
Nie obchodzę Walentynek. Nie dlatego, że jestem osobą emocjonalnie i towarzysko wykluczoną, ale nawet jeśli miałbym swoją drugą połówkę, to nie widzę w tym dniu nic innego, jak tylko skomercjalizowanej szopki nakręcającej konsumpcję i nabijającej kapitał tym, którzy na miłości zwęszyli biznes. Brzmi to płytko i populistycznie, wiem, ale co poradzę, taka specyfika tego „święta”.
Nic więc szczególnie dziwnego, że mniej subtelni twórcy popkultury również widzą w tym dniu możliwość zarobku, więc do kin i na platformy VOD wchodzą mniej lub bardziej udane, filmowe przedstawienia Walentynek. Rządzą oczywiście wszelkiej maści komedie romantyczne, choć wydaje mi się, że horrory dość mocno depczą im po piętach. A co jeśli po prostu połączyć te dwa gatunki? Nakręcić rozrywkowy slasher połączony z naiwnym romansidłem?
Film opowiada o byłej studentce medycyny Ally (Olivia Holt), która z sukcesami pracuje w marketingu i zmuszona zostaje do współpracy z Jayem (Mason Gooding) przy kampanii biżuterii z motywem Walentynek. Ich spotkanie, niby biznesowe, ale nie do końca, staje się celem brutalnego morderstwa z rąk „Sercookiego” – zamaskowanego, seryjnego mordercy, który brutalnie zabija zakochane w sobie pary każdego 14 lutego.
Heart Eyes nie jest filmem, nad którym można się jakoś wylewnie pochylać. Wyreżyserowany przez Josha Rubena obraz zaczyna się jak każdy, przyzwoity i zarazem sztampowy do bólu slasher, od otwierającego morderstwa. To tutaj jest naprawdę fajnie zainscenizowane i nakręcone, dając nam poczucie, że być może otrzymamy coś więcej, niż tylko schematy i odtwórczość. I w sumie po części tak jest, bo bardziej niż horrorem, twórcy zainteresowani są mdłym, do bólu „amerykańskim” romansidłem. Bleh.
A szkoda, bo film naprawdę błyszczy jedynie wtedy, kiedy oddaje nam tego groteskowego zabójcę i możliwość oglądania absurdalnie brutalnych morderstw dokonywanych jego ręką. Na szczęście spora tego dostajemy w drugim i trzecim akcie. Jest to oczywiście głupie i tandetne, ale na swój sposób pasuje do głupkowatego tonu filmu i dostarcza jakąś tam rozrywkę. Niektóre morderstwa są wystarczająco zabawne i kreatywne, aby zadowolić fanów slasherów, jednak większość kryje się za kurtyną zachowawczości i sztampy.
Jednak jak już wspomniałem, w Heart Eyes więcej z komedii romantycznej niż horroru. I to jest chyba największa bolączka filmu, bo jest to romans tak miałki i nieangażujący, że oglądało mi się go nie tyle ze skrętem wnętrzności spowodowanym żenadą, a fizycznym bólem, że jest mi dane obcować z czymś tak… po prostu głupim. Ostatecznie nie działa to zarówno jako horror, choć tutaj wartości kalorycznej jest nieco więcej, jak i romans, który już w ogóle nie angażuje emocjonalnie, irytuje i nudzi. A to chyba najbardziej bolesne inwektywy, jakie można rzucić w stronę tego gatunku.
Znana z całkiem solidnego Totally Killer (2023) Olivia Holt jest jedną z największych atrakcji filmu, bo jest to nie tylko piękna, ale również całkiem sympatyczna kobieta. Można jej kibicować, a to już dużo jak na taki film. Mason Gooding, Devon Sawa i Jordana Brewster mają tutaj dość duże role, które dzielą ze sobą zarówno elementy kampu, jak i powagi. Sawa i Brewster grają duet detektywów, co nadaje całkiem zabawnego, komediowego sznytu, a to jest zawsze pożądane w tego typu kinie grozy. Ogólnie wszyscy zdają się świadomi tonu filmu i swoich bohaterów, nikt nie zachowuje się tak, jakby grał pułkownika Kurtza. I bardzo dobrze!
Film Rubena to w zasadzie kino dla nikogo. Fani obydwu zawartych w nim gatunków będą zażenowani, do pościeli może okazać się zbyt brutalny, a do samotnego oglądania za nudny. Serio, lepiej obejrzeć sobie jakąś sklejkę scen morderstw w nim zawartych, żeby dotrzeć do „mięsa”, bez narażania się na całą jego głupotę. Jest tylko bardziej wartościowych horrorów i komedii romantycznych, że Heart Eyes nie jest tutaj żadnym kompromisem.
Oryginalny tytuł: Heart Eyes
Produkcja: Nowa Zelandia, 2025
Dystrybucja w Polsce: primevideo.com

Częściej słońce, rzadziej deszcz. Entuzjasta kultury wszelkiej, bo przecież nie ma piękniejszej interakcji międzyludzkiej, jak przekazywanie sobie emocji.
