
Nigdy nie zbuduję związku z kobietą, bo jestem toksyczną, wykluczoną ekonomicznie jednostką pogrążającą się w odmętach frustracji i całej tej redpillowej subkultury internetu. Dlatego też naturalnie nie rezonują ze mną komedie romantyczne, które to przecież zbudowane są wokół nierealnej, idealizowanej wizji świata, który może istnieć tylko w świecie tych bogatych i uprzywilejowanych. A dla nas? Dla nas jest samotność i nijakość.
I po Materialistów też bym pewnie nie sięgnął, gdyby nie dwie rzeczy. Po pierwsze film ten został mi polecony przez znajomego, który bardzo go wychwalał. Po drugie i w moim wypadku o wiele ważniejsze niż polecenie znajomego, jest to dzieło Celine Song, reżyserki, która w 2023 roku zachwyciła mnie swoim cudownie prozaicznym Poprzednim życiem. Od razu powiem, że jej drugi film nie wpłynął na mnie w takim stopniu, jak fantastyczny debiut, ale nie powiem, by był to czas stracony. Co w moim przypadku jest jakimś tam ewenementem.
Sam początek filmu może wprowadzić w stan konstatacji, bo daleki jest od schematów, które rządzą komediami rozgrywającymi się w Nowym Jorku. Zaczynamy w jaskini i dość enigmatycznego i dziwnie pięknego, pozbawionego dialogu prologu, w którym jaskiniowiec prezentuje swojej równie pierwotnej partnerce obrączkę wykonaną z kwiatów. Celine Song podważa nasze oczekiwania, argumentując, że miłość jest i zawsze była uczuciem pierwotnym, fundamentalnym dla naszego rozwoju.
Właściwa część filmu skupiona jest wokół kogoś, kogo całe życie zawodowe zbudowane jest na miłości. Lucy, w tej roli świetna, opanowana i przepiękna Dakota Johnson, jest ekspertką od aranżowany randek. Odpowiedzialna za dziewięć udanych małżeństw jest również przyjacielem, powiernikiem i skutecznym terapeutą swoich klientów. Ale jej życie osobiste nie pasuje do standardów, o które zawodowo walczy. Wszystko zmienia się, gdy przystojny i szalenie bogaty Harry (Pedro Pascal) oraz równie przystojny i upokarzająco biedny John (Chris Evans), wchodzą z impetem w jej życie.
Song naprawdę pracowała jako swatka, gdy była jeszcze walczącą o swoje, nowojorską scenarzystką, więc dość naturalnym jest, że ta życiowa inspiracja mocno wpłynęła na jej karierę. W sumie motyw kobiety niejako uwięzionej pomiędzy dwoma walczącymi o jej względy mężczyznami również stanowił trzon wspomnianego przeze mnie Poprzedniego życia. Niby jest to motyw dość znany, ograny i trudny do zniuansowania, ale Celine stara się jak może, by tchnąć w niego powiew autorskiej świeżości. Choć uważam, że w jej debiutanckim filmie wyszło to jednak o wiele lepiej, tak tutaj również nie ma się czego wstydzić.
Bo wszyscy ci, którzy zarzucają Materialistom płytkość i pretensje w podejmowanej analizie społecznej powinni wiedzieć, że właśnie takie mamy czasy i już sam tytuł sugeruje, że nie ma w nich miejsca na wchodzenie głębiej, niż tylko powierzchowny naskórek. Romantyzm dziś przeniósł się do mediów społecznościowych, do wiadomości pisanych na iPhone i wysłania sobie ckliwych memów. Chyba, bo jak wspomniałem, jestem wykluczony z tego świata i buduję go sobie tylko na tym, co dochodzi do mnie z filtra wszystkich wkoło. To po prostu komedia romantyczna, na jaką zasługujemy jako współczesne społeczeństwo.
Ale nie tylko emocjami człowiek żyje, a film to głównie sztuko audiowizualna i technicznie rzecz biorąc, Materialiści robią wszystko, aby wyglądać artystycznie i pięknie. Czyli w zasadzie robią to, czego można się spodziewać po filmie od studia A24. Znajdziemy tutaj to melancholijne, mgliste oświetlenie, ciepłą paletę kolorów, która sprawia, że tęsknimy za dobrymi chwilami oraz uroczo oprawione ujęcia z tymi „przeciekami” światła. Wszystko to sprawia, że aktorzy na ekranie wyglądają nieco eterycznie, baśniowo i na swój sposób posągowo.
Można psioczyć na film Song, że jest naiwny, że przecież nie ma ludzi biednych, którzy wyglądają jak Evans, a kobiety naturalnie zwracają się w stronę tych, którzy mogą zapewnić finansowe bezpieczeństwo. Mi tam jednak zupełnie to nie przeszkadza, bo jak wspomniałem, jest to komedia romantyczna skręcona pod właśnie obecne, pełne merkantylizmu i powierzchowności czasy. Ważne, że w tym fikcyjnym świecie taka piękność, jak Dakota, wybiera życiowego nieudacznika zamiast cholernie bogatego i uprzywilejowanego arystokraty. To daje mi jakieś złudne przeświadczenie, że może jest tam gdzieś kobieta, która pokocha również i mnie. Choć odpowiedź na to ostatnie zdanie można zamknąć w emotce „XD”.
Oryginalny tytuł: Materialists
Produkcja: USA/Finlandia, 2025
Dystrybucja w Polsce: primevideo.com

Częściej słońce, rzadziej deszcz. Entuzjasta kultury wszelkiej, bo przecież nie ma piękniejszej interakcji międzyludzkiej, jak przekazywanie sobie emocji.
