The Tunnel (2011)

Wiele jest filmów z nurtu found footage, które szczerze lubię, szanuję i które na mnie zwyczajnie działają. Od czasów szoku, jaki wprowadził na salony pamiętny Blair Witch Project (1999), ten podgatunek przyklejony mocno do horroru eksplorował różne wymiary. Większość twórców poszła w kierunku efekciarstwa i wykładania przed widza otwartych kart, są jednak jeszcze takie filmy, które pozostały w tradycji enigmy, mroku i atmosfery.

I kto by się spodziewał, że właśnie takie dzieło, przenikliwie mroczne, tajemnicze i po prostu działające na wyobraźnię widza wprowadzając go w stan permanentnego niepokoju, powstało w Australii. Tak, w Australii, kraju, który powszechnie kojarzony jest ze słońcem, plażą, surfingiem i kangurami. Ale Carlo Ledesma, twórca filmu The Tunnel z 2011 roku, pokazał nam Australię z zupełnie innej perspektywy. Można nawet powiedzieć, że od spodu, od jej trzewi.

W zatęchłych i opuszczonych tunelach pod Sydney dzieje się coś niepokojącego. Donoszą o tym lokalne władze, donoszą też ludzie, którzy na własne ryzyko eksplorują wilgotne katakumby. Podjęcia tematu podejmuje się młoda, ambitna reporterka Natasha (Bel Deliá). Przekonuje swoich kolegów Petera (Andy Rodoreda), Steve’a (Steve Davis) i Tanglesa (Luke Arnold), aby wraz z nią wybrali się na dochodzenie mające naświetlić tajemnicę.

Fabuła jest… no dość pretekstowa i choć oglądając w film w pełnym skupieniu, można jakieś dodatkowe puzzle odnaleźć, do końca pozostaje ona osnuta aurą tajemnicy i niedopowiedzenia. Nie będę Wam tutaj oczywiście rzucał spoilerami, ale powiem tylko, że jeśli oczekujecie choćby bardziej wyraźnego cienia na temat tego, co tak naprawdę pod Sydney się dzieje, to będziecie zawiedzeni. A już o poprowadzeniu przez całą narrację za rękę można zapomnieć. Nie o to tutaj zresztą chodzi, bo zbytnia ekspozycja mogłaby wpłynąć źle na całą koncepcję filmu – stylizowanego na dokument o tajemniczym zaginięciu jednego z członków ekipy dziennikarzy.

Pamiętam, jak pierwszy raz oglądałem The Tunnel, będąc w amoku poszukiwania horroru, który będzie w stanie mnie wystraszyć. I seans ten, samotny (jak zawsze) i pogrążony w mroku zrobił na mnie wówczas piorunujące wrażenie. Dziś nie zmieniło się za wiele, choć oczywiście do powtórki zasiadałem już z ogólną wiedzą na temat tego, czym i jak straszy film Ledesma. Tak, chodzi mi o tę jedną scenę w pomieszczeniu ze starym dzwonem, który dla mnie i dla wielu, patrząc na internetowe rankingi, stanowi jakiś szczytowy moment budowania napięcia w kinie found footage, na równi z pamiętną sceną namiotową we wspomnianym Blair Witch Project czy tą w Willow Creek (2013).

Cały czas mówimy o filmie operującym na niskim budżecie, więc naturalnym jest dla niego, że zamiast robić rzeczy wielkie i efekciarskie, skupiony jest na kreatywnym budowaniu atmosfery i graniu na tym, co naturalnie go otacza. A otoczenie właśnie robi w filmie robotę! Opuszczone korytarze, czasami ciasne i zarośnięte pleśnią, innym razem przepastne i strzeliste, to wdzięczny plan dla horroru. Szaleńcza ucieczka przed nieznanym wraz z bohaterami stanowi iście immersyjne doświadczenie, które nie tylko jeży włos na karku, ale przyprawia o szybsze pompowanie krwi w nasze żyły.

Wspomniałem też o dość ciekawej formie, jaką obrali twórcy. Całość wygląda jak serial kryminalny, którego można się spodziewać w BBC lub innej, popularnej stacji telewizyjnej. Takie zagrania często wypadają dość miałko i poprzez słabą realizację szybko wytrącają z poczucia obcowania z czymś autentycznym. The Tunnel nie wpada jednak w pułapkę bycia zgrywą, dość stabilnie budując sobie pozycję czegoś, w co naprawdę można się zaangażować i na czas trwania uwierzyć, że mamy do czynienia z czymś prawdziwym. Duża w tym zasługa aktorów, którzy przed kamerą wypadają całkiem naturalnie, co tylko dokłada cegiełki do tego solidnego muru.

Nie ma co tego przedłużać i czas zmierzać ku konkluzji. A ta będzie prosta. Jeśli poszukujecie atmosferycznego horroru, który nie daje od siebie więcej niż tylko intensyfikacja pierwotnego poczucia strachu – przed ciemnością, ciasnotą, nieznanym, chorobą – to The Tunnel będzie idealnym wyborem na wieczorny, najlepiej nocny, seans. Dajcie po prostu się wkręcić w to, że oglądacie autentyczny reportaż o tym, co stało się w podziemiach Sydney, a uwierzcie mi, zapamiętacie go na długo. Cała reszta, która żądna jest krwi, oczywistości i szybkiej dawki dopaminy, może sobie podarować.

Oryginalny tytuł: The Tunnel

Produkcja: Australia, 2011

Dystrybucja w Polsce: BRAK

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *