Starchaser: The Legend of Orin (1985)

Powszechną praktyką w świecie kina jest tak zwane zrzynanie. Polega to na tym, że bierze się jakiś znany film, który odniósł sukces kasowy i kręci własny bardzo podobny, ale jednak inny, żeby nie być posądzonym o plagiat. Oczywiście wszyscy wiedzą, o co chodzi i co było inspiracją. Na ogół takie praktyki nie kończą się dobrze, ale zdarza się, że jest inaczej.

Jednym z najbardziej popularnych i wpływowych dzieł w dziejach były Gwiezdne wojny George’a Lucasa, które zresztą też same czerpały z całej masy wcześniejszych utworów. W 1985 roku powstał animowany film pełnometrażowy Starchaser: The Legend of Orin. Obraz ten jest powszechnie uważany właśnie za kopię Gwiezdnych wojen głównie z uwagi na podobieństwa w fabule oraz osadzenie jej w kosmosie. Czy zatem rzeczywiście obraz jest ledwie podróbą, czy czymś więcej?

Na odległej planecie Trinia ludzie pracują jako niewolnicy w kopalniach złego lorda Zygona. Z niewoli trudno się wydostać, ponieważ pracownicy są nieustannie pilnowani przez armię robotycznych strażników. Pewnego dnia młody górnik Orin znajduje wśród skał ozdobiony kamieniami szlachetnymi miecz.

Jeden ze starszyzny rozpoznaje artefakt i poświęca swe życie, aby utrzymać jego odkrycie w tajemnicy. Gdy Orin chwyta za rękojeść miecza, pojawia się przed nim wizja mężczyzny, który mówi, że ponad jaskiniami znajduje się wspaniały świat, który stoi dla uwięzionych otworem. Orin postanawia wraz z dziewczyną Elan wydostać się z tuneli i odkryć ów inny wszechświat.

Zobacz cały film poniżej:

Starchaser: The Legend of Orin to bardzo poprawna pod względem technicznym animacja. Kreska jest wyrazista i mocna. Postacie są przez to pełne wyrazu i mają własny charakter. Trudno tu też zauważyć jakieś tanie triki, które sugerowałyby lenistwo twórców. Nie ma żadnych powtórzeń ani różnic w tłach. Wszystko wygląda na dopracowane.

Bohaterowie dadzą się lubić, chociaż główny bohater jest najmniej charyzmatyczny. Użyty humor nie popada w żenadę i czuć chemię między protagonistami. Film posiada fajny klimat wielkiej kosmicznej przygody. Fabuła jest prosta jak budowa cepa, ale nie przeszkadza to w seansie w ogólnym rozrachunku.

Rozpatrywanie Starchaser: The Legend of Orin tylko w kontekście podobieństw do Gwiezdnych wojen jest niesprawiedliwe. Film oferuje bowiem o wiele więcej i posiada własną jakość. Przede wszystkim występują tam elementy, które dla młodszych widzów mogą być nieodpowiednie. Na jednej z planet występuje rasa mutantów. Istoty te są to organizmy biologiczne, które brakujące części ciała zastępują mechanicznymi substytutami.

Ich widok i zachowanie może być dla niektórych dość straszny i traumatyczny. Oprócz tego obraz zawiera żarty, które będą zrozumiałe bardziej tylko dla dorosłych, zwłaszcza że mają one podtekst seksualny. W pamięci pozostaje zwłaszcza scena, w której jeden z bohaterów dobiera się do tyłka pewnemu bardzo seksowemu robotowi. Te i inne sceny dodają produkcji pikanterii oraz nieco więcej charakteru niż typowe animacje. Starchaser: The Legend of Orin to więcej niż przyzwoita rozrywka dla ludzi lubiących space operę, która zasługuje na szansę bez słuchania negatywnych opinii o rzekomym plagiacie.

Oryginalny tytuł: Starchaser: The Legend of Orin

Produkcja: USA, 1985

Dystrybucja w Polsce: BRAK

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *