Obcy: Ziemia (2025-)

A taki ładny był, interesujący, ładny i dostarczający rozrywki. No niestety, jesteśmy już grubo po finale pierwszego sezonu wyczekiwanego przeze mnie i obdarowanego z początku pochwałami serialu Obcy: Ziemia i rozpadło się to niczym mizernie ułożony przez dzieciaka domek z kart. To nawet nie była piękna katastrofa, bo obserwowanie tego na żywo było po prostu przykre. Ileż było nadziei, refleksji, domniemań i oczekiwań. Ale o tym po kolei.

Najpierw były zapowiedzi, fantastyczna kampania marketingowa i nakręcanie naszego głodu dość enigmatycznymi strzępami historii. Jak to Obcy na Ziemi? Jak to się będzie miało do pozostałych części cyklu, które serial poprzedza? W końcu czy nowa inkarnacja Ksenomorfa będzie czymś świeżym dla serii, czy znów dostaniemy zlepek fanserwisowych elementów niczym w parku rozrywki Disneya, jak w przypadku niezbyt cenionego przeze mnie Romulusa z 2024 roku.

Ziemia wiele rzeczy robi naprawdę dobrze, wiele zapowiada, że poprowadzi równie ciekawie, by ostatecznie okazać się totalnym niewypałem, niczym zalany krwią Ksenomorfa karabin pulsacyjny. Przecież na papierze wszystko się zgadzało, był budżet, była kompetentna ekipa z Noah Hawleyem na czele, gościem, który dał mi jeden z seriali mojego życia – Fargo (2014-). Sam punkt wyjściowy, w którym na naszej ojczystej planecie rozbija się statek przewożący różne, obce organizmy z najciemniejszych zakątków kosmosu, jest super. W końcu prócz samego Ksenomorfa w hartowanych słoikach można przywlec wszystko. Niekoniecznie również tylko to, co chce nas zjeść, przetrawić i wypróżnić.

Tak samo, jak idea przeszczepienia umysłów nieuleczalnie chorych dzieci do syntetycznych, wspomaganych ciał. Nie cyborg, nie syntetyk, tylko hybryda, więc na swój sposób dostajemy trzy „frakcje”, które rywalizują teraz o dominację na świecie, spychając nudne, oparte na białku istoty ludzkie gdzieś na zupełny margines. Oczywiście nasza ekipa mentalnych dzieciaków zostaje wysłana na pierwszą misję, w której trakcie pozyskują kultowe już jaja osnute niebieską poświatą i przewożą je na tropikalną wyspę, która stanowi ich dom i zarazem centrum operacyjne ich stwórcy i opiekuna, młodego miliardera Boya Kavaliera (Samuel Blenkin).

Nie będę kłamał, od pierwszego gdzieś tak do piątego, może nawet szóstego odcinka byłem tym serialem wprost oczarowany i piał z zachwytu wszędzie tam, gdzie miałem ku temu okazję. Pierwsze dwa odcinki, stanowiące wspólny pilot dla całości, w zupełności przerosły moje oczekiwania dając nadzieję na to, że oto właśnie seria o Obcym doczekała się własnego Andora (2022-). Bywało naprawdę strasznie, jak pierwsze pojawienie się Kseno na statku USCSS Maginot, trochę filozoficznie w obszarze transhumanistycznych rozkminek na temat tego, co stanowi o naszym człowieczeństwie i po prostu mega stylowo. Czyli wszystko to, co składa się na naprawdę dobry, angażujący serial.

I choć od początku przewijały się jakieś drobne red flagi, jak faworyzowanie postaci dzieci, co dawało poczucie oglądania jakiegoś serialu kierowanego typowo dla młodszego widza, to człowiek nie zwracał na to uwagi. W końcu miał dość mocno analogiczną względem naszej rzeczywistości wojnę kapitału i fantastyczną, intrygującą istotę z kosmosu, która na pewnym etapie ciekawiła mnie bardziej, niż sam tytułowy Obcy. Największy problem polega jednak na tym, że Hawley obiecuje wiele, bawi się naszymi oczekiwaniami i finalnie sprowadza wszystko do tandetnej nawalanki z Ksenomorfem na smyczy, pozbawionej wagi, głębi i psychologicznej podbudowy, a wszystkie te ciekawe elementy budowane wcześniej wrzuca do kosza na śmieci z podpisem „najbardziej ograne rozwiązania, jakich nie chcieli widzowie„.

A my, widzowie, chcieliśmy zagłębiać się w to, co stanie się z ludzkością, gdy zostanie ona być zastępowana przez maszyny. Pomysł sam w sobie jest co prawda wytartym tropem science fiction, ale tutaj za sprawą hybryd podnosi również całkiem świeży głos o tym, jak plastyczny jest ludzki umysł i czy nieśmiertelność może być darem, czy przekleństwem. Hybrydy chichoczą z brzydkich słów i mówią uroczo uproszczonym językiem. Jest to super, aktorsko wszyscy powinni dostać jakieś pochwały, tylko że co z tego, skoro finalnie i tak sprowadza się to wszystko do użycia przez nich siły i przemocową walkę o własną godność? Serio? Mając w ręku taką plastelinę ulepić z niej tego samego ludzika, co reszta klasy?

Obcy: Ziemia to serial straconych szans, niestety bardzo wielu szans. Z czegoś, co mogło stanowić naprawdę gęstą, godną legendarnych filmów produkcję dość mocno kontestującą naszą rzeczywistość i w końcu otwarcie wskazującą jakieś alternatywne drogi dla kapitalizmu, o co prosiła cała seria, Hawley zrobił po prostu nastoletnie kino akcji. Dość głupawe w swoich ostatnich epizodach, które wręcz sabotują jawnie to jakże udane otwarcie. I nawet dla tych pierwszych, naprawdę wyśmienitych odcinków nie warto po serial ten sięgać, bo upadek z wysokości boli najbardziej. A to jest naprawdę mocny upadek.

Oryginalny tytuł: Alien: Earth

Produkcja: USA/Wielka Brytania/Tajlandia, 2025

Dystrybucja w Polsce: disneyplus.com

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *