Gwiezdne wojny: Parszywa zgraja – sezon 3 (2024)

Pomimo swojego wieku przypisującego mnie raczej do tej starszej generacji fanów Star Wars, uważam, że animacje od Disney to jedna z niewielu wybitnych rzeczy, jakie się tej marce przytrafiły. Tak, roniłem łzy na Rebeliantach (2014-18), skakałem z radości na Wojnach klonów (2008-2020). Wiem, że dla wielu jest to po prostu bezczelne dojenie marki, ja jednak widzę w tym po prostu rozwinięcie uniwersum w kierunku, który mi bardzo odpowiada. To moje Gwiezdne Wojny.

O mającej swoją premierę w 2021 roku Parszywej Zgrai miałem bardzo dobre zdanie. Wyrosła bezpośrednio ze wspomnianych Wojen klonów seria w bardzo zręczny sposób łączyła ze sobą Starą i Nową Trylogię, dodając od siebie całą ekipę postaci, z którymi na przestrzeni trzech sezonów można się było polubić. Nastał jednak finał i wraz z trzecim sezonem serial ten się nam skończył. Czy wciąż uważam go za godnego następcę tamtych dwóch, bądź co bądź wielkich, animowanych serii? Zapraszam do recenzji poniżej.

Nie wiem natomiast, czy jest sens opisywania tutaj meandrów fabuły, bo ta jest epicka, złożona i pełna wielu barwnych postaci. W dużym skrócie mamy tytułową zgraję nienormatywnych klonów, które muszą walczyć nie tylko o własne przetrwanie, ale również o zniweczenie planów złego Imperium dotyczących reprodukcji istot wrażliwych na Moc. W ten sposób twórcy próbują pokleić wszystkie te pytania dręczące Disney’owską trylogię filmową i wytłumaczyć powrót Imperatora. Powrót, który ja i wielu innych potraktowało z glana, gdy tylko został zapowiedziany.

Muszę jednak powiedzieć, że choć widać tutaj starania, Parszywa Zgraja działa lepiej w ramach swojego animowanego uniwersum, a to wspomniane klejenie się z wielką, filmową trylogią wypada raczej blado. Nie wiem, czy twórcy po prostu nie chcieli iść na całość i nie przedobrzyć, czy po prostu Myszka Miki nakazała pewne rzeczy dalej trzymać w strefie domysłów, by nie wypstrykać się z materiału na inne media, książki, komiksy czy inne seriale. Może to i jednak dobrze, bo dzięki temu bardziej trzymamy się tych postaci i ich problemów, bez widma przyćmienia ich przez „rzeczy wielkie”.

Trzeci sezon stanowi bardzo dobre zwieńczenie tej całej drogi i wielce rad jestem, że to już koniec. Może jest to nad wyraz wyidealizowana klamra, ale myślę, że po tym wszystkim, ci bohaterowie po prostu na nią zasługiwali. Biłem się z samym sobą, bo część mnie chciała w tym więcej fatalizmu, w końcu mówimy o historii walki z opresyjnym, totalitarnym reżimem. Suma summarum jednak wyszło na plus, że, UWAGA SPOILER, Hunter i reszta jego ekipy doczekała się godnej, spokojnej emerytury, a młoda krew rwie się do kolejnej walki. Czyżby w planach był serial o przygodach Omegi?

To wciąż jednak Star Wars i serial bardzo chętnie nam o tym przypomina. Podoba mi się, że twórcy przywrócili Iana McDiarmida jako głos wielkiego Imperatora, uwielbiam to, że znów zobaczyliśmy Rexa i Cody’ego, a także Saw Gerrerę, Tarkina, Fennec Shand, Cada Bane’a, Herę Syndullę, Choppera, Baila Organ czy Wookieego Jedi. Cholera, ucieszyłem się jak dziecko, kiedy w jednym z epizodów pojawiła się znana z Wojen Klonów Bestia Zillo! Ale fanom uniwersum chyba nie trzeba mówić więcej, bo serial łyknęli w dniu premiery.

Znam ludzi, którzy odbili się od gwiezdnowojennych animacji przez ich estetykę. Nie będę tutaj kuratorem gustów, ale mi ona bardzo odpowiada, zwłaszcza w malowaniu pejzaży obcych krajobrazów. Dosłownie wszystko stylizowane jest na pociągnięcia pędzla, więc czasami widzimy wprost poszczególne kreski będące pamiątką po włosiu. Sama animacja jest dynamiczna, gra świateł i cieni jak zawsze zachwyca, a serial idealnie balansuje między mrocznym tonem historii wojennej a eskapistycznymi korzeniami. Co prawda szala chyli się widocznie ku temu pierwszemu, ale nie ma problemu, żeby po Parszywą Zgraję sięgnęli też ci najmłodsi. W sumie to przecież do nich zawsze były kierowane Gwiezdne Wojny.

Podtrzymując zachwyt nad serialem, nie mogę powiedzieć, że emocjonalnie nie był dla mnie tak angażujący, jak wspomniane Wojny Klonów czy Rebelianci. Może po prostu dostałem to, co spodziewane. Idąc prostą drogą do podsumowania, które nie będzie ani zbytnio rozbudowane, ani odkrywcze – to po prostu solidna dawka moich ukochanych Gwiezdnych Wojen w formie, jakiej życzę sobie więcej. Tych bohaterów już poznaliśmy, pokochaliśmy i przeszliśmy wraz z nimi całą ich „karierę”. Teraz czas na kolejne przygody i niech poziom idzie tylko w górę, będzie pięknie.

Oryginalny tytuł: Star Wars: The Bad Batch

Produkcja: USA, 2024

Dystrybucja w Polsce: disneyplus.com

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *