The Last of the Vikings (1961)

Zawsze już będę orędownikiem stwierdzenia, że filmy Mario Bavy trzeba oglądać zawsze i wszędzie. Koniec kropka. Może dla wielu ludzi będzie to opinia dość kontrowersyjna, ale ja nigdy nie zmienię zdania, że to najlepszy twórca kina, jakiego dała nam włoska ziemia. Dlatego też nie ma co dalej przedłużać i powtarzać frazesy, że tworzył on nie tylko horrory, ale namaścił swoim geniuszem chyba wszystkie nurtu włoskiego kina gatunku (prócz tych skrajnych oczywiście), tylko czas przyjrzeć się jego peplum w klimatach wikingowskich. A może jest to bardziej spaghetti western?

The Last of the Vikings, bo taki tytuł film nosi w anglojęzycznym świecie, wyreżyserowany został przez Giacomo Gentilomo, będąc kolejnym z wielu, który nawet Mario Bavy nie uwzględnił w napisach! Jest to oczywiście kolejny przykład na próbę eksploatacji popularności, jaką zdobyli wydani w 1958 roku Wikingowie Richarda Fleischera. Oczywiście Włosi jak to Włosi musieli zrobić to po swojemu, dając naprawdę kawał przyjemnej pulpy w pomidorowym sosie.

Film rozpoczyna się bitwą morską, po której Harald (Cameron Mitchell) i jego brat Guntar (George Ardisson) wracają do Norwegii po dziesięciu latach wędrówki morskiej, tylko po to, by odkryć, że wszyscy wodzowie Wikingów zostali zmiażdżeni pięścią Króla Sveno (znany fanom włoszczyzny Edmund Purdom). Harald poprzysięga zemstę, ponieważ tak właśnie robią Wikingowie, i zaczyna gromadzić ocalałych wojowników pod swoim sztandarem.

Tymczasem Sveno, ciągle cieszący japę ze swojego niemożliwego do zdobycia zamku, planuje zaaranżować ślub swojej siostrzenicy Hilde (Isabelle Corey) z królem Danii. Oczywiście jest to małżeństwo transakcyjne, w zamian chce otrzymać wystarczającą ilość żołnierzy, aby eksterminować pozostałych przy życiu Wikingów.

Zobacz cały film poniżej:

Nie wiem, szczerze mówiąc, gdzie leżą historyczne czy mitologiczne tropy, które wybrzmiewają w historii Haralda, ale zrzucam to karb mojej niewiedzy. Ale kogo obchodzą fakty z kart historii, skoro mamy do czynienia z historią, która tak ładnie pasuje do filmowego świata wykreowanego we Włoszech? Dlatego prócz typowych dla kostiumowego i mocno teatralnego peplum wybrzmiewają tutaj echa spaghetti westernu, a sam film, jak na produkcję o toporach i sandałach, jest wyjątkowo brutalny! To oczywiście zasługa Bavy, który zdecydowanie musiał maczać palce w tych wszystkich finezyjnych sekwencjach uśmiercania ekranowych postaci.

Jego ręka widoczna jest również w wielu scenach, które charakteryzują się tym specyficznym, lepkim wręcz i kolorowym światłem. To oczywiście wszystko przepiękne, estetyczne rzeczy, które nadają filmowi rangę czegoś bardziej wysmakowanego, niż tylko kolejny film kostiumowy praktycznie w całości realizowany na halach studia filmowego. Charakterystyczny styl Bavy osiąga swój szczyt w ostatniej, wręcz apokaliptycznej scenie batalii. Szybkie cięcia, ostre kąty kamery i szokująca przemoc to wszystko składowe, które budują poczucie triumfalnego punktu kulminacyjnego.

Gdyby się tak jednak zastanowić i skupić na innych elementach filmu, to fabuła i postacie tutaj są dość standardowe i raczej nie zaskoczą nikogo, kto niejednego „sandałowca” w życiu widział. Jedyny interesujący zwrot akcji pojawia się, gdy Harald infiltruje zamek Sveno, podszywając się pod duńskiego ambasadora, co nieco obciąża ograniczone zdolności aktorskie Mitchella. Myślę jednak, że dość umowny tak powiem, warsztat grających jest czymś, co wpisane jest już na stałe we włoską pulpę i trzeba to brać po prostu jako dobrodziejstwo inwentarza.

Chciałbym jednak zauważyć, że jest to kino raczej dla wąskiego grona odbiorców, jak w zasadzie każdy film Bavy. Z czystym jednak sercem mogę polecić The Last of the Vikings wszystkim fanom nieco bardziej brutalnego podejścia do ekranizacji świata Wikingów. Wiadomo, historycznych zgodności szukać tutaj na próżno, ale jako czysto rozrywkowe kino, naprawdę daje radę. W żadnym wypadku nie jest to klasyk, ale warto obejrzeć dla kompletowania sobie filmografii Bavy. Albo wikingowskiego peplum.

Oryginalny tytuł: L’ultimo dei Vikinghi 

Produkcja: Francja/Włochy, 1961

Dystrybucja w Polsce: BRAK

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *