Silver Haze (2023)

W ramach poznańskiego festiwalu QueerFest, wreszcie udało zobaczyć mi się film, który obejrzeć miałam już dawno. Nadzieje były spore, już miałam wykupywać dostęp online, aby obejrzeć Silver Haze ponownie. Nie wykupiłam.

Film Silver Haze wyreżyserowany przez Sachę Polak jest obrazem bez wątpienia próbującym opowiedzieć historię o traumie, miłości i poszukiwaniu sensu po tragedii. Od samego początku można uznać film za kino autorskie i szczere, które może i ma jakieś ambicje… Ale efekt końcowy niestety co do tego budzi dość mieszane uczucia. Wprawdzie nie można mu odmówić emocjonalnej intensywności, ale jednak wiele elementów narracyjnych, a także formalnych, sprawia, że film pozostawił mnie z kontrastującymi uczuciami – niedosytem i przesytem jednocześnie.

Główna bohaterka Silver Haze, Franky (w tej roli Vicky Knight), jest młodą pielęgniarką pracującą w Londynie. Praktycznie całe jej życie naznaczone jest traumą z dzieciństwa, ponieważ w przeszłości brała udział w pożarze. Wydarzenie to odcisnęło piętno na jej ciele, ale przede wszystkim – na psychice. Kiedy na oddziale Franky poznaje niedoszłą samobójczynię, Florence (Esme Creed-Miles), między obiema rodzi się osobliwa relacja. Jest ona pełna czułości, ale także bólu i niestabilności tak ogromnej, że momentami aż przerysowanej. Wraz z rozwojem fabuły widać próbę zrozumienia siebie samych i siebie nawzajem, akceptacji przeszłości i teraźniejszości, a także znalezienia miłości pomimo obecnych dosłownych i metaforycznych blizn.

Tematy poruszane w Silver Haze są bardzo ważne: trauma, klasa społeczna, kobiecość, tożsamość, relacje rodzinne i queerowa miłość w środowisku nie zawsze akceptującym inność. Jest ich dużo. ZA dużo. Bogactwo tematów może i brzmi dobrze, ale ich mnogość nie zawsze przekłada się na fabularną spójność. Odniosłam wrażenie, że film dryfuje między wątkami, zaczynając je i nie rozwijając ich w pełni.

Nie da się ukryć, że najmocniejszym punktem filmu jest Vicky Knight. Aktorka grająca w Silver Haze główną postać, w rzeczywistości przeszła podobne doświadczenie, co grana przez nią Franky. Autentyczność i emocjonalna szczerość aktorki są co najmniej poruszające. Właśnie dzięki jej grze Silver Haze w ogóle jakoś działa – czuje się, że gra nie jest udawana, a każda scena wypływa z osobistego bólu, ale także z siły. Knight nie musi używać wyszukanych, rozdmuchanych słów, by móc przekazać emocje – wystarczy jej spojrzenie czy gest.

Bardzo dobrze wypada także Esme Creed-Miles. Swoją delikatnością wnosi do Silver Haze kontrast wobec surowości Franky. Ich relacja, niezgodna z moimi oczekiwaniami zresztą, chyba miała być realistyczna i takoż nieidealna, momentami była aż nadto gwałtowna, pozbawiona rytmu. Przez to budowanie napięcia zwyczajnie nie pykło. W ich związku-rozwiązku brakuje subtelności. Właśnie dlatego większość emocjonalnych scen dotyczących tego, co było między kobietami, jest zwyczajnie bardziej męczące, a nie wzruszające.

Silver Haze to film utrzymywany w estetyce realizmu. Kamera podąża za bohaterką w naturalny sposób – czasem “z ręki”. Nie ma tu upiększeń, za to jest chłodna kolorystyka. Zabiegi te – celowo wykorzystane czy też nie – nadają filmowi jakby dokumentalny charakter pasujący do surowej tematyki Silver Haze. Tylko, że akurat mnie taki styl przytłaczał. Momentami wydawało mi się, że film jest nieobrobiony, jakby reżyserka na siłę chciała zbyt dosłownie uchwycić charakter prawdziwego życia. Niestety, kosztem rytmu narracyjnego. Montaż także jest nierówny. Niektóre sceny ciągną się zdecydowanie zbyt długo, inne z kolei urywają się niedokończone. Trudno dostrzec tu jakikolwiek dramaturgiczny balans. Z kolei muzyka? Oszczędna, dobrze współgrająca z emocjonalnym tonem filmu. 

Silver Haze jest filmem o nie znikających bliznach – i tych widocznych, i tych ukrytych. Jest o miłości, nie zawsze leczącej jak się okazuje, ale może choć trochę pomagającej przetrwać. Tak, jak mówiłam. Nadzieje były duże. Niestety, mimo szczerych intencji, obraz Polak nie zawsze potrafi utrzymać zaangażowanie w widzu. Historia może i ma potencjał, ale nieuporządkowana struktura oraz nadmiar negatywnych emocji sprawiają, że jest ona chwilami zbyt chaotyczna.

Z perspektywy zawiedzionej oglądającej mogę powiedzieć, że Silver Haze to na pewno produkcja z sercem, ale już nie z wyczuciem. Doceniam autentyczność i tematykę, lecz forma i tempo sprawiają, że nie byłam w stanie w pełni przeżyć tej historii. Produkcja jest chyba bardziej surowym doświadczeniem, a nie satysfakcjonującym dziełem. 

Silver Haze to film, który miał aspiracje zostać manifestem prawdy i odwagi. W moim odczuciu stał się bardziej udokumentowaniem emocjonalnego chaosu. Wprawdzie nie sie w sobie coś szczerego, poruszającego, ale jego forma całkowicie przysłania treść. Silver Haze jest kinem chcącym mówić o bólu, tylko że momentami gubi język, który mógłby to dobrze wyrazić. 

Silver Haze to nie jest zły film. To film… niedoskonały. Pozostawia w widzu ślad, na pewno. Tylko, że niekoniecznie taki, jakbyśmy chcieli… 

Oryginalny tytuł: Silver Haze

Produkcja: Wielka Brytania/Holandia, 2023

Dystrybucja w Polsce: Tongariro Releasing

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *