Punk, który patrzy w otchłań – świat Nicka Blinko i Rudimentary Peni

Co powstanie z połączenia prozy Lovecrafta z muzyką punk? Odpowiedź na to pytanie dostarczyła nam pewna niezbyt znana kapela z Abbots Langley w hrabstwie Hertfordshire.

Historia tej sporej wsi sięga setek lat wstecz, ale punka zaczęto tam grać dopiero w XX wieku. Grupę założył chory na schizofrenię Nick Blinko, wraz z dwoma znajomymi Grantem Matthews’em i Jonem Greville’m, a jej nazwa brzmi Rudimentary Peni, co stanowi odniesienie do łechtaczki, która we wczesnej fazie rozwoju przypominać ma prymitywnego penisa.

Zespół początkowo funkcjonował pod nazwą The Magits i grał minimalistyczną muzykę elektroniczną. Trwało to jednak krótko. Szybko bowiem muzycy zwrócili się w stronę szybszego i mocniejszego grania. Nurtem jaki sobie obrali zarówno jeśli chodzi o formę jaki i treść była anarchistyczna odmiana punka. W późniejszym zaś okresie brzmienie ich ewoluowało bardziej w stronę deathrocka.

Wydany w 1988 roku album grupy Cacophony był właśnie w całości inspirowany twórczością H.P. Lovecrafta, którego Blinko, główny tekściarz zespołu poznał poprzez znajomego muzyka Marka Ferelli. I trzeba przyznać, że nazwa wydawnictwa w pełni oddaje jego charakter. Płyta zawiera aż 30 utworów, które składają się na neurotyczną podróż w świat makabry, groteski i chaotycznego jazgotu. Mroczne wizje pisarza znajdują tutaj przełożenie na język muzyki niełatwej w odbiorze.

Nick Blinko

Jest ona roztrzęsiona niczym majaki umęczonego szaleństwem umysłu. Słyszalne w tle efekty dźwiękowe w postaci bełkotliwej melodeklamacji budzą także skojarzenia z monologiem niezrównoważonego rozumu. Interpretacja ta ma podobne podłoże co oryginał i wywodzi się z nihilistycznego nastawienia, w którym człowiek i jego życie są niczym w konfrontacji z potęgą wszechświata.

Podobne odczucia może wzbudzać kolejny album Pope Adrian 37th Psychristiatric z 1995 roku, który został napisany przez Nicka Blinko podczas pobytu w szpitalu psychiatrycznym, kiedy to cierpiał na urojenia bycia papieżem. Oprócz brzmienia nagranie wyróżnia się zapętlonymi w tle przez cały czas jej trwania słowami Papas Adrianus. Mnie jednak bardziej do gustu przypadały zawsze krótsze formy zespołu, czyli liczne EP’ki, których kapela wydała w sumie osiem. Wśród nich można szukać najbardziej satysfakcjonujących dokonań muzyków.

Odznaczają się one przede wszystkim bardzo szybkim tempem i krzykliwym wokalem. W sumie to trudno nawet zrozumieć o czym śpiewa Blinko, ale gdy przeczyta się teksty jest z tym łatwiej i wszystko nabiera sensu. Treść jak na anarcho-punk anty. Ogólnie krytykuje instytucję państwa, oraz system stworzony przez niewłaściwe ludzkie postawy. Są też utwory antyreligijne i pro-wege, ale można je policzyć na palcach jednej ręki. Większość stanowią egzystencjalne rozkminy podane w drastycznie ekspresyjnej formie, niejednokrotnie napędzane przez atomową paranoję. Piosenki są bardzo krótkie i przypominają jakiś spazmatyczny atak, co zawsze bardzo mi odpowiadało, jako że sam się zawsze kontroluję.

Osobnym elementem tworzącym aurę Rudimentary Peni są ilustracje zdobiące wszystkie ich wydania. Ich autorem jest ponownie Nick Blinko, który był głównym motorem napędowym ekipy. Posiada on własny, charakterystyczny styl rysowania, który jest łatwy do rozpoznania.Jego na ogół czarno-białe prace przypominają z pozoru jakieś bazgroły, gdy się jednak przyjrzeć ich strukturze to widać spory stopień zaawansowania. Zbudowane są bowiem z wielu szczegółów, linii i kropek. Przedstawiają często groteskowo powykrzywiane postacie, które zdają się odczuwać silny dyskomfort.

Wyglądają jak ofiary jakiejś tragedii, czy to choroby, czy wojny, lub innego skażenia organizmu. Widoczne są też liczne motywy związane ze śmiercią i kruchością ludzkiego życia, jak czaszki, nagrobki i kosy. Nie są to na pewno obrazy emanujące radością, czy entuzjazmem, ale takie, które powinny trafić w gusta odbiorców zorientowanych bardziej na doświadczanie różnych odmian weltschmerzu. Twórczość Rudimentary Peni to skumulowany gniew i frustracja, przerodzone w agresywne dźwięki. Jest to ta brzydsza, nieco zdeformowana twarz ludzkiej natury, ale równie istotna dla jej pełnego zrozumienia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *