
Trzeba było czekać równe pięć lat od przełomowego, brutalnego i jednocześnie pięknego w swym humanizmie filmu 28 dni później (2002), aby w nasze ręce trafiła kontynuacja tej historii. Zapomnijcie jednak o artystycznym szaleństwie Danny’ego Boyle’a i ciężkim piórze Alexa Garlanda, sequel zatytułowany 28 tygodni później to już kino grozy bardziej konwencjonalne, nastawione przede wszystkim na akcję, co nie znaczy, że nie jest warte Waszej uwagi.
Reżyserski stołek oddano tutaj Juanowi Carlosowi Fresnadillo, hiszpańskiemu twórcy, który zadebiutował ciepło przyjętym thrillerem Intacto z 2001 roku. Scenariusz nie wypłynął już od geniusza, jakim jest Garland, ale od tria Enrique López-Lavigne, Jesús Olmo i Rowan Joffe. I zmiany czuć tutaj od samego początku, który w porównaniu do dość wyciszonego oryginału, jest szybki, pełen akcji i będącego u szczytu napięcia. W zasadzie dla wielu otwarcie Tygodni… stanowi najlepszą sekwencję w całej serii.
Film otwiera się grupą ocalałych ukrywających się w domku na brytyjskiej prowincji. W skład wchodzą Don (Robert Carlyle) i jego żona, Alice (Catherine McCormack). Można być nieco zdezorientowanym, patrząc na to, kiedy dzieją się te wydarzenia, ale raczej nie trudno domyślić się, że to okres, w którym zainfekowani wirusem Wściekłości wciąż grasują po Wielkiej Brytanii. Kiedy zainfekowani atakują domek, Donowi udaje się uciec, pozostawiając swoją żonę na pastwę „potworów”. Ta scena jest być może najbardziej emocjonującym momentem w filmie, wyznaczając moralne ramy na całą jego resztę.
W zasadzie właściwa część filmu rozpoczyna się po sugerowanym przez tytuł czasie 28 tygodni od wybuchu pandemii. Siły NATO odizolowały Wielką Brytanię, a zainfekowani w większości zmarli z głodu. Gdy wirus widocznie jest w odwrocie, amerykańskie siły wojskowe zaczynają repatriować brytyjskich obywateli, którzy albo byli poza Wyspami, albo którym udało się ewakuować na wczesnym etapie wybuchu pandemii. Powracający są wysyłani do bezpiecznej „Zielonej Strefy” na półwyspie otoczonym nurtem Tamizy.
Nie ma sensu zdradzać więcej historii, bo Fresnadillo i jego scenarzyści mają kilka przewrotnych asów w rękawie, które są w stanie nas autentycznie zaskoczyć. Powiem tylko, że nikt nie jest chroniony tutaj fabularną tarczą nieśmiertelności i brutalny zgon może przyjść znienacka. Na szczęście to całe bawienie się w eliminowanie kolejnych postaci nie jest tylko bezczelnym żerowaniem na naszej empatii, a stanowi element skrupulatnie tkanej narracji, konsekwentnie podnosząc stawkę i wartość ludzkiego życia. A to, w horrorze nastawionym głównie na akcję, nie jest przecież codziennością.
Warto również zaznaczyć, że nasza troska o bohaterów wiąże się też z naprawdę solidnymi występami aktorskimi. W końcu na ekranie widzimy Jeremy’ego Rennera, Rose Byrne, Harolda Perrineau i cudownego Idrisa Elbę w roli twardego, wojskowego nadzorcy. Oczywiście najwięcej kradnie tutaj Robert Carlyle w roli Dona, który przechodzi naprawdę niespodziewaną, robiącą wrażenie fabularną woltę. Tak czy inaczej, 28 tygodni później już na poziomie budowania postaci odróżnia się od swojego poprzednika. I bardzo dobrze.
Jednak takie nagromadzenie postaci może stanowić poważny problem. Po prostu brakowało mi tutaj wyraźnego, głównego bohatera. Można pomyśleć, że był nim Don, jednak w połowie filmu zostaje zainfekowany, a następnie gdzieś znika. To wtedy jego dzieci zaczynają zajmować centralne miejsce w opowiadanej historii. Tutaj wychodzi druga skaza, jaka rzuca mi się w oczy, oglądając ten sequel. Widać, że twórcy chcieli pobawić się nieco z wirusem Wściekłości, prezentując nam kolejny „etap” zakażonego. Bardziej świadomego, empatycznego, któremu mamy po prostu współczuć. I moim zdaniem wyszło to niestety dość płasko, a idealnego rozwinięcia tego konceptu doczekaliśmy się dopiero w 2025 roku i arcydziele 28 lat później.
Wciąż jednak uważam, że jest to jak najbardziej udany wpis w serii. Może dlatego, że mam jakąś słabość do patrzenia, jak zmilitaryzowane oddziały rządowe muszą sobie poradzić z jakimś abstrakcyjnym, nie do końca zrozumiałym przez ich samych zagrożeniem. Oczywiście jest to dość prosta metafora tragicznych skutków walki z wewnętrznym wrogiem, co w 2007 roku wybrzmiewało jeszcze echem 11 września, ale dla mnie to po prostu sprawnie nakręcony, rozrywkowy horror, mający na celu podnieść naszą adrenalinę. I robi to zaskakująco dobrze!
Oryginalny tytuł: 28 Weeks Later
Produkcja: Wielka Brytania/Hiszpania/USA, 2007
Dystrybucja w Polsce: disneyplus.com

Częściej słońce, rzadziej deszcz. Entuzjasta kultury wszelkiej, bo przecież nie ma piękniejszej interakcji międzyludzkiej, jak przekazywanie sobie emocji.
