Pokarm bogów (1976)

Ja bym nie jadł niczego białego co wypływa z ziemi, ale zwierzęta to co innego, im wszystko jedno. Także konsekwencje takiej diety są, jak się zdaje, dla nich bez znaczenia. Co innego z ludźmi. Obraz Pokarm bogów z 1976 roku ukazuje nam sytuację, w której pewna substancja z niewyjaśnionych przyczyn zmienia konsumujących ich przedstawicieli fauny.

Dokładnie to wpływa na ich rozmiary zwiększając je kilkukrotnie, a nawet więcej. Doprowadzone do ogromnych gabarytów stworzenia stają się w naturalny sposób zagrożeniem dla ludzi. Szybko dochodzi od eskalacji, a człowiek staje wobec poważnego problemu: jak poradzić sobie w roli zwierzyny łownej?

Zaletą filmu jest na pewno ciekawa obsada. W główną rolę męską wcielił się Marjoe Gortner. Gra on Morgana, zawodnika futbolu amerykańskiego, który udaje się pewnego weekendu na polowanie z kumplami. Na miejscu zostają zaatakowani przez wielkie osy, w wyniku czego jeden z nich ginie. Morgan postanawia zbadać sprawę i w ten sposób trafia na farmę pani Skinner, w którą dość niespodziewanie wciela się hollywoodzka weteranka Ida Lupino.

Jak się okazuje ta starsza pani wraz z mężem karmili swoje kury jakąś białą breją, która wypłynęła z ziemi na ich posesji. Niedługo potem kurczaki urosły im do monstrualnych rozmiarów. Niestety do pokarmu dostały się także inne zwierzęta ze szczurami na czele. Wkrótce przypuszczają one atak na farmę.

Tym co najbardziej może przerażać w wizji przedstawionej przez reżysera nazwisko jest fakt powiększenia organizmów postrzeganych powszechnie za odpychające. Mam tu na myśli owady, które są jednym z pierwszych zagrożeń w filmie. Drugim gatunkiem są natomiast szczury. Wiem, że wiele osób je uwielbia i trzyma w domu jako pupili, ale jednak ogólnie chmara szczurów źle się ludziom kojarzy. Jako siedlisko brudu i roznosiciele różnych chorób.

Szczury w Pokarmie bogów zostały ukazane jako prawdziwe zagrożenie przy zmyślnym użyciu efektów praktycznych. Użyto połączenia dwóch technik dla ukazania ich gigantyzmu, a konkretnie dużych modeli dla ujęć z bliska oraz małych makiet dla ujęć z daleka. Obie te metody zostały wyegzekwowane w sposób całkiem profesjonalny i nie czuć tu taniości.

Film jest przede wszystkim rozrywką i to z pogranicza kina klasy B. Można mu jednak w porywach dopisać filozofię. A mianowicie taką o naturze ekologicznej. Jest to w pewnym sensie animal revenge movie. Już na samym początku produkcji pojawia się komunikat o tym, że przyroda może być niebezpieczna i w każdej chwili jest w stanie upomnieć się o swoje.

Olbrzymie zwierzęta służą tutaj za karzącą rękę, która wymierza sprawiedliwość człowiekowi jako gatunkowi niszczącemu naturalne środowisko zarówno swoje jak i wszystkich przedstawicieli fauny i flory. Ostatecznie ludziom udaje się przetrwać, ale co się najedli strachu to ich. Poza tym zakończenie jest otwarte i raczy sugerować, że zagrożenie nie zostało całkiem wyeliminowane.

Oryginalny tytuł: The Food of the Gods

Produkcja: USA, 1976

Dystrybucja w Polsce: BRAK

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *