Warszawski Służewiec, tor wyścigów konnych, był ogromną częścią krajobrazu Stolicy w latach 90. To, co działo się na Służewcu – pozostaje na Służewcu?
Patrząc z perspektywy osoby znającej ten półświatek, to tak, rzeczywiście. Ale film Bartłomieja Ignaciuka (tego samego, który wyreżyserował serial „Pati” – łan from maj fejwryts) stawia widza w samym środku wyścigów. I to w latach, kiedy kwitły najpiękniej! Od wtorku, 16 września, dostępny jest teaser produkcji.
Film Wielka Warszawska to historia o wierze w ideały i bolesnym zetknięciu się z rzeczywistością. Opowiada o młodym dżokeju (w tej roli świetny Tomasz Ziętek), lekko bujającym w chmurach. Chłopak ma w ambitnych planach rozwijać swoją karierę sportową, a wisienką na torcie ma być udział w prestiżowej, najważniejszej gonitwie sezonu – tytułowej Wielkiej Warszawskiej. Młody dżokej wierzy w to, że w sporcie naprawdę liczy się zasada fair play i że sukces osiąga się dzięki połączeniu talentu z ciężką pracą. Jednak świat wyścigów jest (wciąż!) okrutny – w tych wyścigach udział bierze manipulacja wynikami i korupcja. Pieniądze. Dużo dużych pieniędzy. Co zwycięży – pasja czy chęć zysku? Ideały czy pieniądze?…
Zobacz teaser poniżej:
Jak wcześniej wspomniałam, reżyserem Wielkiej Warszawskiej jest Bartłomiej Ignaciuk – bardziej reżyser serialowy, niż filmowy, ale to przecież nie ma żadnego znaczenia. Film ten jest zamknięciem trylogii Jana Purzyckiego. Pierwsza wersja scenariusza gotowa była już w latach 80., jednak do realizacji filmu nie doszło, ponieważ Państwowe Wyścigi Konne bały się… kompromitacji. Nic dziwnego, ówczesne wyścigi to był stan umysłu, a nie miejsce. Miejsce takie jak Służewiec, kojarzy się z dużymi pieniędzmi i elegancją. Lata osiemdziesiąte to jednak był czas miłościwie panujących cinkciarzy i ubeków – zaraz obok pisarzy, dyplomatów, dygnitarzy policyjnych i innych ludzi tej „klasy”.
Ignaciuk o wyścigach w latach 80.:
– (…) Kilku trenerów konkurowało ze sobą, to trochę były takie pokazowe wyścigi. Wszyscy znali się doskonale, więc było tam mnóstwo powodów do takich niezbyt jasnych sytuacji – możemy przeczytać na stronie Polskiej Agencji Prasowej.
Przed swoją śmiercią, która miała miejsce w 2019 roku, Purzycki przekazał gotowy scenariusz Wielkiej Warszawskiej Tadeuszowi Lampce – czyli ówczesnemu prezesowi MTL MaxFilm. Jak można zauważyć, akcja z tamtego scenariusza rozgrywała się w latach osiemdziesiątych. Ignaciuk jednak dokonał małej zmiany, konstruując maszynę do przenoszenia się w czasie, i wszystko umieścił w latach dziewięćdziesiątych.

– Tę historię postanowiliśmy przerzucić na rok 1991, bo wtedy u nas powstała taka hybryda pozostałości starego systemu i nowego, nastąpił pewien ferment. To jest też w naszej historii interesujące – mówił Ignaciuk Polskiej Agencji Prasowej.
Wielka Warszawska rozgrywa się w latach 90. Jak w dzisiejszych czasach – pełnych modernizacji i nowych form – nakręcić film w świecie sprzed ponad 20 lat? Ano normalnie, Służewiec – jak większość symboli naszego kraju – jest zaniedbany, a jego odnawianie trwa i trwa już od dawna. Bez większego skutku. Okazuje się więc, że to nie scenografia była problemem podczas tworzenia Wielkiej Warszawskiej. Problemem za to były… liczne imprezy. Na Służewcu co pięć sekund odbywa się inna impreza, a przecież do scen trzeba coś tam pozmieniać, poprzekładać, poukładać. I tak ciągle od nowa…
Film Ignaciuka Wielka Warszawska trafi do kin na początku 2026 roku, mianowicie 23 stycznia. Film walczyć będzie o nagrodę Złotych Lwów na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Wiśta wio i do przodu zatem, drodzy Twórcy, życzy autorka tekstu.
Źródło: Materiały prasowe
Fanka znaków prozodycznych zarówno w tekstach, jak i w życiu. Umiem robić frytki na wodzie. W czasie wolnym myślę o tym, jak przejąć kontrolę nad światem nie wychodząc z łóżka.
