
Tęsknię za czasami, kiedy zawiadywanie do kolejnych sezonów kreskówki Rick i Morty było pełne ekscytacji i takiej szczerej radości, że w końcu otrzymujemy kolejną dawkę tego, co lubimy i co prezentuje jakiś wysoki poziom, z braku lepszego słowa, intelektualny. Bo tak, dla mnie serial ten bardziej niż chłopem zamienionym w ogóra stał kreatywnością w wymyślaniu bądź też przetwarzaniu konceptów science fiction. Nierzadko ocierając się wręcz o aspekty filozoficzne.
Dziś oglądanie przygód dziadka-alkoholika i jego stulejarskiego wnuczka to przykry obowiązek i płonna nadzieja, że w tej masie nijakiej papki trafi się perełka. Pomijam już wszystkie te zakulisowe perturbacje, jakie znacząco odcisnęły się na jakości serialu, bo to było chyba ze dwa sezony temu. I nie, nie jestem zwolennikiem tego, aby Justin Roiland powrócił na pokład, bez względu na to, jaki ma status wedle prawa.
Nie ma co ukrywać, nowy Rick i Morty nie jest na tym samym poziomie, co pierwsze sezony. Porównanie go do mojej ulubionej drugiej serii to jak ważenie wzajemne dwóch różnych seriali. Zaczynając już od samej fabuły, która zawsze polegała głównie na jednostrzałowych historyjkach, to miała ona jednak jakąś przewodnią narrację, zostawiającą zawsze więcej pytań niż odpowiedzi. Ta struktura działa do momentu, w którym raz od czasu dostawaliśmy okruchy tej głównej linii, układającej się w naprawdę epicką historię.
Sezon numer osiem już totalnie porzuca tamte, mocniej lub słabiej liźnięte wątki, i polega wyłącznie na oderwanych od siebie minihistoryjkach. Niby są tutaj jakieś elementy spajające kolejne odcinki, ale stanowią one sporadyczne mrugnięcia okiem, nie zaś coś, co podświadomie miałoby trzymać naszą uwagę i zachęcać, by brnąć w to dalej i dalej. Więc jeśli ktoś lubi takie szybkie, trwające te 20 minut i wypchane akcją epizody, to ten sezon może spodobać mu się bardziej, niż mnie. Ja mam problem z…
Z tym że prócz epileptycznej nawalanki i ciągłych odniesień do współczesnej popkultury, to seria ta nie oferuje nic więcej. Nawet bohaterowie są widocznie płascy (nawet jak na standardy kreskówki), pozbawieni głębi, którą tak przyjemnie eksplorowały pierwsze sezony. Rick w ogóle jest już tylko nośnikiem mniej lub bardziej niesmacznych żartów, Morty wydaje się z każdym kolejnym sezonem głupieć i infantylnieć, a cała reszta rodzinki stanowi zupełne tło. No może prócz dwóch odcinków, które jednak skupione zostają w całości na postaci ojca i matki, bo jak widać w orbicie innych bohaterów, te postacie zupełnie nie istnieją.
Okej, wiemy już, że ósmy sezon jest jowialny i płytki, ale zadajmy sobie fundamentalne pytanie: bawi? Ano bawi, czasami, na granicy żenady i mocno ugruntowanie w teraźniejszości, co pozbawia kreskówki jej bardziej uniwersalnego, heh, wymiaru. Tylko że znów, odcinki takie, jak ten z wielkanocnym królikiem czy imitującym Ziemię parkiem rozrywki, są spoko jako pomysły nadające się do opowiadania fajnych, śmiesznych i kreatywnych historii, a sprowadzają się finalnie do takiego bajzlu, że trudno połapać się kto do kogo i czym strzela. Wspomnianej epilepsji można dostać.
Tak naprawdę jedynym odcinkiem, który nie tylko wart był mojego czasu i przywrócił mi wszystkie wspomnienia, jakimi obdarzyły mnie pierwsze sezony, był epizod numer osiem, zatytułowany Nomortland. Nie tylko w sposób poruszający zagłębia się w postać Jerry’ego, prywatnie mojego faworyta w całym tym serialu, i korzystając z teorii wieloświatów, zadaje jakże filozoficzne pytanie „kim jesteś i dokąd zmierzasz?„. Jednak jedna jaskółka wiosny nie czyni i nawet ten, wybitny jak na ostatnie standardy serialu epizod, tonie w zalewie nijakości. Szkoda.
Szczerze? Pewnie się okłamuję, ale nie mam ochoty sięgać po dziewiąty sezon, a taki zapewne już powstaje i wszystkie ptakoczłeki ćwierkają, że nie ma on ambicji zmienić kierunku, w którym podąża. Ale pewnie znowu zasiadać będę co tydzień do nowych odcinków, napędzany cieniem mgły tych wspaniałych momentów, w których odkrywałem początku serialu, dzieląc go ze znajomymi. Znajomych już nie mam, ekscytacji też nie. Pozostało patrzenie pustym wzrokiem na wrzuconych do kreskówkowego świata celebrytów i kolejne lasery przeszywające ciała insektoidalnych kosmitów.
Oryginalny tytuł: Rick and Morty
Produkcja: USA, 2025
Dystrybucja w Polsce: hbomax.com

Częściej słońce, rzadziej deszcz. Entuzjasta kultury wszelkiej, bo przecież nie ma piękniejszej interakcji międzyludzkiej, jak przekazywanie sobie emocji.
