
Nawet ja, osoba na co dzień omijającą kino grozy szerokim łukiem, jestem świadom tego, jak bardzo innowacyjny dla gatunku był pierwszy Dziwak (2014) Patricka Brice’a i Marka Duplassa. Zaryzykowałbym nawet, że jest to jedno z najbardziej kreatywnych połączeń smoliście czarnej komedii z wyrywającym ze strefy komfortu horrorem, jakie kiedykolwiek oddano nam w nasze ręce! A dziś, ponad 10 lat od premiery tego przełomowego filmu, możemy oglądać jego serialową kontynuację.
I wiecie co? Nie będę Was trzymał w niepewności, to wciąż rzecz wybitna. Jest to szczególnie dla całego serialu znaczące, bo w końcu mamy do czynienia z historią, która opiera się na ciągle na tym samym, bardzo prostym założeniu, w którym psychopatyczny morderca morduje mniej lub bardziej przypadkowe osoby, poprzedzając ich zgon serią brutalnych, psychofizycznych tortur. No nie jest to lekka w odbiorze rzecz.
Jestem przytłoczony kreatywną potęgą Brice’a i Duplassa, bo jak przystało na serial antologiczny, każdy epizod to odklejona od poprzedniego, zupełnie autonomiczna historia. Inna ofiara, inny sposób na zrujnowanie jej dobiegającego końca żywota i nieco inny, tytułowy Dziwak. Na szczęście twórcy potrafią niczym za dotknięciem magicznej różdżki uczynić każdy z odcinków wyjątkowym doświadczeniem. To się nazywa prawdziwa sztuka!
To, co jednak różni na pierwszy rzut oka drugi sezon serialu od tego, co widzieliśmy poprzednio, zwłaszcza w dwóch, pełnometrażowych filmach, to fakt, że Duplass wcielając się w ikoniczny już czarny charakter, nie popada w taką groteskę, jak było to wcześniej. W zasadzie powiedziałbym, że głównym motywem tego sezonu jest manipulacja i oszustwo, przejawiająca się w próbach wybrnięcia z rąk organów ściągania lub narzucenia swojej pokręconej wizji świata ofierze.
Jednak znamiennym dla serii jest również jej wyjątkowy humor. Ten jest zaskakująco uzależniający. Josef, grany przez Duplassa, zawsze był łajdakiem-śmieszkiem w średnim wieku, tutaj ta passa zostaje utrzymana. Pierwszy odcinek, w którym Josef konfrontuje się ze swoim naśladowcą granym przez Davida Dastmalchiana, jest genialnym sposobem na podważenie oczekiwań, jednocześnie je podsycając. Jeden z kolejnych, ten z Robertem Longstreetem inspirowany Piłą (2004), jest równie komiczny, ponieważ Josef obserwuje, jak jego ofiara gubi się w przygotowanych przez niego wskazówkach.
Duplass wykorzystuje dualną naturę swojego bohatera, grając zarówno na jego niedojrzałości, jak i dosadności. Josef uwielbia bawić się swoimi ofiarami, a wcielający się w jego postać aktor potrafi doskonale sprzedać to swoją osobliwą prezencją. To obraz dziecka zamkniętego w ciele dorosłego mężczyzny, który uwielbia traktować niewinnych ludzi siekierą po głowie. Dodatki w postaci wspomnianego Dastmalchiana, Longstreeta czy prywatnie żony Marka Duplassa, Katie Aselton, nadają temu nieco gwiazdorskiego sznytu, ale wszystko pozostaje wciąż w najbliższej prostemu człowiekowi stylistyce mumblecore.
I szczerze uwielbiam, jak skuteczne jest to minimalistyczne podejście do tworzenia filmów. Nie ma wielkiej ekipy, dużej obsady, różnorodnej muzyki ani praktycznie niczego więcej ponad występ Duplassa, reżyserii Brice’a i scenariusz spod pióra ich obojga. To godne pochwały, jak fascynujący jest każdy odcinek, mimo że jest produktem tak niewielu osób. Pod wieloma względami to właśnie dlatego The Creep Tapes są tak przerażające. Z większym budżetem i krzykliwymi nazwiskami w obsadzie, serial może stracić swój niepokojący realizm, poczucie, które wkrada się raz na jakiś czas, zmuszające do kontestowania tego, czy faktycznie oglądamy materiał filmowy z prawdziwymi ludźmi robiącymi te wszystkie niepokojące rzeczy.
Drugi sezon The Creep Tapes dostarczył mi wszystkiego tego, czego od niego oczekiwałem. Ba! Dał mi nawet trochę więcej. Po zakończeniu pierwszej serii bałem się, że ta formuła może mnie zwyczajnie znudzić. Jak już wspomniałem kilka razy, twórcy wychodzą na wyżyny filmowej kreatywności, nieosiągalnych dla większości ich kolegów i koleżanek z branży, oddając nam jedno z najlepszych, serialowych doświadczeń roku 2025. To jedna z tych rzeczy, która udowadnia, że mniej znaczy lepiej, a potęga minimalizmu jest nieopisana!
Oryginalny tytuł: The Creep Tapes
Produkcja: USA, 2025
Dystrybucja w Polsce: BRAK

Częściej słońce, rzadziej deszcz. Entuzjasta kultury wszelkiej, bo przecież nie ma piękniejszej interakcji międzyludzkiej, jak przekazywanie sobie emocji.
