
Moja relacja z serią The Hell House ICC nie należy do najłatwiejszych. Doceniam w pewien sposób pomysłowość i wykonanie pierwszej części, ale już wszystko to, co przyszło po niej, spuściłem w metaforycznym klozecie zapomnienia. Jakie zatem było moje zaskoczenie, kiedy siadając do czwartej już części, dostałem coś, co śmiało, na ten moment, mogę ogłosić najlepszym wpisem tej franczyzy (?).
Muszę jednak powiedzieć, że seria ta nie ma spójnej, czytelnej i jednolitej linii narracyjnej, w zasadzie jest jednym, wielkim bełkotem. Czwarta część o podtytule Origins, w Polsce wydana sprytnie jako 4 noce w piekle zapewne by odciąć się od niechcianego dziedzictwa, to w zasadzie prequel do całej serii, dziejący się co prawda w czasach teraźniejszych, ale jednak odnoszący się dość szczegółowo do historii feralnej posiadłości.
Film dzieje się zatem na dwóch liniach czasowych. W jednej z nich śledzimy dwójkę podcasterek badających Dwór Carmichael i historię rodziny, która mieszkała w nim w latach 80. Nasze bohaterki, które de facto są też prywatnie partnerkami, starają się odkryć, co za tragedia przytrafiła się rodzinie i w jakim sposób jest ona powiązana z historią feralnego hotelu, który tak dobrze znamy już z poprzednich filmów.
W drugiej poznajemy człowieka stojącego za maską ikonicznego już gdzieniegdzie klauna, Patricka Carmichaela (Gideon Berger). Można argumentować, kto jest prawdziwym antagonistą tej franczyzy, niektórzy powiedzą Patrick Carmichael, a niektórzy powiedzą Andrew Tully (Brian David Tracy). Prawidłową odpowiedzią jest prawdopodobnie Andrew Tully, ponieważ bez Andrew Tully’ego nie byłoby ducha klauna Patricka Carmichaela, który nawiedziłby korytarze opuszczonego hotelu Abaddon. Ale nie mówię już nic więcej na temat fabuły, bo zagmatwam jeszcze mocniej, pragnąc tylko przypomnieć, że opisywana tutaj czwórka i tak już retconuje niektóre wątki.
Powiedzmy sobie jednak szczerze, nie ma chyba widzów, którzy zasiadają do tej serii, traktując poważnie opowiadaną przez nią historię i na serio się w nią angażując. Jedyne i najlepsze, co filmy tytułujące się The Hell House mają do zaoferowania, to atmosfera. Hotel Abaddon był klaustrofobiczny i naprawdę sprawnie przerażał swoją na poły liminalną, na poły zagraconą przestrzenią. Przejście z zamkniętej przestrzeni hotelu do rozległej rezydencji jest trudnym zadaniem, jednak Stephen Cognetti doskonale dostosowuje się do otwartej scenerii i nadal tworzy opresyjny klimat zaszczucia. Efekt ten wzmacnia prosty trik, ponieważ twórcy nie pokazują nam od razu całej rezydencji, trzymając nas z początku w kilku pokojach, niby niewolników.
Najważniejsze jednak, że czwarte The Hell House działa jako atmosferyczny horror i potrafi rzeczywiście przestraszyć. Choć może strach to za duże słowo, ale sprawnie wprowadza widza w ten porządny stan niepokoju. Czy to wyłaniające się na końcu korytarza niewyraźne sylwetki, czy zalewające cały ekran rozwrzeszczane mordy – Cognetti ma te wszystkie narzędzia wypracowane na przestrzeni poprzednich filmów i wykorzystuje je w zdecydowanie dojrzalszy sposób.
Pamiętacie klaunów, którzy tak mocno zdefiniowali estetycznie oryginał? Tam były elementem wyposażenia komercyjnego domu strachów, więc bałem się trochę, jak uda się je wpleść do scenariusza tak innego dalekiego od Hotelu Abaddon. A powiedzmy sobie szczerze, posiadanie przerażających kukieł klaunów poruszających się samodzielnie w środku nocy jest dla twórcy porządnym materiałem do nakręcenia horroru, docierającym prosto do korzeni naszego kolektywnego strachu. Uczynienie z nich głównej gwiazdy serii było najmądrzejszym posunięciem, jakie może wykonać jej twórca. Klauni nie są już tylko klaunami, dzięki czwartej części są częścią większej mitologii Piekielnego Domu.
4 noce w piekle to bardzo potrzebny powiew świeżego powietrza do zatęchłego niczym korytarze Abaddon serialu znanego jako The Hell House ICC. Nie mogę też nie odnieść wrażenia, że jest to na swój sposób zresetowanie kanonu, w którym gubi się już chyba sam jego pomysłodawca, z poziomu meta i nakierowanie całej historii w stronę nowych wątków, zastępujących wszystkie tamte bzdury, które ewidentnie nie wypaliły. Nie jest to jednak nic tak dobrego, że z uśmiechem na ustach polecałbym wszystkim fanom kina grozy. No nie, to wciąż rozrywka bardzo niskokaloryczna, którą tak naprawdę ratuje tylko to, że reprezentuje się na tle bardzo słabego dziedzictwa.
Oryginalny tytuł: Hell House LLC Origins: The Carmichael Manor
Produkcja: USA, 2023
Dystrybucja w Polsce: filmboxplus.com

Częściej słońce, rzadziej deszcz. Entuzjasta kultury wszelkiej, bo przecież nie ma piękniejszej interakcji międzyludzkiej, jak przekazywanie sobie emocji.
