Jestem fanem animacji dla dorosłych. I nie mam tu na myśli filmów spod znaku XXX, lecz po prostu filmów fabularnych, które zostały narysowane, a nie są skierowane do nieletnich.
O tym, że tak nie jest, decyduje tematyka, jaką owe dzieła poruszają. Mogą to być motywy zahaczające o przemoc fizyczna i psychiczną, wojnę, seks, śmierć i mordowanie na ekranie. Nie ma chyba artysty, którego dzieła bardziej by się wpisywały w te klimaty niż Ralph Bakshi. Ów amerykański animator i twórca filmowy żydowskiego pochodzenia wielką karierę zaczynał w latach 60., a jego szczyt twórczy przypadł na kolejną dekadę.
Bakshiego śmiało można określić, jako ojca nurtu adult animation. To bowiem spod jego ręki wyszedł jeden z pierwszych i jednocześnie najbardziej znanych obrazów tego typu, a mianowicie Kot Fritz. Była to zabawna przypowiastka w krzywym zwierciadle ukazująca Amerykę końca lat 60. W prześmiewczy sposób potraktowano tam wszelkie funkcjonujące wówczas ruchy społeczno-polityczne. Kot Fritz był pełen nagości, seksu, narkotyków oraz niepoprawności politycznej.
Oczywiście jak na dzisiejsze standardy nie jest to może nic szokującego, ale wówczas stanowiło nie lada rewolucję. Co najważniejsze zaś otwierało drogę dla całej masy innych twórców marzących o narysowaniu nagiego tyłka. Tematy społecznie ważne typu rasizm, to jeden z paru głównych wyznaczników dzieł Bakshiego. Podobne motywy poruszają takie filmy jak Heavy Traffic, Coonskin i Hey Good Lookin. Mają one także inne cechy wspólne np. osadzenie akcji w realiach miejskiego półświatka lub uczynienie z bohaterów antropomorficznych zwierząt.

Będąc szczerym, produkcje te nie należą do moich ulubionych. Są one zbyt rubaszne, a pewne niuanse mogą po tylu latach być trudne do wychwycenia. W animacjach jednak najbardziej interesuje mnie sposób wykonania. A tutaj mamy do czynienia z bardzo rozwiązłą, zamaszystą, niechlujną wręcz kreską, przy której postacie rozlewają się po ekranie i ma się wrażenie, że zaraz z niego wyskoczą.
O wiele bardziej cenię sobie drugi główny typ animacji Bakshiego, czyli te ultra realistyczne. W większości wykorzystują one techniką zwaną rotoscopingiem, która już w dzieciństwie wzbudzała mój entuzjazm. Przykładem takiej produkcji jest film fantasy Ogień i lód z 1983 roku. Obraz powstał przy współpracy z wybitnym rysownikiem Frankiem Frazettą, a jego wpływ na wygląd obrazu widać na każdym kroku. Dzieło ma prostą fabułę, aż za prostą można by powiedzieć.
Tym, czego najbardziej mi w niej brakuje jest jednak większa epickość i rozbudowanie świata. Chciałbym, aby bohaterowie przeżywali więcej przygód i przede wszystkim, aby walczyli z większą ilość potworów. Mimo tych mankamentów „Ogień i lód” to dziś dzieło kanoniczne, utrzymane w bardzo realistycznym tonie, które w pełni wykorzystuje plastyczność ludzkiego, zwłaszcza kobiecego ciała. Nurt fantasy to ogólnie drugi spopularyzowany przez Bakshiego gatunek. Warto tu wspomnieć, chociażby o nieco zapomnianym dziele Wizards z 1977 roku. Również tutaj fabuła jest raczej umowna. Mamy bowiem dwóch braci czarnoksiężników, którzy ze sobą walczą, lecz nie do końca wiadomo, dlaczego to robią. Treść ta stanowi pretekst dla ukazania wizji napędzanych wybujałą fantazją Bakshiego, który zwłaszcza w scenach batalistycznych prezentuje całą gamę różnorakich inspiracji, technik animacji oraz pomysłów.
Nie inaczej jest z Władcą pierścieni. Tak, z tym właśnie na podstawie prozy Tolkiena. Mało kto bowiem pamięta, że przed trylogią Jacksona istniała animowana próba przeniesienia na język filmu owej powieści. A próby tej dokonał właśnie Bakshi. Film nie okazał się kasowym hitem, lecz fani świata LOTR do dziś o nim pamiętają i wspominają z lekką nutką nostalgii. Obraz łączy w sobie różne techniki, takie jak rotoscoping, bardziej owalną i przyjazną dla młodszych kreską, jak i sceny z udziałem przebranych aktorów. Ważną wadą produkcji jest to, że nie udało się ogarnąć całej zawartości trylogii. Mimo to jest to ciekawe doświadczenie nie tylko dla miłośników Środziemia.
Najwybitniejszym jednak osiągnięciem Bakshiego jest według mojej opinii American Pop z roku 1981. Ta epicka opowieść i wielopokoleniowej rodzinie muzyków stanowi wspaniałą i wzruszającą podróż przez historię współczesnej Ameryki. Nakręcona głównie w technice rotoscopingu animacja przenosi nas dzięki niezapomnianym numerom muzycznym w czasie i przestrzeni, zapewniając pierwszorzędną rozrywkę. Bakshi na przestrzeni lat udowodnił, że jest artystą kreatywnym i płodnym. Umiejętnie żonglował różnymi technikami animacji, a równie ważną rolę co pierwszy plan zawsze miały u niego również barwne i psychodeliczne tła. Potrafił, jeśli była potrzeba inkorporować do świata animków prawdziwych aktorów jak przy Cool World, ostatnim jego wielkim dziele. Śmiało można go zatem nazwać zarówno pionierem, jak i weteranem światowej animacji, do którego dzieł warto od czasu do czasu wrócić.

