13 dni do wakacji (2025)

Bartosz M. Kowalski od dłuższego czasu forsuje teorię, że w Polsce kino gatunku tworzyć jest trudno, że nikt nie chce na niego wykładać pieniędzy i w rezultacie mało kto chce go oglądać. I mówi to z perspektywy gościa, który na nasz rynek wypuszcza już chyba z piąty film gatunkowy. Ale nie o Bartoszu dziś będziemy rozprawiać, bo przecież ufamy mu i nie podejrzewamy nawet, że podkopuje on polskiego producenta by inni, rodzimi twórcy chętni na kręcenie kina gatunkowego odpadali jeszcze przed startem. 

Nie jest to jednak tekst pisany na plotkarskie portale jak ten z różowym psem w logo, więc zajmijmy się tym, co przez twórcę przemawia najlepiej, jego dziełem. A o 13 dniach do wakacji jest głośno, przynajmniej w skupionej wokół kina grozy branży, więc sam z niekrytym entuzjazmem wybrałem się do kina. 

Niekrytym, bo widziałem wszystkie poprzednie filmy pana Kowalskiego i powiem szczerze, że prócz tych dwóch potknięć, jakimi były dla mnie obydwie części W lesie dziś nie zaśnie nikt, to jego twórczość bardzo lubię, cenię i zwyczajnie do mnie trafia. Tyle tylko, że wolę kiedy jako reżyser pochyla się bardziej na tematami społecznymi, nie traktując gatunkowych tropów jedynie jako intencjonalny eskapizm. Wtedy popada w niezamierzoną parodię. 

Jak widać fabuła filmu nie jest ani odkrywcza, ani specjalnie świeża, filmów z nurtu home invasion romansujących mocno z slasherem było już wiele różnych. Nigdy jednak nie było to kino, które wyrastało z polskiej gleby, więc trzeba docenić Kowalskiego, że dołożył do całej tej zbieraniny mniej lub bardziej udanych filmów i polski akcent. I moim zdaniem 13 dni do wakacji zdecydowanie należą do zbioru tych lepszych filmów nurtu!

Po pierwsze jest to dzieło, które przemocy nie traktuje czysto rozrywkowo, a raczej stara się przedstawić ją jako element codzienności zblazowanej, zawieszonej między światem wirtualnym a realnym młodzieży. I nie chodzi tutaj tylko o popularne niegdyś w opinii publicznej brutalne gierki, które oczywiście i tutaj mają swój moment, ale o fascynację złem, mitologizowanie go i późniejsze napawanie się jego efektami. Ale też znajdzie się miejsce na inne przejawy młodzieńczego demonizmu jak ghostowanie byłych/obecnych/potencjalnych partnerek. 

Nie są to co prawda tematy jakoś bardzo przez Kowalskiego pogłębiane, ale w ramach gatunku działają i cieszą. Tym natomiast, co powinno skusić do seansu ludzi, dla których horror nie ma obowiązku dokonywania społecznej wiwisekcji, powiem, że pod względem czysto rzemieślniczym, 13 dni do wakacji zachwycają. Pomijając już maskę mordercy, która poprzez prosty trick z odwróceniem do góry nogami stała się nie tylko chwytliwym elementem marketingu, ale budzącym niepokój kodem identyfikującym film, to wszystko technicznie tutaj po prostu zachwyca. Tak, da się w Polsce robić kino rozrywkowe na poziomie, a ten film jest tylko kolejnym na to dowodem. 

Są jednak rzeczy, które mogą nieco skwasić naszą minę podczas seansu. Nie będę mówił o scenariuszowych głupotkach i irytujących stereotypach, bo historia ma w sobie zaszyty pewien wytrych, który może to wszystko w dość jasny sposób wytłumaczyć. To, przy czym skręcało mnie najmocniej, to niestety dialogi i ich wypowiadanie przez młodych aktorów. Często po prostu tak bełkotali coś tam pod nosem, że trudno było w ogóle wydedukować, że to polska produkcja. Ale to chyba jakiś znak naszych czasów, bo nawet sam łapię się na tym, że mówię niewyraźnie, bez sensu i składu. 

13 dni do wakacji to dzieło zdecydowanie udane, jak na polskie warunki, to nawet mógłbym powiedzieć, że więcej niż dobre. Wiadomo, zawsze mogłoby być lepiej, bardziej kreatywnie i pomysłowo, ale jak to mówią, na bezrybiu i rak ryba, a skoro nigdy nie mieliśmy nawet podobnego dzieła, to dajmy temu przecierającemu szlaki jakieś fory. Kowalski znów pewnie zjedzie całą Polskę i pół Europy gadając, jak to nad Wisłą źle traktowani są twórcy kina gatunku, a później dostanie kasę na swój kolejny projekt. I dobrze, niech kręci dalej, we mnie ma widza. 

Oryginalny tytuł: 13 dni do wakacji 

Produkcja: Polska, 2025

Dystrybucja w Polsce: next-film.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *