Wcielenie (1982)

Małżeństwo przeważnie niekorzystnie wpływa na zdrowie człowieka. Zwłaszcza mężczyzny. Ale kobiety również. Problemy zaczynać się mogą już na wczesnym etapie, a dokładnie mó- wiąc to podczas podróży poślubnej. Dobitnie przekonali się o tym bohaterowie amerykańskiego horroru pod tytułem Wcielenie w reżyserii Philippe’a Mory z 1982 roku.

Oryginalny tytuł tego dzieła brzmi The Beast Within, czyli nie do końca tak samo, jak polski oficjalny odpowiednik. Nasza wersja to taki bardziej skrót myślowy. Trafniejszą nazwą mogłoby być, chociażby Bestia wcielona lub coś w ten deseń. Nie zmienia to ogólnie faktu, że film porusza kwestie głęboko skrywanych rodzinnych tajemnic. Robi to w akompaniamencie swojskich klimatów amerykańskiej prowincji, w otoczce gotyckiej stylistyki.

Akcja filmu rozpoczyna się retrospekcją. Oto w 1964 roku pewna młoda para jest właśnie w drodze na swój miesiąc miodowy. Jadą po ciemku. Między innymi dlatego mijają zjazd, w który mieli skręcić. Próbując zawrócić, grzęzną w błocie. Pan młody udaje się zatem na piechotę na pobliską stację benzynową po pomoc. Panna młoda Caroline (Bibi Besch) zostaje w aucie z psem. Ponieważ jest to jednak horror, to musi z niego wysiąść i udać się z psem w krzaki.

Tam staje się obiektem ataku nieznanego napastnika, który ją zapładnia. Siedemna- ście lat później para jest już dojrzałym małżeństwem, które dorobiło się nastoletniego syna. Niestety ten zaczyna podupadać na zdrowiu. Lekarze nie wiedzą jak mu pomóc. Rodzice postanawiają więc powrócić na miejsce ataku sprzed lat, by być może dowiedzieć się czegoś, co pomoże uzdrowić ich syna Michaela (Paul Clemens).

Obraz w reżyserii Philippe’a Mory zalicza się raczej do tych obskurnych i zapomnianych. Nie jest na pewno powszechnie wspominany jako klasyka gatunku. I to mimo faktu, że posiada całkiem niezłą obsadę, złożoną głównie z aktorów drugoplanowych takich jak Bibi Besch, Ronny Cox, czy R. G. Armstrong. Rzemiosło stoi tu zatem na wielce przyzwoitym poziomie. I dobrze, bo w innym wypadku pewne sceny mogłyby zakrawać o śmieszność.

Na szczęście artyści zaangażowani do tego dzieła dowożą. Na szczególne słowa uznania zasługuje Paul Clemens, wcielający się w główną postać męską. Mimo że nie zrobił on wielkiej kariery, to jego występ we Wcieleniu jest na tyle udany, że zapada w pamięć. Umiejętnie tworzy on tu dwie postaci, będące w istocie wariacją na temat Dr. Jekylla i Mr Hyde’a. Bardziej niskobudżetową wersją tej klasycznej historii.

Ponieważ w oryginalnym tytule pojawia się słowo „beast”, więc mamy tu do czynienia z jakimś potworem. Podpowiada nam to logika. I rzeczywiście tak się dzieje. Czerpiąc z tradycji body horroru mamy tu do czynienia z transformacją człowieka w coś innego. I to dosłownie. Scena przemiany jest dość długa i stanowi prawdziwy punkt kulminacyjny produkcji.

Trzeba przyznać, że film może nie imponuje blichtrem, ale fachowcy od efektów specjalnych na czele z Thomasem R. Burmanem, spisali się na medal, a ich wizja potrafi jednocześnie przestraszyć, zafascynować, jak i obrzydzić. Można ją także odczytywać jako metaforyczne ukazanie przekształcenia się młodego chłopaka w mężczyznę, także w kontekście seksualnym. Jest to zatem film o niekonwencjonalnym podejściu do tematu dorastania i coming of age. Jedyny w swoim rodzaju.

Oryginalny tytuł: The Beast Within

Produkcja: USA, 1982

Dystrybucja w Polsce: BRAK

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *