
Każdy, kto interesuje się mordobiciem, słyszał chyba o niesławnym szympansie Travisie. Był to szympans domowy, czyli taki, który mieszkał sobie z ludźmi w domu. Właściciele traktowali go jak członka rodziny jak dziecko. Miało to oczywiście miejsce w USA, bo gdzieżby indziej mogli się znaleźć równie pomysłowi ludzie. I niby wszystko ok. Niestety pewnego pięknego dnia Travisowi coś odbiło i wpadł w szał. Miał prawo, bo był przecież dzikim zwierzęciem.
Ofiarą ataku przekarmionej bestii, dysponującej nadludzką siłą była Bogu ducha winna przyjaciółka właścicielki. Co było dalej, nie będę pisał, każdy może sobie sprawdzić. W każdym razie sytuacja ta stanowić powinna przestrogę dla każdego, kto chce trzymać dzikie zwierzę w domu, bo zawsze może pójść coś nie tak. Podobną przestrogą jest horror Szympans, który od niedawna gości w naszych kinach.
Akcja obrazu ma miejsce na Hawajach. To tam zamieszkuje pisarz Adam (Troy Kotsur) wraz z córką. Właśnie odwiedza ich druga, starsza córka Lucy (Johnny Sequoyah). Jest ona bardzo niedobra, ponieważ rzadko kontaktuje się z rodziną. Lucy przywozi ze sobą najlepszą przyjaciółkę, jej brata oraz jeszcze jedną koleżankę. Na miejscu okazuje się, że młodzi zostaną sami w domu wbudowanym w wysoki klif. Adam udaje się natomiast na podpisywanie nowej książki.
Dom zamieszkuje jeszcze jeden domownik, a mianowicie szympans Ben, nad którym badania prowadziła zmarła matka Lucy. Ben sprawia wrażenie łebskiego i potrafi komunikować się z ludźmi poprzez specjalną gadającą tablicę ze znakami. Czas mija na sielskiej zabawie. Nikt nie spodziewa się zbliżającego się zagrożenia. A powstaje ono, gdy do wybiegu Bena wkrada się zainfekowana wścieklizną mangusta.
Najgorszą częścią filmu jest zdecydowanie początek, gdy poznajemy bohaterów. To wtedy reżyser w bardzo łopatologiczny sposób próbuje nakreślić rys psychologiczny postaci. A to ktoś tam ma do kogoś pretensje, a to ktoś do kogoś czuje miętę. Wszyscy generalnie się kochają. Nie ma to w sumie większego znaczenia dla dalszej akcji. Proces ten pokazany jest bez polotu, czy głębi. Nie pomaga fakt, że aktorzy są całkowicie pozbawieni charyzmy i niczym się nie wyróżniają.
Zwłaszcza damskie postacie są do siebie zbyt podobne, nawet z wyglądu. Na szczęście, gdy zaczyna się prawdziwa akcja, wszystko to odchodzi w zapomnienie, a widza pochłania całkowicie rozgrywka. Film zapowiadał się jako typowy slashero-animal attack, lecz jest czymś więcej. Jest to bowiem coś w rodzaju filmu o oblężeniu. Bohaterowie są zamknięci na małej przestrzeni, z której próbują się wydostać. Od początku też wiadomo, kto jest odpowiedzialny za całe obecne zło.
Poświęćmy trochę uwagi szympansowi, czyli głównemu antagoniście produkcji. Jest on wyjątkowo brzydki nawet jak na małpę. Nawet zanim odbija mu szajba, jest mało sympatyczny i mało kto chciałby przybić z nim piątkę. Wraz z upływem akcji staje się prawdziwie demoniczny. Mordercze instynkty zostają wypisane krwią na jego twarzy tzn. pysku. Małpa jest w istocie facetem w przebraniu. W jej rolę wciela się Miguel Torres Umba. W sumie to mało się rusza i trudno ocenić, czy ruchy te są naturalne, jako że przez większość czasu na ekranie panuje półmrok.
W ogóle w wielu scenach nie widać w ogóle co się dzieje. Akcja w Szympansie przypomina jedną wielką szamotaninę. Na szczęście jest trochę udanych efektów gore, które wypadają przyzwoicie. Film uczy nas dwóch rzeczy, nie warto trzymać dzikich zwierząt w domu, oraz wiązać się z ludźmi głuchoniemymi. A wszystkie te badania nad naczelnymi, które mają niby udowodnić ich inteligencję, to pic na wodę. Zwierzę zawsze pozostanie zwierzęciem.
Oryginalny tytuł: Primate
Produkcja: USA, 2025
Dystrybucja w Polsce: uip.com.pl

