
10 października obchodziliśmy Światowy Dzień Zdrowia Psychicznego. To dzień, który przypomina wszystkim, że troska o siebie nie jest luksusem, a podstawowym obowiązkiem każdego człowieka. Że czasem bycie „okej” wcale nie oznacza uśmiechania się, tylko właśnie pozwolenia sobie na łzy. To także przypomnienie, że słabość również jest w pewnym sensie formą siły. To właśnie z okazji tego święta postanowiłam opowiedzieć o książce z delikatnością dotykającą właśnie tematu zdrowia psychicznego – Tak jest okej autorstwa Niny LaCour.
Tak jest okej to jedna z tych historii, które nie wybuchają przesadnym dramatyzmem i nie krzyczą z każdej możliwej strony fabularnymi zwrotami akcji. Ona raczej po prostu milczy, cicho i konsekwentnie opowiadając o tym, co boli najbardziej – o samotności, o żałobie, ale i o próbie zrozumienia samej siebie, kiedy świat zdaje się być zdecydowanie zbyt głośny, a z kolei serce – zbyt ciche. Główna bohaterka, Marin, postanawia uciec. Ale nie z domu, a od tego, co zawsze próbuje nas dogonić. Jest to przeszłość, są to ludzie, ale i jest tym wszystko to, co natrętnie przypomina o bólu. Marin zostaje sama, w pustym akademiku, kiedy inni studenci wracają do swoich domów na święta. To jest ta chwila, w której zaczyna się proces nie mający nic wspólnego z wielkimi decyzjami, a raczej z powolnym godzeniem się z tym, co było.
LaCour w Tak jest okej pisze w sposób naśladujący szept. Jej język jest bardzo miękki, plastyczny, pełen niedopowiedzeń. Ale właśnie w tym tkwi jego siła. Autorka nie mówi wprost o traumie czy o depresji, ale czuć je wyraźnie między wierszami – w sposobie, w jaki Marin waha się przed odebraniem telefonu, w tym, jak próbuje udawać, że tak jest okej. Choć czytelnik już wie, że nie jest. To książka o tym, jak trudno przyznać się do cierpienia, o tym, jak bardzo boimy się przyznać do własnej kruchości.
Spotkanie Marin z Mabel, dawną przyjaciółką, która przyjeżdża ją odwiedzić, staje się punktem zwrotnym. Dzieje się tak nie dlatego, że nagle w cudowny sposób wszystko się naprawia, ale dlatego, że ktoś wreszcie odważa się usiąść naprzeciw bólu i przed nim nie ucieka. W ciszy, w rozmowach i w spojrzeniach pełnych żalu, miłości i niedopowiedzeń, kryje się coś, czego nie można nazwać inaczej – to po prostu prawda. Czasem naprawdę wystarczy, że ktoś po prostu zostanie. Nie naprawi, tylko w pełni zrozumie i zwyczajnie będzie.

Tak jest okej to historia o tym, że nie trzeba „być okej” cały czas – w życiu można się pogubić, zniknąć, milczeć. A i tak wciąż zasługuje się na miłość. Jest to książka o cierpiących po cichu ludziach. O tym, jak bardzo potrzebujemy nauczyć się mówić o bólu bez wstydu. W świecie oczekującym od każdego nieustannej siły, Nina LaCour przypomina, że odwaga często wygląda zupełnie inaczej, niż sobie ją wyobrażamy. Jest to zrobienie herbaty po ciężkim dniu czy odebranie telefonu lub pozwolenie na to, by ktoś nas przytulił.
Czytając Tak jest okej miałam wrażenie, że dotykam naprawdę niezwykle intymnej historii. Jakby autorka otwierała drzwi do cudzej samotności tylko i aż po to, aby czytelnik mógł zobaczyć w książce kawałek samego siebie. W końcu każdy z nas nosi w sobie coś, o czym trudno mówić. Coś wymagającego zrozumienia, a nie czyjejkolwiek i jakiejkolwiek oceny. Właśnie dlatego Tak jest okej jest książką tak potrzebną – szczególnie takim dniu, jak wczorajszy, który przypomina, że zdrowie psychiczne wcale nie jest słabością, a częścią człowieczeństwa.
Tak jest okej to książka, która nie krzyczy by mówić o ogromnym znaczeniu. Ona uczy empatii, akceptacji i tego, że czasem najważniejsze słowa są tymi najprostszymi. Jestem, słucham, rozumiem. Czasem właśnie tylko tyle potrzeba, by może pomóc komuś przetrwać kolejny dzień.
Wydawnictwo: Wydawnictwo Marginesy
Fanka znaków prozodycznych zarówno w tekstach, jak i w życiu. Umiem robić frytki na wodzie. W czasie wolnym myślę o tym, jak przejąć kontrolę nad światem nie wychodząc z łóżka.
