Deer Camp ’86 (2022)

Eh slasher, nurt kina, który dziś stanowić może ofertę jedynie dla widza już niewymagającego niczego lub tych wszystkich stojących w alternatywie do głównego nurtu „znawców”, którzy usilnie przypisują mu jakąś społeczną wartość i głębię, tak naprawdę maskując przy tym własne intelektualne braki. Ja należę zdecydowanie do tej pierwszej grupy i raz od czasu potrzebuję sobie obejrzeć coś, co będzie substytutem przewietrzenia mojej wiecznie pogrążonej w myślach głowy.

A jako że praktycznie wszystkie warte uwagi slashery z epoki ich świetności, czyli lat 80., są już za mną, z chęcią sięgam po to, co wychodzi w tym temacie obecnie. Warto jednak grzebać nieco głębiej niż tylko to, co trafia do naszych kin czy pod strzechy za pośrednictwem serwisów streamingowych. Bo jeśli już wymagać od czegoś tak prostackiego choćby grama oryginalności, to jedynie poza mainstreamem.

I nie, opisywany tutaj Deer Camp ’86 nie jest w żadnym stopniu filmem nowatorskim, pomysłowym czy wyróżniającym się na tle innych. W końcu mowa tutaj o historii, której cały myk polega na sentymencie do lat 80. i ówczesnych filmów spod znaku maski i maczety. Nie powiem jednak, że jego seans był dla mnie męczący czy nudny. To wciąż kino kręcone z jajem i co najważniejsze, pod tę wspomnianą maczetę trafia grupa ludzi, która na to szczerze zasługuje, myśliwi.

Grupa kumpli z Detroit wybiera się w lasy północnego Michigan by polować na jelenie. Sezon otwarty. W noc przed rozpoczęciem podróży zatrzymują się w barze i spotykają rdzenną barmankę Star (Tina Joy), która kusząco, ale surowo wita ich naszych nabuzowanych chłopców i ich wielkie strzelby. Tej samej nocy, po wielu piwach i kilku bójkach, ktoś lub coś brutalnie morduje Star na parkingu za barem. Nie wiedząc o morderstwie, chłopcy docierają do obozu i zaczynają imprezować i mordować zwierzaki. Wkrótce jednak zmuszeni zostają stanąć oko w oko z mściwym duchem lasu, który widocznie szuka zemsty. Ale czy w ogóle trafił na właściwych facetów?

Akcja, jak wskazuje tytuł, rozgrywa się w 1986 roku i motyw ten jest tutaj ciorany do krwi. Granie na tym sentymencie dziś raczej przyprawia mnie o lekkie mdłości, bo stało się kolejną nakładką na kino, która niczym filtr na Instagramie ma przyciągnąć uwagę potencjalnych widzów. Tutaj nie jest inaczej, bo sama fabuła nijak przecież nie straciłaby na osadzeniu jej w dowolnym momencie naszej historii. Uważam nawet, że opowiedzenie tej historii bliżej zawiązania się amerykańskiej państwowości mogłoby być naprawdę świeże i wniosłoby więcej do dyskusji na temat tego, jak biały człowiek traktował i traktuje dalej Pierwsze Narody.

Resentyment wobec kolonizacji i kulturowego zawłaszczenia płynie w żyłach Deer Camp ’86, stanowiąc jego fundament. O takich rzeczach mówić należy i nawet jeśli opowiadane są poprzez umowny język kina gatunkowego, jestem zadowolony. Cieszę się zatem, że twórcy postawili jednak na jakiś komentarz odnoszący się do naszej problematycznej historii, który co prawda nie zmieni dyskursu, ale może komuś, kto po film sięgnie, odpowiednio zagra na emocjach.

Wciąż jednak mówimy o filmie wyglądającym tak, jakby jakaś mumblecore’owa grupa komików nakręciła własną wersję Predatora (1987). Slasher jest gatunkiem już na tyle skostniałym, że praktycznie niemożliwym jest tworzenie go całkiem na serio. Deer Camp ’86 nawet nie próbuje gatunkowych klocków ustawiać inaczej niż dla beki. Dlatego też bohaterowie w większości są głupi i stereotypowi, ich pomysły i postępowanie nie mają sensu, przemoc jest przerysowana, a czający się w leśnej gęstwinie oprawca, co już wspomniałem, jest postacią z pogranicza rdzennego folkloru.

W moim życiu seans Deer Camp ’86 nie zmienił nic, bo problemu, którego dotyka, byłem świadomy już wcześniej. Nie powiem jednak, że sam akt jego konsumpcji był dla mnie jakiś nieprzyjemny. Wręcz przeciwnie, zostając przy gastrycznych analogiach, to jak jedzenie hamburgera w amerykańskiej sieciówce, który poza dodatkiem w postaci dziczyzny, ma jeszcze stylizowane na retro opakowanie. Dla fanów slasherów, jak najbardziej, cała reszta, która jednak od kina oczekuje czegoś minimalnie więcej, nie ma w tym lesie czego szukać.

Oryginalny tytuł: Deer Camp ’86

Produkcja: USA, 2022

Dystrybucja w Polsce: BRAK

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *