Zagubiona autostrada (1997)

Oglądanie kolejnych dzieł Davida Lyncha jest dla mnie intelektualnym wysiłkiem, bo zawarta w nich narracja wykracza daleko poza moje możliwości poznawcze. Ale tak, jak pokochałem Miasteczko Twin Peaks (1990-2017), Blue Velvet (1986) czy w pewnym sensie nawet Dzikość serca (1990), to Zagubiona autostrada z 1997 roku mnie po prostu zachwyciła, wykręciła mój zaburzony mózg i nawet zmusiła do jakiejś refleksji. A to, patrząc na moją osobę i moje podejście do odbierania popkultury, jest osiągnięciem historycznym!

Choć nie jestem specem od twórczości Lyncha, na tym etapie poznawania jego twórczości mogę powiedzieć, że omawiany tutaj film jest kwintesencją jego stosunku do tworzenia i snucia opowieści. Dużo tutaj epileptycznego światła, zawieszonych między jawą i snem postaci, symboli Ameryki czy mylących elementów składowych fabuły. Ale tak, jak większość ludzi kojarzy Lyncha z delikatną partyturą Angelo Badalamentiego, Zagubiona autostrada ma w sobie więcej punkowego buntu i nastoletniej fantazji.

Nasza przygoda zaczyna się w dość konwencjonalnym stylu neo-noir. Saksofonista Fred Maddison (Bill Pullman) i jego żona Renee (Patricia Arquette) mieszkają w brutalistycznym domu na przedmieściach Los Angeles. Ich twierdza (dosłownie) wydaje się atakowana przez nieznanego włamywacza z kamerą wideo, Fred zaczynać słyszeć różne, niepokojące wiadomości na temat śmierci Jacka Laurenta. Kim jest ów mężczyzna? Fred wydaje się nie mieć pojęcia, ale czy na pewno…?

Ale to w końcu Lynch, więc film po około 40 minutach wywraca wszystko do góry nogami. Nie będę Wam tutaj oczywiście rzucał spoilerami, bo choć film ma na karku swoje lata, to zapewne są jeszcze tacy, którzy tak, jak ja, dopiero się za niego zabiorą. Powiem tylko, że jeżeli macie za sobą wspomniane Twin Peaks, to nie sposób nie odnieść wrażenia, że wydarzenia przedstawione w filmie w jakiś sposób łączą się z tym, czego doświadczyć możemy w Czarnej Chacie.

Dlaczego Zagubiona autostrada jest moim zdaniem filmem tak intrygującym i wartym uwagi? Pomijając fakt, że dla wielu osób jest to jeden z najlepszych filmów Davida Lyncha, jest to dzieło nieskończenie urzekające choćby dlatego, jak bardzo nieodgadnione pozostaje w swej pierwotnej naturze. Z takiego powierzchownego klucza interpretacyjnego można powiedzieć, że film ten porusza się po tematach tożsamości, fugi dysocjacyjnej, alternatywnych rzeczywistości i linii czasowych. A wszechobecne poczucie tajemnicy i obcości tylko podkręca ten wyjątkowy posmak, jakim wypełnia nasze usta mistrz Lynch.

Oczywiście, postawione przez Lyncha pytania, czy koncepcje nie dostają żadnych, konkretnych odpowiedzi czy rozwiązań, przez co mniej rozgarnięty widz, taki, jak ja, może mieć problemy z odnalezieniem się w tej historii. Może jest to trochę mylące, ale dla mnie osobiście w żaden sposób nie miało gorzkiego posmaku rozczarowania. Wszystko to idealnie pasuje mi do pokręconego charakteru filmu, który bardziej opiera się na nadaniu odpowiedniego tonu, nastroju i poruszeniu pewnych koncepcji, niż na opowiadaniu historii w ramach konwencjonalnej fabuły.

I ja ten ton w zupełności kupuję! Cały film był oczywiście analizowany setki razy, z różnymi kluczami interpretacyjnymi, odkrytymi znaczeniami i podobieństwami z innymi dziełami sztuki. Ale dla mnie film ten nie jest od tego, by opowiadać, ale by widzowi coś dać. Nie ma tu jasnego przesłania, morału ani oczywistej symboliki, bo wszystko dominuje ta wspomniana, niejednoznaczna i przerażająca atmosfera, która powoli wnika pod skórę, przeraża i dezorientuje w sposób, w jaki wiele innych filmów nigdy się nie odważy. Piękno braku jasnego przesłania polega na tym, że każdy ma z nim inne doświadczenie i uważam, że niemożliwym jest obejrzenie go bez wydobycia z siebie konkretnych i silnych emocji. Może być to nawet frustracja i gniew spowodowana tym, że opisywanego tutaj filmu po prostu nie rozumiemy.

Jeśli dalej nie czujecie się przekonani, to powiem jeszcze, że film ten jest wspaniały pod względem czysto technicznym. Zdjęcia Petera Deminga są proste, ale skuteczne, z doskonałym wykorzystaniem lekkich stroboskopów, ciemnych pokoi, pustych autostrad, obskurnych hoteli i liminalnych domów. Wszyscy główni aktorzy wykonują swoją pracę z należycie, ze szczególnym wyróżnieniem zjawiskowej Patricii Arquette i przerażającego Roberta Blake’a. Zagubiona autostrada to podróż w trzewia smutku, tam, gdzie rządzi tłumiona seksualność, małżeńskie problemy i pasma rozczarowań. Dzieł wybitne.

Oryginalny tytuł: Lost Highway

Produkcja: USA/Francja, 1997

Dystrybucja w Polsce: kinoswiat.pl

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *