
Słynny myśliciel Conan Barbarzyńca został kiedyś zapytany „Co jest najlepsze w życiu?”. Odparł, zgodnie z prawdą, że zmiażdżenie swoich wrogów. Każdy spragniony gwałtu supersamiec to potwierdzi. Nie ma nic lepszego niż łamanie kości i roztrzaskiwanie czaszek przeciwników, w dodatku w imię słusznej sprawy. Z takiego założenia zdaje się, wychodził również niejaki Buronson, czyli Yoshiyuki Okamura.
Był on twórcą mangi znanej w Japonii jako Hokuto no Ken, a na świecie jako Fist of the North Star. Jak to często bywa z popularnymi mangami także i ta przetransformowana została na język filmu. Wpierw na serial telewizyjny, a później na pełnometrażowy film pod tym samym tytułem, który wydany został w 1986 roku. Od tego czasu powstało wiele wersji tej opowieści oraz różnych spin-offów, lecz ja chciałbym się skupić na tej pierwszej wersji. O nakręconej w latach 90. odsłonie aktorskiej nie warto wspominać, ponieważ pozostawiała ona wiele do życzenia.
Akcja produkcji przenosi nas w czasy po wielkiej wojnie nuklearnej. Świat przyszłości jest doszczętnie zniszczony, brudny, pozbawiony nadziei, oraz niebezpieczny. Główne zagrożenie grozi zwykłym ludziom ze strony różnych gangów oraz samozwańczych watażków, którzy terroryzują wyludnione pustkowia w poszukiwaniu łupów bądź zwykłej rozrywki. Ziemie te przemierza jednak ktoś, kto zamierza dzielnie stawić im czoła, nawet w pojedynkę.
Jest nim wojownik Kenshiro, którego tajną mocą jest znajomość starodawnej i śmiercionośnej sztuki walki zwanej Hokuto Shinken. Dzięki niej potrafi on pokonać każdego wroga w walce wręcz. Potrafi to robić w sposób wielce efektowny oraz krwawy. Jego sekretem jest wiedza na temat tak zwanych ukrytych punktów na ciele człowieka, które po odpowiednim uderzeniu skutkują poważnymi obrażeniami, czy też nawet śmiercią.
Zobacz zwiastun poniżej:
Krótko mówiąc, człowiek po otrzymaniu takiego ciosu po paru chwilach dosłownie eksploduje. Jeśli dostanie taki cios w głowę, to wybucha ona niczym arbuz, rozłupując się na wiele części. Film, w przeciwieństwie do serialu, był podobnie jak manga bardzo dokładny w ukazywaniu tychże sytuacji. A że według twórców postapokaliptyczny świat aż roi się od zbirów, to trup ściele się tu gęsto, a Kenshiro ma wiele okazji do wykorzystania swoich wyjątkowych umiejętności w praktyce.
Fist of the North Star to zatem rozrywka z rodzaju tych męskich tzn. takich, które przemawiać raczej będą do męskiej części widowni wychowanej na kreskówkach z lat 80. oraz filmach sztuk walki z Bruce’em Lee na czele. Odwołuje się bowiem do dość prymitywnych instynktów. Fabuła opiera się tutaj wprawdzie na poszukiwaniach przez bohatera swojej ukochanej, ale jest to tylko pretekstem do ukazania kolejnych scen walki z coraz to nowymi przeciwnikami.
A są oni z każdym kolejnym pojedynkiem coraz bardziej groteskowi. Zresztą sam Kenshiro także wygląda momentami jak jakiś przypakowany mutant. Wystarczy spojrzeć na plakat filmu, by stwierdzić, że jego ręce nie przypominają ludzkich i są poważnie przerysowane. A jeśli już przy kresce jesteśmy, to jest ona oczywiście typowa dla anime tego typu. Można ją jednak wyróżnić ze względu na wyrazistość oraz surowość. Na szczęście ruch postaci jest najczęściej płynny i nie widać żadnych obsuw. Obraz jest zatem porządnie wyprodukowany. Można go przyrównać do drugiego Mad Maxa (1981).
Tam również szlachetny bohater rzucał wyzwanie hordom zdeformowanych ludzkich abominacji. Różnica jest głównie taka, że w Hokuto no Ken protagonista porusza się na własnych nogach, oraz że w starciu ze zwykłymi przeciwnikami jest praktycznie niezniszczalny. Tylko inni adepci sztuki Hokuto Shinken są w stanie mu realnie zagrozić. I właśnie starcia z nimi, niczym z kolejnymi bossami w jakiejś grze, są wisienką na torcie produkcji. Czeka się na nie z utęsknieniem, ponieważ są one efektownym zwieńczeniem kolejnych etapów wędrówki bohatera.
Oryginalny tytuł: Hokuto no ken
Produkcja: Japonia, 1986
Dystrybucja w Polsce: BRAK

