
Jako odbiorca zawsze stanę za twórcami, którzy próbują czegoś nowego. Nawet jeśli dość widocznie inspirują się rzeczami „ze świata”, tak doceniam chęć przeszczepienia ich na nasz dość skostniały grunt. Z drugiej strony wpadam nieco w wykopany przez samego siebie dół wypełniony pobłażliwością. Ale czy na tym nie polega patriotyzm? Żeby swoje chwalić i bronić nawet wtedy, kiedy świadomi jesteśmy wad?
Glorious Summer na pierwszy rzut oka wygląda jak coś, co mogło powstać na południu Półwyspu Apenińskiego. Cytując klasyka „z ziemi Włoskiej do Polski” Helena Ganjalyan i Bartosz Szpak przenoszą tę utopioną w przyjemnie grzejącym słońcu estetykę do zimnych, patriarchalnych realiów współczesnej Rzeczypospolitej, mentalnie żyjącej resentymentem do czasów dworskich.
Dlatego też omawiany tutaj film, co trzeba zaznaczyć od razu, nie jest dziełem przystępnym i szczególnie łatwym w odbiorze. Zarówno jego warstwa wizualna, jak i metaforyczna (bo o schematycznej konstrukcji fabularnej nie ma tutaj mowy) stanowią wręcz apoteozę stwierdzenia, że kino do pierwotnie sztuka audiowizualna i to właśnie z tej płaszczyzny powinniśmy czerpać jak najwięcej.
To wspomnienie o czasach szlacheckich dworków powyżej nie było przypadkowe, bo akcja filmu toczy się w renesansowym dworku, na którego terenie trzy kobiety egzystują w osobliwym stanie zawieszenia, nieświadome tego, co dzieje się poza jego murami. Enigmatyczny system nadzorujący ich życie spełnia życzenia kobiet, wymagając od nich pełnego posłuszeństwa. Niczym w wykrzywionej, apatycznej wersji BigBrothera wśród uczestniczek projektu zaczyna dochodzić do konfliktów…
W Glorious Summer wybrzmiewają różne echa, jednak najgłośniej słychać analogowy szum folkowego horroru spod znaku wybitnego Enys Men (2022) i intymnego dramatu czerpiącego najwięcej z arcydzieła Jorgosa Lantimosa pod tytułem Kieł z 2009 roku. Można powiedzieć, że ten drugi tytuł stanowi największą inspirację dla twórców, którzy również starają się ukazać dramat mirko społeczności żyjącej poza nawiasem całego otaczającego ją, tętniącego własnym rytmem świata. Tyle tylko, że tam, gdzie Lantimos dokonywał wiwisekcji rodziny jako jednostki dalece dysfunkcyjnej, Ganjalyan i Szpak przyglądają się roli kobiety w społeczeństwie schyłkowego kapitalizmu.
Nie wchodząc zbytnio w spoilery, powiem tylko, że film ten podejmuje bardzo aktualną tematykę kobiety jako własności korporacji. Kobiety w ujęciu holistycznym, nie tylko jej cielesności, ale również tożsamości. Anarchiczne więzienie, w jakim zostały „uwięzione”, stanowi metaforę baśniowej księżniczki na zamku (dworku), od której wymaga się tylko wyglądania ładnie, bycia posłuszną i emanowania eteryczną, subtelną seksualnością. Ten mały, kobiecy świat przypomina idyllę, bajkę uchwyconą na pachnącej kwieciem łące. Ale za fasadą estetyki rodem z obrazów Wojciecha Weissa kryje się jednak brutalna prawda o uprzedmiotowieniu, z którym utożsamić się mogą kobiety na całym świecie.
Można wysnuć teorię, że kobiety same z siebie podtrzymują patriarchat, by tylko utrzymać swoje, często symboliczne, przywileje. Nie jest to oczywiście prawda objawiona, ale doceniam formę, w jaką została ubrana. Wspomniałem o tym, że Glorious Summer czerpie z tradycji folk horroru i szczerze, jeśli już miałbym coś zarzucić omawianemu dziełu, to brak pociągnięcia tego właśnie elementu składowego dalej. Oglądanie kobiet gromadzących się na łące i odprawiającej sobie tylko znane rytuały pobudza wyobraźnię, ale wydaje się tylko dodatkiem, nie prowadzi do czegoś ciekawszego, czegoś, co mogłoby mocniej podbudować dramatyczną wartość tej opowieści.
Finalnie zostajemy z filmem, który wymaga od nas więcej, niż sam z siebie chce zaoferować. Ale to dobrze, bo przecież prawdziwa zabawa w kino zaczyna się wtedy, kiedy oddajemy swoje „dziecko” innym, by to oni spoglądali na nie z ustanowionych przez siebie kątów. A Glorious Summer pobudza nie tylko nasze oczy i uszy, ale także głowy, które muszą przecedzić szczątkowe informacje i poskładać historię wedle własnej wrażliwości czy doświadczenia. Więc jeśli to jest Wasze kino, to planujcie już seans, na taki ewenement w polskiej branży filmowej pewnie znowu przyjdzie nam poczekać.
Oryginalny tytuł: Glorious Summer
Produkcja: Polska, 2025
Dystrybucja w Polsce: Rozbrat Films

Częściej słońce, rzadziej deszcz. Entuzjasta kultury wszelkiej, bo przecież nie ma piękniejszej interakcji międzyludzkiej, jak przekazywanie sobie emocji.
