Magia Polonii 1: jak japońskie bajki podbiły polskie dzieciństwo

Każde pokolenie ma swoją telewizję. A przynajmniej te starsze miały.

Są różne pokolenia: Milenialsi, Pokolenie Z, JP2. Nie za bardzo się w nich szczerze orientuje. Jedno je jednak łączy. Każde było wychowywane na innych środkach przekazu i różnych dziełach popkultury. Obecne młode pokolenie jest chyba pierwszym, które nie polega tak na sile telewizji, jak wcześniejsze. Ja za to spędziłem całe dzieciństwo przed telewizorem. Ponieważ mało wychodziłem z domu, to odbiornik TV pozostawał mi jako zabijacz czasu. Chłonąłem wszystko, jak leciało. No może oprócz audycji Ziarno, która mnie niezbyt interesowała. Był za to pewien kanał, który swoją ofertą trafiał w gusta wielu młodych odbiorców.

A chodzi tu mianowicie o kanał Polonia 1. Szczególną popularność zdobył on w pierwszej połowie lat 90. Oferował specyficzną rozrywkę, niedostępną na innych stacjach. Sam oglądałem Polonię codziennie i wiele innych dzieciaków z podwórka też. Z tego, co wiem, to miało to miejsce w całej Polsce. Skłoniło to niektórych do ukucia sformułowania pokolenie Polonii 1.

Nazwa ta nie jest szeroko akceptowana przez socjologów, ale każdy, kto śledził wówczas ramówkę stacji, powinien wiedzieć, o czym mowa. Kanał pokazywał bowiem w swoim bloku dla najmłodszych kilka kultowych kreskówek, które na trwałe zapisały się w pamięci widzów. Oto kilka z tych najbardziej zacnych, które wryły się we wspomnienia, nieraz kreując ludzkie gusta na lata.

Przede wszystkim stacja pokazywała przygody Kapitana Tsubasy, znanego także jako Kapitan Jastrząb. O tej kreskówce do dziś krążą legendy, a w sieci znaleźć można różne materiały wspominkowe z nią związane. Ja również posiadam osobiste wspomnienia jej dotyczące. Pamiętam, że jeden z moich sąsiadów, zapalony piłkarz, namiętnie oglądał serial. Po szkole wszyscy wychodziliśmy grać, by zrobić sobie przerwę na ewentualny obiad oraz seans, bodajże około 15. Potem znów wychodziliśmy na dwór, by ganiać za piłką aż do wieczora. Ponieważ to właśnie ów kolega na ogół dostarczał gałę, to on ustalał zasady.

A nadrzędna z nich stanowiła, że każdy, kto chciał grać, musiał przyjąć osobowość jednej z postaci z filmu. Oczywiście on był zawsze Tsubasą. Reszcie do wyboru zostawali Kojiro i pozostali bohaterowie, których było z resztą całkiem sporo. W ogóle kreskówka była dosyć opasła i nie wiem, czy ktoś ją dokończył. Ja utknąłem gdzieś na etapie młodzieżowych mistrzostw świata. Nie przeszkadzało nam to jednak, a niesamowite popisy Tsubasy, jak i jego przeciwników zawładnęły całkowicie młodymi umysłami, działając na wyobraźnię jak mało co.

Kolejną pozycją również związaną ze sportem była seria Gigi la trottola znany u nas po prostu jako Gigi. Opowiadała ona o przejściach tytułowego bohatera Gigiego. Był on uczniem pewnej szkoły, który zakochał się w dziewczynie o imieniu Anna. Aby się jej przypodobać, dołączył do szkolnej drużyny koszykówki. Nie przeszkodził mu w tym nawet fakt, że nie był imponującego wzrostu. Szybko stał się gwiazdą drużyny, głównie dzięki swemu samozaparciu, jak również niekonwencjonalnym zagraniom.

Wraz z kolegami przyszło mu mierzyć się z wieloma przeciwnikami, którzy sami stosowali przeróżne triki na wygrywanie spotkań. Wystarczy tu wspomnieć na przykład drużynę jasnowidzów. Gigi grywał także w ping-ponga i robił to tak skutecznie, że siła jego uderzeń, aż wyciągała gwoździe ze stołu. Inną jego obsesją były białe, damskie majteczki, które często próbował podglądnąć. Jest to zatem serial pełen szalonych pomysłów i akcji dla osób lubiących dziwne rozwiązania.

Inną bajką puszczaną na Polonii 1 był Yattaman. Jego fabuła krążyła wokół pewnego magicznego kamienia. Artefakt ten miał dawać wielkie bogactwo swemu posiadaczowi. Jego odnalezieniem trudziła się grupa trójki złoczyńców zwanych bandą Drombo. W każdym odcinku starali się zdobyć przedmiot przy pomocy nowych wynalazków. Nigdy jednak im się nie udawało głównie ze względu na ingerencję dwójki prawych bohaterów. Pamiętam, że nie do końca ogarniałem tę fabułę w dzieciństwie, ale serial zapadał w pamięć absurdalnymi rozwiązaniami oraz odważnymi scenami, w których jedna z bohaterek występowała topless. Oprócz tego film wyróżniał się wielce chwytliwym muzycznym motywem przewodnim. Podobnie było z „Generałem Daimosem”, czyli ostatnią pozycją, o jakiej chciałbym wspomnieć. Jego czołówka także otwierana była przez bardzo wpadający w ucho kawałek.

Był to najbardziej epicki z seriali oferowanych przez stację, który opowiadał ni mniej, ni więcej tylko o wielkim robocie kontrolowanym przez młodego mistrza sztuk walki. A więc coś, co młode tygrysy płci męskiej lubią najbardziej. Obraz prezentował się bardzo efektownie, a walki wielkich maszyn robiły spore wrażenie. Na antenie Polonii 1 puszczano wiele więcej serii, ale mnie akurat te cztery właśnie zapadły najbardziej w pamięć. Sądząc po relacjach innych osób w różnych miejscach w Internecie to nie tylko mnie. Chwile spędzone przed telewizorem to była jakaś forma zbiorowego fenomenu, który pozostanie już raczej kwestią przeszłości. Oglądanie japońskich bajek z włoskim dubbingiem i nałożonym na to polskim lektorem z perspektywy czasu brzmi wręcz surrealistycznie, ale wówczas nikt nie zwracał na to uwagi. Wszyscy skupiali się na frajdzie, jaką dawały wspomniane produkcje. Była to prawdziwie nieskrępowana rozrywka, wpisująca się idealnie w rzeczywistość dekady.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *