczący dźwięk oraz nie mógł się ruszyć. Do tego jego pojazd zaczął się cały trząść. Po chwili intruz obrócił się i odszedł w swoją stronę. Nie zginał przy tym nóg, poruszając się mechanicznym, sztywnym krokiem z boku na bok. Według relacji pana Rodrigueza, strój postaci wydawał się jakby jedynie twardą skorupą, a nie żywym organizmem.

Sceptycy sugerują, że wszyscy trzej mężczyźni wymyślili sobie tę historię, lecz nie za bardzo widać sens takiego postępowania. Nie ma dowodów na to, że znali się przed wydarzeniami. Poza tym wszyscy byli znani ze swojej szczerej i skromnej natury. Inne wyjaśnienie mówi o tym, że ktoś dopuścił się żartu. Zbudował kostium kosmity z dostępnych w zakładzie części, inspirując się przy tym wyświetlanym właśnie w telewizji japońskim serialem science fiction. Nie tłumaczy to jednak efektów takich jak dolegliwości fizyczne z brzęczeniem oraz awarii pojazdów.

W dodatku Teodoro i Enrique donosili także o tym, że ich zegarki w trakcie obserwacji się zatrzymały oraz doświadczyli fenomenu utraconego czasu. Gdyby wszystko było oszustwem to jak wytłumaczyć incydent w lustrze autobusu? Pan Merlo sprawdzał dokładnie innych pasażerów i wszyscy wyglądali normalnie. Oczywiście sprawą zainteresowali się ufolodzy, a ich badania wykazały, że w czasie tajemniczych spotkać, dwoje innych świadków widziało w okolicy niezidentyfikowane obiekty na niebie. Nie wiadomo zaś nic o tym, by byt z Santa Isabel był kiedykolwiek później widziany. Jak to z większością podobnych wydarzeń bywa prawdy możemy się już nigdy nie dowiedzieć. Pozostają domysły oraz intrygująca zagadka jednego z bardziej niesamowitych i wyjątkowych doniesień o spotkaniu z nieznanym humanoidem.

Źródła:

1). inexplicata.blogspot.com/

2). youtube.com/

3). youtube.com/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *