Punk powstał jako muzyka młodych i zbuntowanych ludzi. Członkowie większości zespołów byli szczeniakami, gdy zaczynali stąd też nazwa punk. Istniała jednak jedna kapela, która się wyróżniała spośród tego towarzystwa.
Tworzyli ją goście około 30, którzy posiadali klasyczne wykształcenie muzyczne. Grali na początku pub rock wymieszany z punkiem, by skończyć jako autorzy jednego z najbardziej katowanych przez stacje radiowe przebojów, czyli Always the Sun. Chodzi tu mianowicie o założoną w Guildford brytyjską grupę The Stranglers, która szczyt popularności przeżywała na przełomie lat 70. i 80. A gra, wprawdzie w nieco zmienionym składzie, do dzisiaj.
Oryginalny skład zespołu tworzyło czterech ludzi. Wokalista i gitarzysta Hugh Cornwell, basista Jean-Jacques Burnel, perkusista Jet Black oraz klawiszowiec Dave Greenfield. Zwłaszcza obecność tego ostatniego jak na zespół punkowy była nietypowa. Trudno bowiem znaleźć inną kapelę z tamtego okresu, która stosowałaby podobne rozwiązanie.
Jednak w utworach The Stranglers klawisze odgrywały zawsze istotną rolę. Dzięki temu ich twórczość nabierała jakby głębi i dawała większe możliwości eksploracji oraz artystycznej swobody. Pamiętam, że jednym z pierwszych kawałków grupy, w jakich się zakochałem, był „Walk on by”. Ten oryginalny cover zawiera właśnie niesamowitą solówkę autorstwa Greenfielda, która zawsze kojarzyła mi się z grą świateł w jakiejś pogrążonej w ciemności metropolii.
Niektórzy twierdzą, że w muzyce „Dusicieli” było zawarte dużo nienawiści. Ja jednak nie zgadzam się z tą opinią. Byli oni zbyt dojrzali i świadomi, by dać się pochłonąć takim destrukcyjnym uczuciom. To, co na pewno przebija się za to w ich twórczości, to zwykłe, ludzkie wkurzenie. The Stranglers byli, szczególnie w pierwszych etapach kariery, po prostu grupą wkurzonych na rzeczywistość i niegodziwości tego świata ludzi.
Słychać to w prawie każdej ich kompozycji na czele z No More Heroes, która jest jednym z bardziej rozpoznawalnych utworów zespołu. Stranglers nie lecieli w kulki, posiadali dystans do siebie, ale jednocześnie traktowali się poważnie. Do historii przeszedł ich występ w pewnym programie telewizyjnym, gdzie kazano im grać z playbacku, więc po prostu zaczęli się wygłupiać, zamieniając się instrumentami.

Tym jednak co najbardziej mnie zawsze pociągało w muzyce The Stranglers, była lekka doza nihilizmu i mizantropii, zwiastujące społeczny upadek. Ich teksty nie pozostawiają złudzeń i mówią, jak jest. Nie ma żadnych pięknych słów, zbędnego owijania w bawełnę czy innego trele-morele. Jest za to nierzadko brutalna prawda, cynizm rozgoryczenie i szczerość. Byli kapelą punkową w prawdziwym wydaniu, szorstką, dosadną i nieuznającą kompromisów.
Przeszli dziwną ewolucją od obrażających moralność wrogów publicznych (chociażby zapraszanie na scenę striptizerek podczas koncertów) do twórców prawdziwych hitów, które są grane w rozgłośniach radiowych na całym świecie do dzisiaj. Wszystko to obudowane było idealnie pasującą muzyczną formą. Wyraziste, pełne napięcia, ostre gitarowe współgrają tutaj z brudnym, nieokrzesanym głosem Cornwella lub Burnela, którzy naprzemiennie pełnilifunkcje wokalisty. Muzyka The Stranglers to pełna energii, muzyczna bomba, która nawet po latach potrafi dawać czadu i ładować wewnętrzne akumulatory.

