Pociąg grozy (1972)

Jazda pociągiem mnie usypia. Chyba bardziej nawet niż jazda autem, czy lot samolotem. Nawet gdy nie mogę fizycznie udać się w taką podróż, to puszczam sobie odpowiednie dźwięki do snu. Jest coś bardzo uspokajającego i tym samym usypiającego w tym turkocie kół po torach, co sprawia, że od razu odpływam. No, chyba że tym samym pociągiem podróżuje jakiś kosmiczny morderca. Wtedy nie. Wtedy staram się nie zmrużyć oka i pozostać cały czas czujnym.

Zwłaszcza jeśli wiem, że ów intruz potrafi zmieniać ciała jak rękawiczki. Na pewno nie udałbym się zatem w podróż z bohaterami filmu Eugenio Martína z 1972 roku Pociąg grozy. Oni to bowiem zabrali nieświadomie ze sobą na pokład pociągu taką właśnie istotę. Można zatem mówić tu o pewnym podobieństwie z „Coś” Johna Carpentera, w którym też mamy do czynienia ze zmiennokształtnym potworem, umiejącym imitować każdego, kogo napotka na swej drodze.

Film zaczyna się, gdy profesor Saxton (Christopher Lee) odkrywa w pewnej jaskini na terenie Mandżurii zagadkowe, zakonserwowane w lodzie, zwłoki małpoluda. Naukowiec wydobywa je i postanawia wysłać koleją transsyberyjską do Londynu. Ma nadzieję, że jego odkrycie pozwoli rozwiązać zagadkę brakującego ogniwa. W podróży towarzyszy mu stary znajomy Dr Wells (Peter Cushing) oraz kilka innych barwnych postaci jak hrabia i hrabina Petrovski wraz z ich osobistym mnichem ojcem Pujardovem (Alberto de Mendoza), który jest luźną interpretacją słynnego Rasputina.

Niedługo po wyruszeniu zaczynają ginąć ludzie. Śledztwo prowadzi inspektor Mirov (Julio Peña). Zabójstwa się namnażają, a ich okoliczności są więcej niż tajemnicze. W ich rozwiązanie zaangażowani zostają także Saxton i Wells. Ich przenikliwe, racjonalne umysły szybko orientują się, że mają do czynienia z czymś nie z tego świata.

Zobacz cały film poniżej:

Obraz przyrównać można do różnych dzieł. Budzi, chociażby skojarzenia z Morderstwem w Orient Expressie. Tutaj też mamy jakieś zabójstwo i proces dochodzenia prawdy. Ba, mamy wielokrotne zabójstwa, popełniane według identycznego wzoru, co wskazuje, na tego samego sprawcę. A jest nim byt z przestrzeni kosmicznej, który pozostawał zamarznięty w lodzie przez tysiące lat. Nie ma on własnej, określonej formy, ale posiada umiejętność „przejmowania” ciał nosicieli.

W ten sposób bardzo trudno go namierzyć. Scenariusz ten budzić może naturalne skojarzenia z powieścią „Who goes there?” i jej adaptacjami. Zarówno tam, jak i tu mamy do czynienia z obcym organizmem, który jest w stanie podszywać się, pod kogo tylko chce. Wzbudza to tylko psychotyczny nastrój nieufności wśród pasażerów, którzy nie mogą wiedzieć, kto jest kim.

Pociąg grozy dostarcza naprawdę sporo frajdy. Jest to profesjonalnie nakręcony klasyk kina grozy. Wśród jego zalet wymienić można atmosferę, stylowe wnętrza, suspens i tajemnicę, czy pierwszorzędne aktorstwo. W głównych rolach mamy tu dobrze znany z innych produkcji tandem Christopher Lee, Peter Cushing. Obaj panowie znali się bardzo dobrze i darzyli wzajemną sympatią oraz szacunkiem. Owa chemia jest dobrze wyczuwalna na ekranie.

Atrakcją dla wielu powinna również być obecność w obsadzie Telly Savalasa. Warto także wspomnieć też o przemyconej przez twórców tu i owdzie szczypcie typowo brytyjskiego humoru. Jest on niczym wykwintna przyprawa, która nadaje potrawie ostatecznego, niezapomnianego smaku. Na moją wyobraźnię najbardziej zaś zadziałał motyw z oczami obcego i zarejestrowaniem przez nie momentu, gdy miliony lat temu przybywał na Ziemię. Fakt, że przebywa na niej tak długo i mógł oglądać na żywo dinozaury, jest w jakiś sposóbfascynujący. Produkcja stanowi zapomnianą, lecz wartą uwagi, bo nietypową pozycję w nurcie kosmicznego horroru.

Oryginalny tytuł: Horror Express

Produkcja: Wielka Brytania/Hiszpania, 1972

Dystrybucja w Polsce: cda.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *