Muzyka bez ryzyka, czyli fenomen piosenki środka.

Gdy byłem bardzo mały, to siedziałem głównie w domu, spędzając sporo czasu z matką rodzicielką. I ona, żeby dodać sobie otuchy, w tym czasie nieraz sobie podśpiewywała.

Były to ówczesne hity z telewizji. Wykonywane były najczęściej przez artystki płci żeńskiej w tak zwanym średnim wieku. Dzięki temu wbiły się w moją pamięć, tym bardziej że były wałkowane we wszelkich mediach. Kiedyś mama zdradziła mi, że muzyka ta, jakże dziwna, nosi nazwę piosenki środka. Czyli taka w sam raz. Nie wiem, czy jest to oficjalne określenie, Google nie był mi w stanie udzielić jednoznacznej odpowiedzi, ale kiedyś istniał taki termin i był bardziej powszechny. Określał on kompozycje niewadzące nikomu, można by rzec bezpieczne. Pozbawione wszelkich kontrowersji, czy tematów tabu. Muzyka ta pomyślana była dla wszystkich, będąc kwintesencją neutralności.

Kompozycje spod rzeczonego nurtu charakteryzowały się lekką i miłą dla ucha, niejednokrotnie chwytliwą melodią oraz tekstami na temat ogólnie mówiąc życia i jego rozterek. Brakowało w niej tego drapieżnego pazura, typowego dla mocniejszego brzmienia polskiej sceny muzycznej. Mimo tych widocznych różnic obie były podobnie popularne.

Możliwe, że środek był popularniejszy wśród starszych, a rock wśród młodych, ale ogólnie wsparcie to się wyrównywało. Obecnie i to, i to jest echem przebrzmiałej, obfitej, różnorodnej i płodnej epoki, do której nadal jednak z chęcią wraca całe pokolenie ludzi, a nawet więcej niż jedno pokolenie. Siła tej muzyki nie leży tylko w mocy nostalgii, ale także w jakości wykonania i uniwersalnym przekazie.

Jakoś tak wyszło, że piosenka środka kojarzy mi się jednoznacznie z kobietami i to nie tylko z wokalistkami, ale ogólnie. Na przykład z różnymi paniami z przedszkola albo znajomymi z pracy ojca. Były one na ogół miękkie i pachnące. Często pod płaszczykiem uśmiechu nosiły w sobie jakieś frustracje. Niepewne jutra w trudnych czasach i przede wszystkim walczące z samotnością nawet pośród bliskich, łaknące prawdziwego uczucia, tęskniące za lepszym światem.

Co w tym wszystkim najciekawsze teksty pisali im głównie mężczyźni np. Jacek Cygan. Oczywiście duże znaczenie ma tu też fakt, że piosenkę środka uprawiały głównie kobiety. Nie kojarzę wielu męskich wykonawców, których można by zakwalifikować do omawianego nurtu. No może poza Mietkiem Szcześniakiem, ale on w sumie stanowi osobną kategorię. Piosenka środka dla mnie jest kobietą i tak pozostanie już chyba na zawsze.

A któż taki właściwie zaliczał się konkretnie do grona tych wokalistek. Trochę ich było. Pierwsze z brzegu nazwiska, jakie przychodzą mi do głowy to Zdzisława Sośnicka, Halina Frąckowiak, Alicja Majewska, Anna Jurksztowicz i Urszula Sipińska. Warto też wspomnieć częściowo o Eleni lub Krystynie Prońko. To ta ostatnia przecież wylansowała najbardziej chyba „środkowy” przebój, jakim jest Jesteś lekiem na całe zło. Inne znane hity z tamtych lat to na pewno Aleja gwiazd Sośnickiej, czy Stan pogody Jurksztowicz.

Halina Frąckowiak za to ma na swym kącie dwa wielkie przeboje, Papierowy księżyc oraz Mały elf, który był dla mnie zawsze nieco tajemniczy, bo nie wiedziałem, o czym naprawdę opowiada. Wszystkie te utwory przetrwały próbę czasu i czasem lubię sobie do nich wrócić. A co się stało z piosenką środka. W pewnym sensie przetrwała w nieco zmienionej formie, a kontynuatorką jej tradycji jest, chociażby Sylwia Grzeszczak. Może jeszcze, by się ktoś znalazł, ale nie wnikam w to tak, jako że wystarczą mi klasyki sprzed lat.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *