
Od zawsze miałem opinię analfabety i osoby intelektualnie niedomagającej, więc nic dziwnego, że nigdy nie miałem w rękach żadnej powieści z cyklu o Sherlocku Holmesie. Mimo wszystko pióro sir Arthura Conana Doyle’a cenię sobie prywatnie, bo bardzo lubię jego kanoniczny już dla nowej przygody Zaginiony świat. Po opisywanego tutaj Psa Baskerville’ów pewnie bym nie sięgnął, gdyby nie fakt, że książka ta znalazła się na mojej półce w ramach zakupionego przed laty pakietu.
Dlaczego o tym wspominam? Bo będzie to opinia oderwana od całego dziedzictwa Holmesa. Ba! Nawet nigdy nie widziałem żadnego z popularnych seriali, który adaptował tę postać na język telewizji! Czy jednak jako taki pojedynczy strzał, opowiadanie po prostu o konkretnej sprawie kryminalnej z wydawać by się mogło paranormalnym aneksem, daje radę? Ano daje, więc jeśli chcecie dowiedzieć się dlaczego, to zapraszam do niniejszego tekstu.
Kiedy Sir Charles Baskerville zostaje znaleziony martwy w swojej posiadłości na angielskiej prowincji, nie ulega wątpliwością, że przed śmiercią musiał zobaczyć coś naprawdę strasznego. Jego twarz zastygła bowiem w grymasie śmiertelnego przerażenia. W pobliżu miejsca jego zgonu świadkowie odnajdują ślady wielkiego psa, które od razu przypominają wszystkim wkoło o mrocznym fatum, jakie spoczywa na rodzie Baskerville’ów.
Sprawa dość szybko trafia do Sherlocka Holmesa i jego przybocznego, doktora Watsona. W całej tej zawiłej sprawie, pełnej rodzinnych i nie tylko intryg, obaj śledczy muszą zadać sobie fundamentalne pytanie – czy za wszystkim naprawdę stoi paranormalny, koszmarny i przerośnięty pies ziejący ogniem? A może wszystko to ma czysto racjonalny, ludzki wymiar?

Czytając Psa Baskerville’ów od pierwszych zdań przyszła mi do głowy konkluzja, że nie jest to lektura łatwa. Nie chodzi mi o to, że jest w niej jakaś nadzwyczajnie zawiła intryga i ogrom postaci, które trzeba ogarnąć, bo tak nie jest. Powiedziałbym nawet, że zagadka jest dość skonkretyzowana i z każdym kolejnym rozdziałem zawęża się coraz bardziej. Chodzi mi o język, który nawet w polskim przekładzie anonimowego tłumacza pełen jest archaizmów i staromowy, do której zwyczajnie trzeba się przyzwyczaić. Ale nie powiem, nadaje to całości odpowiedniego klimatu i tonu, a takie rzeczy w literaturze zawsze są na plus.
A kiedy się już przyzwyczaimy, to dostajemy naprawdę ciekawą, wciągającą historię, po której nie ma się już co dziwić, że to właśnie ona była najchętniej adaptowaną przygodą Holmesa. Naprawdę chciałem dowiedzieć się, kto za tym wszystkim stoi i choć widziałem jakieś adaptacje tej sprawy choćby od kultowego studia Hammer, to na czas lektury wyparłem je z pamięci. Zresztą, nie ma co kryć, filmowe spojrzenie kładło naciski na zupełnie inne elementy. Książka pozwala bardziej wgryźć się w bohaterów, w otaczający ich świat i bawić się z czytelnikiem w kotka i myszkę, co rusz rzucając nowe poszlaki i fałszywe tropy.
No właśnie, świat. Nie byłem nigdy na Wyspach, mam to w planach, ale już wiem, że bardziej niż zatłoczony Londyn kręci mnie ta wieczne zamglona, pełna tajemnic i bogata w folklor prowincja. Opisy bagiennej przyrody czy skalistych pustkowi są fascynujące, przynajmniej dla mnie, a język Conana Doyle’a jest na tyle barwny i szczegółowy, że z łatwością projektujemy sobie miejsce akcji w głowie. Zresztą, już w jego przygodzie o dinozaurach i innych małpoludach dało się wyczuć, jak wielką wagę przykłada jako autor do budowania wykreowanych przez siebie światów.
Nie powiem jednak, by lektura Psa Baskerville’ów popchnęła mnie do pochłaniania kolejnych powieści z cyklu o genialnym detektywie. To była fajna przygoda na raz, taka, którą z popkulturowej powinności znać wypada. A to, czy sięgniecie po książkę, po film, komiks czy każde inne medium, które ją zaadoptowało, to już zależy od Was. Dla mnie trochę książka z tych „do odhaczenia”, a że dostałem naprawdę fajną, emocjonującą historię, to tylko wartość dodana.
Wydawnictwo: vesper.pl

Częściej słońce, rzadziej deszcz. Entuzjasta kultury wszelkiej, bo przecież nie ma piękniejszej interakcji międzyludzkiej, jak przekazywanie sobie emocji.
