
Nurt eksploatacji w kinie zna wiele podgatunków. Jest ich tak wiele, że trudno je wszystkie wymienić. Właściwie to każdy zawód, sytuacja, grupa społeczna może być bohaterem takiego dzieła. Są one często reliktem przeszłości, nadal jednak będąc chętnie oglądane. Jednym z rodzajów takiego kina są tak zwane „Women-in-prison film”, w skrócie WiP.
Określenie to można przetłumaczyć jako kobiety-w-więzieniu. Jest to bardzo specyficzna grupa produkcji, która opowiada, jak sama nazwa wskazuje, o przedstawicielkach płci żeńskiej, przebywających w zakładzie karnym. Produkcje te zawierają nierzadko takie elementy jak fizyczna, czy psychiczna przemoc, sadystyczni strażnicy bądź strażniczki, a także naczelnicy i inni osadzeni. Właściwie to wszyscy są tam sadystyczni. Sporo jest także golizny, skąpych strojów lub też lesbijskiej miłości bądź to wymuszonej, bądź nie. Wszystkie te elementy zawiera dzieło reżysera Toma DeSimone z 1984 roku o wymownym tytule Dziewczyny z poprawczaka.
Główną postacią produkcji jest niejaka Jenny (Linda Carol), która zostaje osadzona w pewnym zakładzie dla młodych kobiet łamiących prawo. Śledzimy jej losy od przybycia do placówki. Z miejsca staje się ona obiektem ataków wszystkich dookoła. Prym w tym procederze wiedzie nieco szalona główna strażniczka Edna (Pat Ast), która ma przyzwolenie na swoje działania od równie podłej, naczelniczki Sutter (Sybil Danning).
Edna zaś ma układ z jedną z osadzonych o imieniu Charli (Wendy O. Williams), która jest przywódczynią więziennego gangu i robi, co jej się podoba, terroryzując wszystkich. To samo próbuje zrobić z Jenny, lecz ta nie daje sobie w kaszę dmuchać i stawia odważnie czoła wszelkim przeciwnościom.
Wprawdzie Dziewczyny z poprawczaka wpisuje się w ramy filmów o kobietach w zamknięciu jak ulał, to jednak trzeba pamiętać, że jest to właściwie parodia tych dzieł. Obraz zawiera wszystkie niezbędne składowe gatunku, jest jednak tak przerysowany, że trudno go traktować w jakimkolwiek stopniu poważnie. Już sam widok przechadzających się po salach w fikuśnej bieliźnie bohaterek budzić musi uśmiech na twarzy. Nie wyczuwa się tu zatem zbytnio jakiegoś poczucia prawdziwego zagrożenia dla protagonistki. Przemoc jest wprawdzie obecna, lecz nie jest ukazana w sposób wiarygodny.
Walki osadzonych przypominają bardziej jakieś zapasy w kisielu lub przepychanki uczennic niż prawdziwą walkę, w której komuś mogłaby stać się krzywda. Ten lekki ton sprawdza się jednak w sam raz. Świadczy on o tym, że film, jak i jego twórcy mieli spory dystans do tworzonego materiału. W końcu celem ich produkcji było przede wszystkim dostarczenie nieskomplikowanej rozrywki widzom i zadanie to spełnili w stu procentach.
Najciekawszym aspektem filmu jest chyba obsada. Wprawdzie wcielająca się w główną rolę Linda Carol jest raczej nijaka i trudno zapamiętać jej występ, to na ekranie partnerują jej inne ciekawe indywidua. Zwłaszcza umowne złe charaktery są tutaj oryginalne. Wcielająca się w przemocową strażniczkę Ednę, Pat Ast, zasłynęła z bycia modelką i muzą amerykańskiego projektanta mody Halstona, a także jako jedna z gwiazd filmów Andy Warhola. Jej występ w Dziewczynach z poprawczaka jest trudny do zapomnienia oraz całkowicie groteskowy.
Drugim znanym nazwiskiem w obsadzie jest rockmanka Wendy O. Williams, która gra awanturniczkę Charli. Robi to w sposób półamatorski, lecz nie pozbawiony właściwego sobie uroku. Jest to chyba zarazem jej największe filmowe dokonanie po wystrzeliwaniu piłeczek ping-pongowych z pochwy w Candy Goes to Hollywood z 1979 roku. Mamy w końcu Sybil Danning, która tym razem nie rozbiera się, ale jednak jej występowi brakuje nieco więcej szaleństwa tak charakterystycznego dla poprzedniczek. Komu można zatem polecić obraz DeSimone? Głównie fanom taniej eksploatacji i kina klasy B, którzy lubię przy okazji klimaty i modę lat 80., a także pobujać się w rytm rockowych przebojów. Dla nich seans ten powinien zaliczyć się do tych udanych.
Oryginalny tytuł: Reform School Girls
Produkcja: USA, 1986
Dystrybucja w Polsce: BRAK

