Ministranci (2025)

Kino ma taką moc, że potrafi udowodnić mi, jak małostkowym człowiekiem jestem i jak niewiele wiem o świecie. Całe moje świadome życie spędziłem w przekonaniu, że na czymś tak archaicznym oraz wykluczającym, jak system wierzeń oparty na chrześcijaństwie, nie da się zbudować jakiegoś uniwersalnego poczucia społecznej sprawiedliwości, prowadzącego do wdrożenia systemu redystrybucji dóbr.

Spotkałem się gdzieś ze stwierdzeniem, że Ministranci Piotra Domalewskiego to nasza polska odpowiedź na hitowy serial Stranger Things (2016-25). Zupełnie tego nie rozumiem, bo prócz faktu, że głównymi bohaterami są tutaj młodzi chłopcy, nie widzę ani cienia podobieństwa. I powiem Wam szczerze, że trochę szkoda, bo też na film Domalewskiego szedłem raczej nastrojony na coś lżejszego, może nawet komediowego. Dostałem jednak coś, na czym ze dwa razy musiałem powstrzymać łzy.

Nie wiem czy to dobrze przyznawać się do takich rzeczy w moim wieku, ale co się dziwić, skoro produkcja ta porusza się po całym spektrum bliższych i dalszych mi patologii. Walczyć z nimi próbuje grupa nastoletnich ministrantów, sfrustrowana obojętną postawą Kościoła wobec niesprawiedliwości społecznej. Chłopaki postanawiają wdrożyć w życie autorski, dość nietypowy plan odnowy moralnej.

Uzbrojeni w młodzieńczy bunt i własną interpretację Pisma Świętego zakładają podsłuch w konfesjonale, aby lepiej poznać mieszkańców osiedla, na którym spędzają całe życie. Schowani za błękitnymi kominiarkami i z ambicjami, stają się sędziami w swoim małym świecie, pomagając potrzebującym i wymierzając kary za grzechy. Jednak ich misja zamienia się w niebezpieczną grę, a chłopcy, stosując własny, idealistyczny kodeks honorowy, zaczynają balansować na cienkiej granicy między dobrem a złem.

O tym, w jak rozwarstwionym społeczeństwie żyjemy, napisano już wiele książek i opracowań naukowych. Ale jaki jest sens ich czytania, skoro samemu operuje się na społecznych nizinach jako osoba wykluczona ekonomicznie i źródło wszelkich problemów nie da się nie widzieć gdzie indziej, jak w najbardziej zbrodniczym systemie świata – kapitalizmie. Dlatego też bardzo na plus zaskoczyło mnie, jak Domalewski zmienia wartość tych przecież krzywdzących dogmatów Kościoła Katolickiego na sztandary walki o jakieś kolektywne dobro. Przeciwko tym, którzy kapitał posiadają (tutaj w postaci chciwego księdza o twarzy Tomasza Schuchardta) i dla tych, którzy przez tych właśnie posiadaczy zostali wykluczeni.

A wykluczenie w Ministrantach to życiówka na pełnej. Wiadomo, aby nadać wszystkiemu faktury filmowej materii, spektrum społecznych problemów zostało tutaj skondensowane do jednej parafii. Mamy zatem klasyczną przemoc domową ze strony przyjmującego co niedziela Komunię ojca, są ludzi w kryzysie uzależnienia od alkoholu, matka jednego z chłopięcych bohaterów mierzy się z depresją i załamaniem na rynku pracy, a rodzicie innego to typowi przedstawiciele klasy wyższej, którzy nie rozumieją trudów ludu pracującego. By tego wszystkiego było mało, nad wszystkim unosi się widmo wojny, do której chcąc nie chcąc pewnie niedługo czynnie dołączymy.

Krajobraz Polski B, wyniszczanej przez zdobycze tak zwanego wolnego rynku i zamieszkałem przez zblazowanych ludzi, dla których jedyne spotkanie z jakąkolwiek kulturą, to niedzielna msza, potrzebuje ikony Robin Hooda. Postaci z gminu, takiej, dla której wartością samą w sobie jest akt pomocy, nie zaś profity zgromadzone wokół niego. Ten główny trzon fabuły bardzo zgrabnie przeplata się z osobistymi historiami chłopaków, ich rodzin i ludzi wkoło. Bardziej niż w fantazyjne Stranger Things film uderza w tony mojego kochanego Stań przy mnie (1986), który paradoksalnie stanowił jedną z wielu inspiracji hitu Netflixa. Ale wiecie, o co mi chodzi, o ten powrót do tych beztroskich czasów, a raczej dni, które poprzedzają wielkie zmiany w życiu. Każdy z nas miał takie wakacje.

Bardzo zatem jestem rad, że w Polsce ktoś chce robić kino społecznie zaangażowane, ale jednak mocno zakorzenione w konkretnych gatunkach, nie bojąc się przedstawić widowni znanych tematów w całkiem nowej, dla wielu pewnie kontrowersyjnej formie. Dla mnie jednak w Ministrantach nic zdrożnego nie ma. Ba! Powiedziałbym nawet, że osoby szczerze wierzące znajdą w nim pewne katharsis, moment oczyszczającego odcięcia prawdziwej istoty wiary od ziemskich pokus. W końcu Jezus oddał życie za nieznanych mu bandytów, a Wy możecie swoich ziomków na policji sprzedawać?

Oryginalny tytuł: Ministranci

Produkcja: Polska, 2025

Dystrybucja w Polsce: next-film.pl

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *