
Kto by powiedział, że mi, osobie z gminu, tak bardzo przypadnie do gustu produkt kultury mniej popularnej, który w zamyśle kierowany jest do wielkomiejskiej, zblazowanej klasy wyższej, samozwańczej elity. Już lata temu Karol Marks pisał o tym, że historia ludzkości to nieustająca walka klas, a właśnie ci zamożni traktują takich, jak ja, jak społecznych pariasów.
W końcu mamy do czynienia z serialem, który mocno zanurzony jest w korporacyjnym półświatku białych kołnierzyków i sprawujących nad nimi władzę posiadaczy kapitału. Na głębokiej prowincji, na której mieszkam, nie widuję ludzi, o których produkcja ta traktuje, więc mogę brać ją za czystą fantazję. I bardzo dobrze, bo takie odklejenie się od trzonu opowieści pozwala zanurzyć się w nią jeszcze mocniej i z innej perspektywy, jak na rasowe kino science-fiction przystało.
W serialu, który stworzył Dan Erickson, a wyreżyserowali Ben Stiller i Aoife McArdle, pracownicy zatrudnieni w będącym korporacyjnym molochem Lumon Industries nie posiadają świadomości o swoim życiu poza pracą. Zdecydowali się na zabieg chirurgiczny, w wyniku którego ich osobowość zostaje rozdzielona między pracę a dom. Ich dwoje „ja” – zwane „alterami” – są świadome istnienia siebie nawzajem, ale poza tym prowadzą odrębne żywota.
Nasz bohater to Mark Scout, znany w Lumon jako Mark S. (Adam Scott). Mark jest byłym profesorem uniwersyteckim, który rozpoczął pracę w Lumon po domniemanej śmierci żony w wypadku samochodowym. „Zapominanie o niej na osiem godzin dziennie to nie to samo, co uzdrowienie” – mówi mu jego siostra, Devon (Jen Tullock), ale partnerka Marka uważa, że dokonał właściwego wyboru. „To mi pomaga” – upiera się mężczyzna. Wieczorami siedzi sam w domu, rozmyślając i popijając whisky. W pracy melancholia ustępuje, a on sam oddaje się bezsensownym zadaniom.
Wielkie korporacje dzisiaj nie mają interesu w czasie poza pracą i choć sam wyznaję idee, że praca stanowi najważniejszy element życia człowieka i to ona konstytuuje to, jak wartościowi dla społeczeństwa jesteśmy, tak oddanie się całościowo w ręce prywatnego przedsiębiorcy jest nie tylko toksyczne, ale etycznie po prostu złe. Dlatego też budowana przez serial świadomość klasowa jest tak istotna w dzisiejszych czasach schyłkowego kapitalizmu, który z uśmiechem na twarzy wdrożyłby patenty Lumon Industries.
Ale dość już o Marksowskiej walce klas, choć serial widocznie kłania się tym rozważaniom w pas. To po prostu bardzo dobrze rozpisana, poprowadzona i zaaranżowana historia science-fiction, która wzorem największych twórców gatunku stara się zadawać pytania o to, co najważniejsze – kim jesteśmy, dokąd zmierzamy i co może czekać nas na tej drodze. Bo Rozdzielenie traktuje całą tę futurystyczną technologię w sposób, jaki ja lubię najbardziej, czyli nie tłumaczy nam wszystkich jej mechanik i prawideł, bazując na jakiejś koncepcji, która dla nas, widzów, pozostaje od zaplecza tajemnicza. I bardzo dobrze, bo nie o kabelki i wszczepy tutaj tak naprawdę chodzi, to tylko metafory.
Ale jak to bywa w sztuce, metafora nie jest tak ważna, jak historia. Do Marka w biurze dołączają Irving (zawsze znakomity John Turturro) i Dylan (Zach Cherry), ale prawdziwą siłą napędową są Helly (Brit Lower), nowa pracownica o tajemniczej przeszłości, i Petey (Yul Vazquez), były współpracownik Marka, który próbuje odkryć, co do cholery wyprawia Lumon Industries. Jeśli chodzi o korporacyjną stronę, reprezentowana jest przez dwie z najbardziej podstępnych, niepokojących postaci, jakie kiedykolwiek miałem (nie)przyjemność oglądać: Harmony Cobel (Patricii Arquett) i Milchicka (Tramell Tillman). Obaj aktorzy uosabiają niesamowity, niemal mechaniczny etos złowrogiej korporacji.
Rozdzielenie to dzieło złożone niczym perfekcyjna układanka, która za każdym podejściem potrafi ukłuć w inne, odpowiadające za różne emocje receptory. Powiedziałem na początku, że jestem zaskoczony, jak bardzo serial ten mi się podobał, jak wpłynął na moje postrzeganie rzeczywistości (w której paradoksalnie, jako osoba wykluczona ekonomicznie, nie mam prawa partycypować) i stymulował wszystkie uczucia, od strachu przed korporacyjnymi kapo, przez troskę o zamkniętych w sterylnych korytarzach bohaterów, na euforii spowodowanej ich małymi i dużymi sukcesami kończąc. To jedno z najważniejszych doświadczeń serialowych mojego życia.
Oryginalny tytuł: Severance
Produkcja: USA, 2022
Dystrybucja w Polsce: apple.com

Życiowy przegryw, który swoje kompleksy leczy wylewaniem żalu w internecie. Nie zawsze obiektywnie, ale za to szczerze.
