Podbój (1983)

Lucio Fulci to w pewnych kręgach bardzo znany i popularny reżyser. Jest wręcz postacią kultową, jeśli idzie o giallo i horror. Wypracował swój własny styl i nie bez powodu nazywany bywa, ojcem chrzestnym kina gore. Już sam ten przydomek powinien powiedzieć nam wystarczająco na temat jego dokonań.

Fulci jednak kręcił wiele filmów i nie ograniczał się do jednego czy dwóch gatunków. Jednym z jego być może mniej znanych dokonań jest pochodzący z 1983 roku obraz Podbój. Zaliczyć go można do nurtu dark fantasy, chociaż jest to nieco umowne. Zawiera bowiem wiele elementów i motywów, które pochodzą jakby z zupełnie innego uniwersum.

Film zaczyna się na jakiejś plaży, gdzie grupa przezroczystych ludzi wysyła jednego ze swoich ziomków Iliasa (Andrea Occhipinti) w drogę. Nie wiadomo za bardzo gdzie i w jakim celu, ale ogólnie ma to być dla niego testem dojrzałości oraz męstwa. Ilias dostaje na pożegnanie magiczny łuk, z którego można strzelać neonowymi strzałami. Dosyć szybko ma szansę go użyć, kiedy to trafia na grupę zbirów atakujących bezbronną niewiastę.

Owi chuligani są siepaczami złej władczyni zwanej Ocron (Sabrina Siani). Ma ona wizję, w której bohater bez twarzy pozbawia ją życia. Rozkazuje więc swoim owłosionym maruderom zdobycie broni herosa, czyli wspomnianego łuku. Prawie im się to udaje, lecz z pomocą Iliasowi przychodzi samotny banita Mace (Jorge Rivero). Postanawiają oni połączyć siły w walce z siłami zła, terroryzującymi okoliczne plemiona.

Podbój powstał, można powiedzieć, na fali popularności Conana Barbarzyńcy. Zwłaszcza Włosi celowali wówczas w różnej maści rip offy słynnego dzieła z Arnoldem w roli głównej. Film Fulciego oferuje jednak zbyt wiele atrakcji, by zaszufladkować go ledwie jako zrzynkę z Milliusa. Po pierwsze mamy tu o wiele więcej przeciwników i stworów niż w Conanie.

Właściwie to mamy tylko potwory. Są zwykli źli ludzie zakuci w metalowe nocniki, ale współpracują oni z jakimiś małpopsami, które przypominają Chewbaccę z Gwiezdnych wojen. Mamy też jakichś żaboludzi o elektrycznych głosach. Są nawet zombiaki i wampiry bagienne. Jest zatem w czym wybierać. Różnorodność tych postaci to z pewnością jedna z większych atrakcji produkcji.

A walczą z nimi dwaj bohaterowie, z których ten, który ma jak się wydawało być głównym protagonistą, schodzi na drugi plan, a jego miejsce na scenie zajmuje ten z pozoru drugi w kolejności. To on musi właśnie ratować ciągle domniemanego bohatera z opresji. Ogólnie to ratuje wszystkich z opresji, w tym zwierzęta. Wychodzi mu to na dobre, ponieważ w decydującym momencie przedstawiciele fauny rewanżują mu się. Scena z delfinami potrafi zaiste stanowić nie lada zaskoczenie.

Główną zaś przeciwniczką naszych herosów jest wiecznie rozebrana, zła królowa, która skrywa pod zakutą maską, własną specjalną tajemnicę. Film nie ma właściwie fabuły, a postacie nie mają żadnych motywacji, ale ogólnie jest to opowieść o starej, dobrej walce dobra ze złem i o tym, że warto być dobrym, oferująca całkiem przyjemną rozrywkę na niezbyt wygórowanym poziomie.

Oryginalny tytuł: Conquest

Produkcja: Włochy/Hiszpania/Meksyk, 1983

Dystrybucja w Polsce: BRAK

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *