
Nie jestem fanem europejskiego kina, brakuje mi w nim hollywoodzkiego polotu, jest jakieś takie smętne i intelektualnie wymagające. Są jednak całe nurty tego przemysłu, które to właśnie na Starym Kontynencie uformowały się w coś znacznie ciekawszego, niż na ich macierzystej glebie za oceanem. Oczywiście bez takich możliwości finansowych i warsztatowych jak w Fabryce Snów, ale za to z twórczą butą, bez cenzorów na karku i kalkujących wszystko marketingowców.
Bo gdzie indziej szukać feministycznego slashera, mocno antykonfederackiego i ultrabrutalnego, oddającego Pierwszym Narodom należne im miejsce na mapie amerykańskiej popkultury, gdzie indziej, niż we… Włoszech! Tak, dzisiaj zanurzymy się w czerwonym jak jucha sosie od spaghetti i wybierzemy się w podróż na spalone słońcem Pogranicze z dwójką pewnych dość ekscentrycznych Włochów i ich Skalpami.
W ogóle Bruno Mattei i Claudio Fragasso to ciekawy duet i dobrze znany jest wszystkim fanom włoskiego kina eksploatacji. Goście lubowali się w kręceniu plagiatorskich quasi sequeli popularnych, amerykańskich produkcji i przesyconych erotyką horrorów, dając światu takie dzieła, jak Terminator II (1989) czy Porno Holocaust (1981). Kręcili wszystko, więc nic dziwnego, że załapali się również na dyliżans mknący przez Dziki Zachód.
Yari (Mapi Galán) to córka wodza, teraz jedyna ocalała z ataku na jej wioskę przez zbuntowanych żołnierzy Konfederacji. Ich dowódca, balansujący na skraju obłąkania pułkownik Connor (Albert Farley), snuje marzenia o oczyszczeniu Południa i uczynienia go znów wielkim. W międzyczasie zdeterminowany jest porwać dziewczynę i zrobić z niej osobistą seks zabawkę. Czy panowie Mattei i Fragasso w jakiś sposób przewidzieli rzeczywistość dzisiejszych Stanów?
Obejrzyj cały film tutaj:
Choć klasyfikowane jako western, Skalpy są wspomnianym slasherem, w którym ostatnia przedstawicielka swojego plemienia kolejno wyłapuje białe szumowiny i w brutalny sposób kończy ich nędzny żywot. Myślę, że ta jakże uniwersalna fabuła sprawdziłaby się dziś idealnie, zwłaszcza że w Ameryce podnosi łeb i coraz śmielej nim mąci właśnie taka postkonfederacka, faszyzująca i prowincjonalna prawica. Jednak nie o tym, po prostu jaram się na maksa samym pomysłem, choć świadom jestem, że Pierwszym Narodom może się on do końca nie podobać. W końcu ukazuje ich jako brutalnych morderców. Ale przecież chodzi o zemstę, tak?
W ogóle to scenariusz przypisuje się Bruno Mattei, José María Cunillés i amerykańskiemu aktorowi Richardowi Harrisonowi, którego syn Sebastian pojawił się w innym, dość obskurnym spaghetti Białym Apaczu (1986). Fabuła wydaje się częściowo oparta na wcześniejszym amerykańskim filmie Soldier Blue (1976), a kilka scen jest wprost zaczerpniętych z bardziej popularnych, amerykańskiej produkcji. Na szczęście scenariusz Skalpów jest napisany tak, że opowiadana historia nigdy nie staje się nudna i jest w niej wyczuwalne nawet pewne napięcie i troska o to, bohaterowie przeżyją, czy też nie.
Mattei sprawdza się tutaj również za kamerą (wymieniany w napisach jako Werner Knox) i wykonuje naprawdę świetną robotę. Film jest bardzo dobrze nakręcony, w odpowiedni sposób wykorzystując piękno hiszpańskich pustkowi znanych z dziesiątek innych spaghetti westernów. Jednak to elementy kinowej eksploatacji grają tutaj pierwsze skrzypce, oferując naszym oczom wyjątkowo krwawe, często nieprzyjemne obrazki. Brutalne tortury, masowe mordy czy skalpowanie „na żywca” to codzienność włoskiego Zachodu. Jest też trochę golizny, choć ta jest zaskakująco gustowna i nie atakuje nas choćby podczas scen gwałtu.
Nie zapominajmy jednak, że wciąż gadamy tutaj o produkcji z mikrym budżetem i całą masą twórczych i technicznych błędów. Na szczęście ścieżka dźwiękowa Luigiego Ceccarelli nadaje całości wręcz mistycznego posmaku, więc można traktować Skalpy jako rodzaj pewnego koszmaru sennego dzieciaka zajaranego Dzikim Zachodem. I za to właśnie cenię sobie włoskich twórców, nawet takich, jak Mattei i Fragasso, po prostu potrafią w jakiś sposób wykrzywić naszą rzeczywistość i wydobyć z niej jej upiorne podłoże.
Oryginalny tytuł: Scalps
Produkcja: Włochy/RFN/Hiszpania, 1987
Dystrybucja w Polsce: rakuten.tv

Częściej słońce, rzadziej deszcz. Entuzjasta kultury wszelkiej, bo przecież nie ma piękniejszej interakcji międzyludzkiej, jak przekazywanie sobie emocji.
