
Nie jestem wyjątkiem i po Avengers: Koniec gry z 2019 roku wypadłem z tego całego szału na Marvel Cinematic Universe. Dalej oglądam te filmy z mniejszą czy większą ekscytacją, ale nie mam parcia na kinowe premiery czy gospodarowanie swojego czasu na zagłębianie tego już jakże zamieszanego lore. Kapitan Ameryka: Nowy wspaniały świat nie interesował mnie już zupełnie, więc totalnie zignorowałem wizytę w kinie. W końcu płacę za Disney+.
Jak się okazało, zrezygnowanie z wydania jednorazowo pieniędzy na bilet do kina okazało się dobrą decyzją, bo Nowy wspaniały świat jest filmem co najwyżej przeciętnym. Dlatego też, jeśli nie chce się Wam czytać niniejszej recenzji, a dalej rozważacie, czy poświęcić czas na ten tytuł, to powiem tak, nie warto. Chyba że naprawdę oczekujecie od kina niczego ponad kolorową, czasami technologicznie niedomagającą papkę, która nie ma tak naprawdę żadnej wartości, nawet pustych kalorii.
Powiem od razu, że nie przeszkadza mi totalnie zmiana Kapitana Steve’a Rogersa na Sama Wilsona. Tamten Kapitan przeżył swoją, naprawdę fajną historię i dostał moim zdaniem godne sobie zwieńczenie, więc przyszła pora na kogoś nowego, świeżego. I powiem szczerze, że właśnie nowy/stary superbohater jest najjaśniejszym punktem filmu, co jest głównie zasługą wcielającego się w niego Anthony’ego Mackie’ego.
Fabuła kręci się wokół burzliwej i posiadającą przeszłość (fani MCU pamiętają) relacją Rossa (Harrison Ford) i Kapitana Ameryki. Jako prezydent USA, Ross domaga się pomocy Sama w zachowaniu niezwykle ważnego, międzynarodowego traktatu o prawach do pozaziemskiego minerału, który wyłonił się z Oceanu Indyjskiego. Fani pamiętający jeden z najlepszych filmów franczyzy, Eternals z 2021 roku, wiedzą, o co chodzi. Gdy tylko Kapitan decyduje się pomóc, prezydent zostaje zaatakowany w okolicznościach, które sugerują jakiś skrzętny spisek. To od Sama i jego kolegi z pracy, Joaquina Torresa (Danny Ramirez) zależy złapanie mózgu stojącego za całą operacją, która ma na celu zdestabilizować traktat i być może cały świat.
W swej istocie nowy Kapitan Ameryka próbuje zrównoważyć politycznie naładowaną narrację z osobistym rozwojem postaci Sama Wilsona. Jako nowy superbohater, Sam zostaje uwięziony między młotem, a kowadłem, między obowiązkami herosa a osobistymi przekonaniami i celami. Jednocześnie nasz nowy Cap nie tylko musi odnaleźć się w tym całym kuriozalnym i bardzo powierzchownie rozpisanym kryzysie geopolitycznym, ale także wziąć na siebie ciężar spuścizny Steve’a Rogersa. Jakkolwiek dwuznacznie to teraz nie zabrzmiało.
Jednak cała historia szybko staje się bardzo zagmatwana, zwłaszcza wtedy, kiedy próbuje żonglować zbyt wieloma wątkami, postaciami i wydarzeniami. Konflikt geopolityczny ustawiony został w centrum, ale narracja często skręca, a to w prawo, a to w lewo, w stronę mniej lub bardziej rozczarowujących wątków i słabo rozwiniętych złoczyńców, takich jak mroczny Sidewinder (Giancarlo Esposito) i intrygujący, mocno kiczowaty mózgowiec stojący za większym spiskiem, który ma na celu obalić prezydenta w osobistej wendecie.
Bez specjalnych supermocy, Sam walczy ze swoimi wrogami głównie w staromodny, fizyczny sposób. Są tutaj pewne sekwencje, które polegają na tym, że przecina samochody na pół swoimi zaawansowanymi technologicznie skrzydłami lub ratuje pilotów myśliwców gdzieś wysoko w powietrzu, ale to te najlepsze sceny zamknięte są właśnie w tradycyjnym mordobiciu, z całą choreografią i wyszukanymi technikami w stylu MMA. Podejrzewam, że niektórzy widzowie mogą się zastanawiać, czy koleś z tarczą i metalowymi skrzydłami mógłby jak równy zmierzyć się z Czerwonym Hulkiem, ale jak pokazuje film, w walce nie najważniejsze są mięśnie, tylko spryt.
Tylko co mi z patrzenia na efekciarskie pokazy walk, skoro cała reszta jest zwyczajnie miałkim i pozbawionym koloru tłem. Anthony Mackie wnosi nieco człowieczeństwa i głębi w postać Sama, jednak kaprawe tempo, fragmentaryczna fabuła i zupełnie nieciekawa plastyka skutecznie pogrążają cały projekt. Zagorzali fani Kapitana Ameryki dostali w końcu bardziej realistycznego bohatera i podstawę tego, co ma nadejść w przyszłości. Ale dla wszystkich innych jest to kolejny, łatwy do zapomnienia rozdział historii, która stara się złapać dla siebie kolejny, wielki moment. No nie udało się.
Oryginalny tytuł: Captain America: Brave New World
Produkcja: USA, 2025
Dystrybucja w Polsce: disneyplus.com

Częściej słońce, rzadziej deszcz. Entuzjasta kultury wszelkiej, bo przecież nie ma piękniejszej interakcji międzyludzkiej, jak przekazywanie sobie emocji.
