Rambo: Pierwsza krew (1982)

Ameryka jeszcze długo po zakończeniu konfliktu w Wietnamie borykała się z jego widmem. Problem powracających z frontu weteranów niemogących znaleźć swojego miejsca wśród normalnego społeczeństwa, stał się kanwą wielu ważnych i kultowych produkcji tj. Łowca jeleni czy Urodzony 4 lipca. I choć filmy z Johnem Rambo kojarzą się nam raczej z efektownymi strzelaninami i eksplozjami, mającymi zaspokoić nasze chłopięce fantazje, bo w rzeczywistości wszystkie takie są, taka jest prawda… z wyjątkiem pierwszej części.

Sylvester Stallone stworzył w Rambo postać, na której zdążyły się już wychować pokolenia widzów na całym świecie. Włoski Ogier, znany wcześniej choćby z Rocky’ego (1976) czy Death Race 2000 (1975), wykreował w tym filmie archetyp bohatera kina akcji lat 80., jednoosobową armię przystosowaną do życia i zabijania w trudnych warunkach. Johna poznajemy, kiedy przybywa do małego miasteczka, aby spotkać się ze swoim byłym towarzyszem broni, ale wkrótce przekonuje się, że jego typ nie jest mile widziany w małych, zamkniętych społecznościach. Popadając w konflikt z lokalną policją, na której czele stoi opasły szeryf Will Teasle (Brian Dennehy), upokorzony i rozwścieczony ucieka w góry okalające mieścinę, gdzie przygotowuje się do konfrontacji.

Jak wyglądałoby dzisiaj kino akcji, gdyby Ted Kotcheff nie nakręcił ekranizacji książki Davida Morrella pt. Pierwsza krew? Na pewno inaczej, bo Rambo zapisał się w historii kina jako podręcznikowy przykład nowego, brutalnego podejścia do westernowego archetypu rewolwerowca znikąd i z trudną przeszłością. Tu, odtrącony i ścigany przez władze ex komandos bardzo szybko zmienia zasady polowania, sam stając się myśliwym, dla którego nie ma znaczenia przewaga liczebna wroga. Uzbrojony tylko w nóż, okryty kawałkiem znalezionej szmaty, Rambo czający się na swoje ofiary w skąpanym deszczem lesie, to obrazek już przynajmniej kultowy. Duża w tym zasługa Stallone’a, który wykorzystuje w pełni nie tylko swoje fizyczne walory, ale w ostatnich scenach daje pokaz prawdziwej załamki i ukazuje się nam jako człowiek niemający po co i dla kogo żyć.

Ale Rambo: Pierwsza Krew to przede wszystkim rasowe, widowiskowe i brutalne kino akcji. Choć w porównaniu do kolejnych sequeli bardziej kameralne, bo gdy główny bohater toczy w zalesionych górach swoją małą wojnę, prawdziwa bitwa rozgrywa się w jego głowie. Już pierwsze sekwencja walki na komisariacie zapowiadają nam, że dalej będzie tylko lepiej. Pościg radiowozem, skoki ze skalnych półek czy ucieczka z zawalonej kopalni, to tylko preludium do tego, co dzieje się pod koniec filmu.

Rambo wychodzi z lasu i zmierzając w stronę komisariatu, wysadza stację benzynową, po drodze kradnąc z wojskowej ciężarówki M65, dzięki czemu rozpętuje w miasteczku małe piekło. Budowany wcześniej klimat zaszczucia przechodzi tu bardziej w efekciarstwo, które zobaczyć możemy w kolejnych częściach, ale nie przeszkadza to w odbiorze filmu, gdyż wszystko jest tutaj podane w odpowiednich proporcjach.

Pochwalić należy nie tylko kunszt reżysera, ale także doskonałe zdjęcia Andrew Laszlo. Nakręcona szerokim obiektywem nagonka policyjna w porośniętym paprociami lesie, czy idący samotnie wzdłuż szosy Rambo, mają w sobie coś z kina stricte artystycznego. Ale praca kamery daje radę nie tylko w statycznych momentach i sprawnie oddaje też przeciskanie się bohatera przez ciasne szyby kopalniane, oświetlone tylko prowizoryczną pochodnią.

Wiele scen przypomina kino typowo wojenne, zwłaszcza kiedy do akcji przeciwko samotnemu uciekinierowi wkraczają wojsko i policja stanowa. Muzycznie zachwyca zwłaszcza utwór Jerry’ego Goldsmitha The Long Road, którego nazwa idealnie wpisuje się w charakter filmu. Rambo: Pierwsza krew to obraz-legenda, film, który na tle swoich następców wydaje się o wiele dojrzalszy i bardziej wartościowy. Bo to nie tylko historia napakowanego osiłka z wielkim nożem w ręku, ale również obraz człowieka fizycznie i psychicznie zniszczonego przez wojnę. Blizny na ciele Rambo nie są jedynymi, jakie pozostawił po sobie Wietnam, bo jego psychika cały czas balansuje na krawędzi.

Dla kina akcji to nie tylko produkcja otwierająca furtkę do kolejnych części, które poszły w wiadomą stronę. To także film, który podobnie jak Pluton (1986) Stone’a czy Full Metal Jacket (1987) Kubricka, jest rozliczeniem z Wojną w Wietnamie. Takich jednostek jak John Rambo, nieprzystosowanych do życia jako cywil, w latach 70. było wielu i tak jak Rambo nigdy nie zdołali oni uciec od bolesnej przeszłości. Najczęstszą drogą wybawienia od prześladujących demonów wojny była śmierć i szkoda, że twórcy nie postanowili użyć w filmie oryginalnego zakończenia, gdyż dzięki temu historia byłego członka zielonych beretów stałaby się jeszcze bardziej dramatyczna, dając widzowi rodzaj katharsis. Kto nie widział jeszcze kultowego dla sceny VHS  i kina akcji filmu Kotcheffa, powinien to szybko nadrobić!

Oryginalny tytuł: First Blood

Produkcja: USA, 1982

Dystrybucja w Polsce: primevideo.com

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *