
Boże Narodzenie to okazja równie dobra, jak każda inna do raczenia ludzi scenami różnorakiego mordobicia. Na przestrzeni lat dostaliśmy chyba wszystkie możliwe opcje i kombinację horrorów spod znaku slashera. Każda okazja jest dobra, by ukazać na ekranie krwawą jatkę, w której jakiś złoczyńca dziesiątkuje naiwnych obywateli.
Każde święto, każda tradycja, czy też każda postać może stanowić punkt wyjścia dla sekwencji efektownych zabójstw. Nie inaczej jest ze wspomnianym Bożym Narodzeniem. Jednym z jego symboli, przynajmniej za oceanem, jest pospolity bałwan. Gdy połączymy te dwa elementy powstanie nietypowa kombinacja. Dobrą okazją do przekonania się, czy ma ona jakiś sens jest pochodzący z 1997 roku amerykański obraz zatytułowany Jack Frost w reżyserii Michaela Cooneya.
Jack Frost to nie jakaś randomowa nazwa. To imię i nazwisko głównego antagonisty filmu o takim właśnie tytule. Warto tu przy okazji nadmienić, że nie chodzi o komedię familijną Jack Frost (1998) z Michaelem Keatonem w roli głównej. Nie, tutaj mamy do czynienia z seryjnym zabójcą, który zabija ludzi na śmierć. Początkowo wydaje się nieuchwytny, lecz w końcu organom ścigania udaje się go złapać.
Dokonuje tego niejaki szeryf Sam Tiler (Christopher Allport). Jack (Scott MacDonald) poprzysięga mu zemstę, niezależnie od okoliczności. Podczas transportu na egzekucję dochodzi do wypadku drogowego, w wyniku którego Jackowi udaje się uciec. Pech chce, że furgonetka, jaką jest przewożony, zderza się z wozem wiozącym eksperymentalną substancję chemiczną. W wyniku kontaktu z nią DNA Jacka zostaje połączone ze śniegiem. Jack staje się morderczym bałwanem.
Zobacz cały film poniżej:
Jack Frost został pomyślany jako horror komediowy. I rzeczywiście ma to sens. Sam główny zamysł filmu jest dość niedorzeczny i trudno byłoby go traktować poważnie. Główny twórca dzieła Michael Cooney postanowił zatem pójść w humor. Nie jest to niestety dowcip zbyt wysokich lotów. W zasadzie to jest raczej umowny.
Główną cechą wyróżniającą produkcję są one-linery bałwana Jacka. Niektóre z nich są lepsze, niektóre gorsze, ale ogólnie brak nieco jakiegoś jednego, czy dwóch bardziej pamiętnych, czy charakterystycznych. Jeśli zatem idzie o wartości komediowe, to przynajmniej jak na mój gust, obraz nieco kuleje w ten sferze.
A co zatem z innymi motywami? Czy film straszy lub w jakimś stopniu szokuje? Trudno tu mówić o prawdziwym straszeniu. Wszystko jest wiadome od początku i nie ma żadnej tajemnicy, czy atmosfery grozy. O wiele bardziej wyczuwalne są zimowo-świąteczne klimaty. W tej kwestii obraz sprawdza się w sam raz. Sceny zabójstw nie są wprawdzie zbyt krwawe, ale na pewno nie można im odmówić szczypty oryginalności.
Bałwan Jack posiada wiele specjalnych mocy, jak strzelanie lodowymi kolcami, i jest praktycznie nieśmiertelny. Cecha ta jest umiejętnie wykorzystywana w trakcie seansu. Najważniejsze jednak, że film i jego twórcy nie traktują swojego dzieła poważnie, a raczej starają się bawić, tym co robią. Dzięki temu dostajemy pozycję lekką i łatwą w odbiorze, która stanowić może miłą odmianą, dla widzów, którzy mają już serdecznie dość kolejnego seansu Kevina.
Oryginalny tytuł: Jack Frost
Produkcja: USA, 1997
Dystrybucja w Polsce: apple.com

