
Gatunek komedii to możliwe, że i najtrudniejszy rodzaj filmowy. Zwłaszcza w dzisiejszych czasach trudno jest rozśmieszać ludzi w taki sposób, aby nikt się nie obraził. Komedie nadal powstają, ale szczerze to jak tak sięgnąć pamięcią, to trudno wskazać jakąś godną polecenia pozycję. Nie ma żadnych nowych serii czy pojedynczych filmów, które byłyby naprawdę śmieszne. Szczerze to wszystkie najmilej wspomniane przez widzów komedie są już dość leciwe.
I w sumie nic dziwnego. Kręcenie tego typu produkcji jest ryzykiem, ponieważ nigdy nie wiadomo czy uda się wstrzelić w obecne gusta. Co zatem zrobić? Warto może sięgnąć do przeszłości, po poniekąd sprawdzone już patenty i spróbować zaadoptować je do nowych realiów. Próby takiej podjęli się twórcy nowej brytyjskiej produkcji zatytułowanej Wujowy dwór, pochodzącej z 2025 roku.
W centrum produkcji znajduje się tytułowy „Wujowy dwór”, czyli „Fackham Hall”. Jest on od wieków własnością rodu Davenportów. Pech chce, że nie dysponuje on żadnym męskim spadkobiercą. Grozi to tym, że rodzina straci posiadłość i przejdzie ona w ręce w najmniej sympatycznego członka rodziny. Głowa rodu Humphrey (Damian Lewis) wraz z małżonką Prudence (Katherine Waterston) stara się wyswatać najpierw jedną, potem drugą córkę, z tym osobnikiem.
One jednak marzą o prawdziwej miłości. Tymczasem pewien sympatyczny złodziejaszek Eric (Ben Radcliffe) dostaje zlecenie. Ma dostarczyć Lordowi Davenportowi tajemniczy list. Na miejscu jednak w wyniku pomyłki zostaje wzięty za kandydata na hall boya i zatrudniony, zapominając o przekazaniu rzeczonej wiadomości.
Wujowy dwór bazuje na pomysłach, które powinny być znane starszej widowni i miłośnikom klasycznego brytyjskiego humoru. Mamy tu sporo elementów slapsticku, co jest przecież odwołaniem do początków komedii. Nie ma tu wprawdzie tak karkołomnych gagów, jak w kinie sprzed wielu dekad, ale warto odnotować kilka udanych momentów.
Oprócz tego w filmie występuje sporo żartów słownych. Już sam tytuł pełni taką funkcję. Najwięcej radości dostarczają tu chyba teksty wikarego, który notabene grany jest przez jednego z autorów scenariusza, czyli znanego komika Jimmy’ego Carra. Nie wiem, czy jest to jakaś wielka wada, ale twórcy nie zrezygnowali także z kilku dowcipów o naturze kloacznej. Na szczęście można je policzyć na palcach jednej ręki.
Wujowy dwór powstał jako parodia wielce popularnych seriali kostiumowych typu Downton Abbey (2010-15) i Gosford Park (2001). I można takiemu pomysłowi tylko przyklasnąć. Każda okazja jest dobra, by w krzywym zwierciadle ukazać nieco nadętych wyższych sfer. Parodia filmowa umarła już dawno temu, ale jak widać, nadal można ją tworzyć na odpowiednim poziomie.
Ważne, by umiejętnie dobrać materiał źródłowy. Pozorna powaga jest zachowana, a żarty przekazywane są tu w chyba najlepszy możliwy sposób, czyli z kamienną miną. Jak widać, w Wielkiej Brytanii nadal istnieją ludzie, którzy mają sporo dystansu do własnej historii oraz samych siebie. Dzięki temu dostaliśmy jak na współczesne warunki, w miarę oryginalną propozycję, będącą na pewno jakąś alternatywą dla bardziej mainstreamowych komedii.
Oryginalny tytuł: Fackham Hall
Produkcja: Wielka Brytania, 2025
Dystrybucja w Polsce: kinoswiat.pl

