Atak ludzi grzybów (1963)

Japońska wytwórnia filmowa Toho jest dobrze znana kinomanom na całym świecie. Zwłaszcza tym, którzy są fanami przygód legendarnej Godzilli oraz innych wielkich potworów niszczących miasta. Jak się jednak okazuje, wytwórnia posiada w swoim repertuarze dziesiątki innych obrazów.

Wiele z nich miało za zadanie zszokować publikę, ale na pewno nie wszystkie robiły to przy pomocy kaiju. Jednym z przykładów tej odmiennej linii studia jest pochodzący z 1963 roku filmMatango znany również jako Atak ludzi grzybów. Jest to dzieło, które wzbudzić może nawet więcej emocji, niż spotkanie z Godzillą czy Mothrą.

Film posiada kilku równorzędnych bohaterów. Przynajmniej na początku. Obserwujemy oto jak grupa, w miarę młodych ludzi, udaje się na rekreacyjny rejs drogą łodzią, która jest ponoć niezatapialna. Na pokładzie znajduje się pięciu mężczyzn i dwie kobiety. Są to ludzie wykształceni o dość wysokim statusie społecznym. Są wśród nich także artyści w postaci śpiewaczki oraz pisarza.

Na początku wszystko przypomina sielankę, lecz nagle przychodzi sztorm, który łamie maszt. Rozbitkowie zmuszeni są dryfować bez celu po oceanie. Pewnego dnia trafiają na z pozoru niezamieszkaną wyspę. Stają przed trudnym zadaniem przeżycia w miejscu, które nie oferuje wiele do jedzenia.

Przed seansem warto nie sugerować się polskim tytułem, czyli Atak ludzi grzybów. Po pierwsze Matango brzmi o wiele ciekawiej, tajemniczo i epicko, ponieważ niewiele w sumie mówi. Atak ludzi grzybów za to jest zbyt dosłowny i nie zostawia niczego wyobraźni.

Poza tym kojarzyć się może widzom z jakimś tanim creature feature z lat 50. typu Atak potwornych krabów (1957) lub Atak gigantycznych pijawek (1959), które były dość prostymi dziełami nastawionymi na szokowanie publiki nieskomplikowanymi efektami. W przypadku Matango mamy jednak do czynienia z czymś zupełnie odmiennym, gdyż napięcie jest tu budowane bardzo powoli, a pierwsze spotkanie z potworami ma miejsce dopiero po około 40 minutach seansu.

Ogólnie przez większość część czasu obraz reżysera Ishiro Hondy przypomina raczej kino psychologiczne niż typowego straszaka. Ważną rolę odgrywają tu relacje między bohaterami. To one właśnie decydują o dynamice filmu. Uwięzieni na wrogiej wyspie ludzie nie są wcale herosami. Zwłaszcza mężczyźni ostro kombinują jak tu samemu przetrwać, nawet kosztem pozostałych rozbitków. A więc knują, skradają się w nocy, okradają się z resztek jedzenia i wody, wyłudzają od siebie nawet pieniądze, mimo że w zaistniałej sytuacji na nic im się nie zdadzą.

Nie można nie wspomnieć także o kobietach i walce o nie, która z czasem przybiera coraz brutalniejszą formę. Wszyscy oni jednak i tak przegrywają tę walkę z największą pokusą wyspy. Tracą silną wolę w konfrontacji z zakazanym owocem, tracąc przy tym własną tożsamość. Powoli popadają w konsumpcyjny obłęd, który jest tu bardzo ciekawie ukazany przy pomocy wizualnych oraz surrealistycznych efektów dźwiękowych. Matango to zatem bardzo intrygujące studium ludzkiej słabości, egoizmu i przestroga przed brakiem jedności w sytuacjach ekstremalnych.

Oryginalny tytuł: Matango

Produkcja: Japonia, 1963

Dystrybucja w Polsce: BRAK

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *