Else (2024)

Mieliście kiedyś ten stan po przesadzeniu z narkotykami, że czuliście jedność z fotelem bądź ławką, na których siedzieliście? Ten wyczuwalny moment „zabetonowania” kiedy stopy wydają się na stałe zlepione z podłożem, a ciało zatapia się w siedzisku. Lubię to uczucie, jest dla mnie kojące i przyjemne, nigdy nie pomyślałbym, że może stać się pomysłem wyjściowym do postpandemicznego body horroru. I to takiego, który bardziej celuje w artystyczną awangardę niż rozbicie banku wraz z niedzielnymi fanami kina grozy!

Na Else Thibaulta Emina czekałem bardzo, bo niemiłosiernie intrygują mnie właśnie takie horrory, które obierają dość absurdalny kierunek i z jego pomocą tworzą mroczną, prowokującą do refleksji alegorię problemów naszego własnego świata. A tutaj od pierwszych zapowiedzi rozbrzmiewało echo pandemii COVID-19 i kwarantanny, jaka spotkała większość część społeczeństwa. Nie trzeba być historykiem kina, by wiedzieć, że dla horroru kodem źródłowym zawsze były kolektywne lęki, mniejsze czy większe.

Swoją drogą film jest rozwinięciem krótkiego metrażu Emina z 2007 roku o tym samym tytule, który rozwinięty do właściwego czasu trwania i obrośnięty kontekstami, jakie przyszły z czasem, stał się pełnoprawnym dziełem, sztuką w nowoczesnej galerii, która w sposób wymowny, często transgresyjny i prowokacyjny kontestuje naszą rzeczywistość. Dlatego też od razu zwracam się do tych, którzy oczekują standardowego podejścia do kina, zwłaszcza grozy, to nie jest tytuł dla Was.

Wyobcowany społecznie Anx (Matthieu Smapeur) budzi się po jednorazowej przygodzie z hipsterską, artystyczną duszą Cass (Édith Proust). Wbrew oczekiwaniom Anxa, w przededniu globalnej pandemii zaczyna rozkwitać ich pełen namiętności romans. Ale to, co nadchodzi, nie jest zwykłą epidemią wirusa grypy. Nowa choroba zaczyna rozprzestrzeniać się na całym świecie, powodując, że ludzie łączą się z przedmiotami, z którymi zbyt długo mają kontakt. Gdy Cass z Anxem stara się bezpiecznie spędzić kwarantannę w swoim mieszkaniu, klaustrofobia i paranoja zaczyna paraliżować cały budynek.

Brzmi co najmniej intrygująco, nie? Sam pomysł na wirus, który dosłownie zlewa ludzkie ciało z fotelem, meblami czy chodnikiem na ulicy ma w sobie coś groteskowo niepokojącego. Wyobraźcie sobie scenę, kiedy budząc się rano, nie możecie oderwać się od łóżka, ponieważ Wasza skóra coraz bardziej zatapia się w materiale jego poszycia. I tak głębiej i głębiej, aż w końcu jedyne, co z Was zostanie, to struktura twarzy praktycznie wtopiona w materiał, z którym obcowaliście. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie ma na tę dziwną przypadłość lekarstwa, bo od czego zacząć w ogóle jego poszukiwania?

Dlatego też nie będę ukrywał, jako horror, szczególnie cielesny, Else działa na mnie z oczekiwanym skutkiem, wzbudzając mieszankę lęku i obrzydzenia. Ale pod względem estetyki film ten ma do zaoferowania nieco więcej. Odważnie, kolorowe wnętrza mieszkania Anxa, wyglądają jak coś wyjęte z filmów Pedro Almodovara. Budynek mieszkalny staje się postacią samą w sobie, gdy para zostaje uwięziona w jego murach. Ponieważ Else skupia się na Anxie i Cass, szkoda jednak, że żadna z postaci nie zostaje bardziej pogłębiona, zwłaszcza Cass. Jest szorstką karykaturą, która nigdy nie daje się poznać jako postać w pełni trójwymiarowa. Powinniśmy czuć niepokój i angażować się w ich związek, ale tak naprawdę na tym polu nie ma komu kibicować.

No i gdybym jednak miał już na coś narzekać najbardziej, to jednak bolą mnie te wszystkie wstawki wykreowane za pomocą narzędzi AI. Rzucają się w oczy i po prostu nie są godne czegoś tak awangardowego, autorskiego i, nie bójmy się tego powiedzieć, artystowskiego, jak dzieło Thibaulta. Jednak to jest chyba już znak naszych czasów i musimy się do tego po prostu przyzwyczaić, w końcu granica między sztuką a technologią już dawno się zatarła. Ale dość już rozważań na temat sztuki i sztucznej inteligencji, bo jednak Else ma do zaoferowania o wiele więcej, niż te kilka slopów.

Okej, wracając, czy film Thibaulta powinien podobać się tym wszystkim kinowym hipsterom, którzy lubią, jak twórca wprost mówi, że jego dzieło to „sztuka, awangarda, społeczny komentarz i eksploatacja w jednym”? Oczywiście, że tak! I wiecie dobrze, że tego typu produkcje działają na mnie jak płachta na byka, ale tutaj wygrał przede wszystkim intrygujący, wchodzący dosłownie pod skórę pomysł. A tego od kina grozy chyba oczekuję najbardziej. Polecam, choć jak pisałem, może być to dla przeciętnego widza dość trudny seans do przebrnięcia.

Oryginalny tytuł: Else 

Produkcja: Francja/Belgia, 2024

Dystrybucja w Polsce: BRAK

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *