
Nigdy nie jest za późno, aby się zmierzyć po raz pierwszy z jakimś kanonicznym dziełem kultury. Ja się swoich braków nie wstydzę, a dziury, które mogą urągać mojemu filmowemu doświadczeniu, staram się konsekwentnie łatać. Nie powiem też, że nagła śmierć Davida Lyncha na początku 2025 roku nie była dla mnie zapalnikiem, by w końcu sobie jego filmografię uzupełnić. I tak, nigdy wcześniej nie widziałem Mulholland Drive.
Wiecie co? Na dzień pisania tego tekstu dalej tego filmu nie widziałem! Albowiem dzisiaj napiszę Wam o dziele Mulholland Drive Davida Lyncha, jednak nie tym powszechnie znanym z 2001 roku, a jego wcześniejszej wersji z końcówki XX wieku. Film ten miał być z początku serialem telewizyjnym, który jednak nie dostał zielonego światła od stacji ABC, więc później został przemontowany do formy, jaką znają w większości kochają dziś wszyscy. Prócz mnie (na ten moment).
I chwała internetowi, że ten 90-minutowy pilot nigdy niezrealizowanego serialu, trafił do szerszego obiegu dzięki jakiejś dobrej duszyczce, która zgrała go z chropowatej, rwanej taśmy VHS. Z tego, co się dokopałem, większość scen została i tak umieszczona w filmie z 2001 roku, więc opisywany tutaj tytuł można uważać za nie lada gratkę dla wszystkich fanów twórczości Lyncha i myślę, że popełniłem błąd, sięgając po niego w pierwszej kolejności.
Niektórzy twierdzą, że serial ten miał być swoistym spin-offem kultowego Miasteczka Twin Peaks (1990-2017), opowiadającym o próbującej podbić Hollywood Audrey (Sherilyn Fenn). Jednak w samym dziele jej postać nie pojawia się nawet na chwilę, więc jeśli już mamy jakoś usilnie łączyć kalifornijską opowieść z miasteczkiem w stanie Waszyngton, to można potraktować ją jako gorączkowy koszmar, który Audrey śni przed swoim powrotem w trzecim sezonie Twin Peaks z 2017 roku.
ZOBACZ CAŁY FILM TUTAJ.

Historia, jak na pilot niezrealizowanego serialu rozwiniętego później do formy pełnometrażowego filmu, zgaduję, jest niepełna. Co więcej, stanowi ona wstęp mający zachęcić nas do obejrzenia kolejnych, w domyśle pojawiających się co tydzień odcinków. Mamy zatem kobietę, w tej roli Laura Harring, która podczas wypadku samochodowym o widocznie gangsterskim motywie traci pamięć. Błąka się po ulicach Los Angeles, starając się poznać swoją przeszłość wraz z pomocą aspirującej aktorki granej przez Naomi Watts.
Szczerze? Nie wiem, czy z wiedzą na temat tego, jak kultowy jest i był w dniu premiery film z 2001 roku, nie stało się dobrze, że serial ten nigdy nie trafił do nas w swojej pierwotnej formie. Z drugiej strony ciekawa byłaby perspektywa czekania na kolejne odcinki w swym telewizyjnym formacie. Ale no, już tego nigdy nie będzie nam dane doświadczyć. I ta telewizyjna jakość udziela się z każdą sekundą seansu, a jedyny dostępny format naprawdę nadaje wszystkiemu poczucie obcowania z czymś zapomnianym, zakazanym, nietkniętym.
W sumie Lynch nie chciał, aby trafiło to w ręce jego widowni, więc to obcowanie z czymś zakazanym ma sens. Czuć jednak pewną wspomnianą chropowatość, co po takim Twin Peaks może nieco dziwić. Oświetlenie jest amatorskie, przejścia między kolejnymi ujęciami dość toporne, a aktorzy, choć przecież znani, mają dziwną manierę grania w bardzo chałupniczy sposób. Bardziej wziąłbym to jako taki sklecony na szybko zarys tego, jak to miało się mniej więcej prezentować, a gdyby dostał zielone światło, Lynch nakręciłbym ten pilotażowy odcinek raz jeszcze.
Nie ma większego sensu sięgać po Mulholland Drive A.D. 1999, jeśli nie jesteście zagorzałymi wyznawcami Davida Lyncha lub po prostu kochacie jego właściwy film miłością bezgraniczną. Skłamałbym jednak, mówiąc, że mając taką możliwość, nie sięgnąłbym po kolejne odcinki. Opowiadana tutaj historia po prostu mnie zaciekawiła, a ta objawiająca się w ostatnim ujęciu staruszka (?) rozbudziła moją fantazję na temat tego, co tam dalej może się jeszcze kryć. Czas chyba w końcu zmierzyć się z filmem Mulholland Drive, tym właściwym.
Oryginalny tytuł: Mulholland Drive
Produkcja: USA, 1999
Dystrybucja w Polsce: BRAK

Częściej słońce, rzadziej deszcz. Entuzjasta kultury wszelkiej, bo przecież nie ma piękniejszej interakcji międzyludzkiej, jak przekazywanie sobie emocji.
