Sztywny Pal Azji to zespół, który określany jest obecnie mianem legendy polskiej sceny muzycznej. I trzeba uczciwie przyznać, że zasłużenie.
Obecnie nie jest już oczywiście tak rozpoznawalny, np. Mateusz o nim nie słyszał. Nadal jednak posiada sporą bazę fanów, którzy licznie stawiają się na jego koncertach. Jeden z nich odbył się niedawno w metropolii będzińskiej, a dokładnie to na dziedzińcu tamtejszego Domu Kultury. Spęd ten miał miejsce w ramach corocznej serii letnich występów muzycznych zwanych Zamkowym Graniem. Jeśli idzie o Sztywny Pal Azji, to inną jego znaną cechą jest fakt, że posiada dziwną nazwę, w której nie wszyscy wiedzą, o co chodzi.
Ja w sumie się do nich zaliczam. Osobiście zawsze kojarzyła mi się ona z „Potopem” oraz sceną nabijania Daniela Olbrychskiego na pal. Ponoć ta wersja jest jednak nieprawdziwa, a w rzeczywistości chodziło o nawiązanie do nazwy brytyjskiej grupy Stiff Little Fingers. Tak czy owak, Leszek Nowak. Będziński koncert odbył się w ramach wspomnienia o debiutanckiej płycie „Europa i Azja” i to właśnie piosenki z tego albumu dominowały tego wieczoru w repertuarze artystów.
Na miejsce koncertu udałem się sam, ponieważ nie za bardzo miałem z kim. Mimo że mieszkam w sumie niedaleko od Domu Kultury, to podjechałem sobie autobusem, gdyż jestem dość leniwy. Gdy dotarłem do celu większość publiki była już zgromadzona i siedziała na pobliskim murku lub pod dostarczonymi przez organizatora parasolami. Zebrani raczyli się piwem oraz zaopatrywali się w dostępne dla gości suweniry związane z grupą. Ja nic nie zakupiłem, bo nie miałem akurat ze sobą gotówki. Nie piłem też nic z uwagi na to, że tego samego dnia czekała mnie jeszcze nocna zmiana.

Wśród zgromadzonych dominowały osoby w średnim wieku, czyli takim jak mniej więcej mój. Były to zatem głównie osoby po czterdziestce i starsze. Gdzieniegdzie dostrzec jednak też można było młodszych fanów, co jest w sumie dobrym znakiem. Naprawdę młodych, czyli nieletnich miłośników trupy można było policzyć na palcach jednej ręki. Co ciekawe w tłumie zaplątało się także jakieś dziecko. Nie wnikałem w to, skąd się tam wzięło.
Koncert miał się zacząć o 19, co w rzeczywistości oznaczało godzinę 19:15. Muzycy musieli bowiem wpierw sprawdzić sprzęt oraz dopalić symbolicznego dymka. Prognozy zapowiadały na ten wieczór deszcz, ale na szczęście nie okazały się po raz kolejny zbyt dokładne. Impreza odbyła się zatem bez zakłóceń, a wszyscy zgromadzeni mogli w pełni skupić się na zabawie przy muzyce. A była to zabawa przednia, jako że zespół stanął na wysokości zadania. Mimo upływu lat artyści nadal prezentują doskonałą formę, a popularność ich kompozycji wśród fanów nie słabnie. Frontmanowi Leszkowi Nowakowi udało się szybko nawiązać kontakt z publicznością, co tylko nabierało na sile wraz z trwaniem występu. Na scenie sprawia on wrażenie osoby skromnej, pełnej pokory oraz dobrodusznej i ogólnie wzbudza sympatię. Widzowie ochoczo angażowali się we wspólne śpiewanie z wokalistą, a te, co bardziej znane fragmenty refrenów zostały radośnie wręcz wykrzyczane.

Największą bodaj euforię wzbudził kawałek „Nieprzemakalni (I)”. Niektórzy ze zgromadzonych na dziedzińcu Domu Kultury już od początku domagała się tego przeboju. Kapela jednak wiedziała, co robi i umiejętnie sterując napięciem czekała na odpowiedni moment, by podkręcić tempo wydarzenia. W ogóle wiele kawałków, co stanowiło dla mnie pewien rodzaj zaskoczenia, odegrana została w dużo bardziej skocznym rytmie, niż znałem je z wersji studyjnych. Sprawiło to, że ludzie z łatwością porwani zostali do szaleńczego tańca. Jak się okazuje, koncert SZPAL-u może posłużyć jako niezła okazja do wyskakania się. Nie było może prawdziwego młyna, ale na pewno można było się wyszaleć.
Ja oczywiście nie skorzystałem z okazji, ponieważ jestem zbyt zamknięty w sobie, a wokół mnie tłum był za bardzo przerzedzony, bym mógł się w niego wtopić i anonimowo oddać pogowaniu. Mimo to oceniam moją eskapadę pozytywnie, gdyż udało mi się usłyszeć na żywo wszystkie kultowe utwory zespołu na czele z „… póki młodość w nas”, „Nie gniewaj się na mnie Polsko”, „Nasze reggae”, „Łoże w kolorze czerwonym”, czy przede wszystkim „Wieża radości, wieża samotności”. Ich teksty nadal są aktualne, dotykając spraw uniwersalnych. Być może dzięki temu Sztywny Pal Azji wciąż jest pamiętany jako czołowy producent protest songów w naszym kraju.

